Trwa ładowanie...
stal
19-03-2010 14:06

Na rynku stali gorzej już nie będzie

Jak przewidują eksperci, produkcja stali zwiększy się zarówno na świecie, jak i w Polsce. Już w 2011 roku padnie kolejny rekord świata - miliard ton wyprodukowanej stali. Niekorzystny trend zaczyna się odwracać.

Na rynku stali gorzej już nie będzieŹródło: AFP
d4i6p9t

Jak przewidują eksperci, produkcja stali zwiększy się zarówno na świecie, jak i w Polsce. Już w 2011 roku padnie kolejny rekord świata - miliard ton wyprodukowanej stali. Niekorzystny trend zaczyna się odwracać.

Z danych Światowego Stowarzyszenia Stali wynika, że światowy rynek stali powiększy się w 2010 roku o 9,2 proc. dzięki rosnącemu popytowi w USA, Japonii i Europie. Według prognoz, znacząco wzrośnie zużycie stali w Chinach.

W opinii Lakshmiego Mittala, głównego udziałowca koncernu ArcelorMittal, globalny popyt na stal może w 2010 roku wzrosnąć nawet o ponad 10 proc. Jego zdaniem, rekord produkcyjny z 2007 roku, wynoszący 1,3 mld ton, zostanie przekroczony, jednak nie wcześniej niż w 2013 roku. Tegoroczne ożywienie rynku powinno być mocniejsze. Nie wszyscy podzielają jednak ten optymizm.

d4i6p9t

Droga do normalności

Zdaniem Wolfganga Edera, prezesa koncernu Voestalpine, wprawdzie obserwujemy ożywienie popytu, ale jest on w znacznej mierze napędzany przez firmy odbudowujące zapasy niż przez sygnały powrotu do normalnego wzrostu. W 2010 roku globalny popyt na stal może zatem wzrosnąć o 7-8 proc., ale nie więcej. Z kolei prezes indyjskiego Tata Steel twierdzi, że popyt na stal w Chinach może wzrosnąć w 2011 roku o 9-10 proc. Podobnie silnego rozwoju zużycia stali można się spodziewać w Indiach.

Według prognoz Światowego Stowarzyszenia Stali, południowokoreańskie Posco zwiększy w tym roku produkcję surówki o 16,6 proc., natomiast grupa Rio Tinto zakłada dalsze zwiększenie popytu. Wydobycie rudy żelaza, niezbędnej do wyrobu stali, zwiększyło się w koncernie o 49 proc. Produkcja za cały ubiegły rok wyniosła ponad 217 mln ton.

Wysoka produkcja rudy żelaza napędzana jest przez rosnące zapotrzebowanie w Chinach. Chiński program rozwoju gospodarki, którego wartość szacowana jest na 586 mld dolarów, znacząco przyczynił się do wzrostu popytu na stal w przemyśle motoryzacyjnym, budowlanym i wśród producentów sprzętu AGD. Prognozy dotyczące rozwoju rynku są zatem optymistyczne, choć trudno tu o jednomyślność.

- Eksperci twierdzą, że rynek się ożywia. My jednak patrzymy na rynek odbiorców końcowych, do których kierujemy nasze produkty. Póki co, nie widać znaczącej poprawy - twierdzi Konstanty Litwinow, prezes zarządu spółki ISD Polska. - Jeśli ruszy rynek budowlany i zapowiadane inwestycje infrastrukturalne, to zwiększy się popyt na konstrukcje budowlane i inne wyroby hutnicze. Jedyną nadzieją jest ożywienie w branży związanej z budową rurociągów. To perspektywiczny segment rynku. Podobnie jak segment energetyki wiatrowej. Na tych segmentach zamierzamy się skupić i bacznie je obserwujemy.

d4i6p9t

Poprawy należy się także spodziewać na polskim rynku. Według prognoz, produkcja stali w Polsce wzrośnie w 2012 roku do 10-10,5 mln ton. Nie będzie to oczywiście boom, z jakim mieliśmy do czynienia w latach koniunktury, ale nastąpi wyraźne ożywienie gospodarki. Wzrosną ceny, bo zwiększy się popyt na stal. Za wzrost popytu na rynku odpowiadać będzie rosnąca konsumpcja - zwłaszcza indywidualna.

Według danych za ubiegły rok, sprzedaż samochodów nie spadła, ale utrzymała się na poziomie z 2008 roku. Nie spadła też sprzedaż w innych gałęziach zużywających stal, np. w segmencie AGD. Wzrost popytu na rynku napędzać będą też inwestycje, które ruszą zarówno na polskim, jak i na zagranicznych rynkach. To pozwoli na poprawę stanu całej gospodarki.

Dla sektora stali nierdzewnej (producentów, dystrybutorów i wytwórców) ostatnie lata były pełne zaskakujących i często dramatycznych sytuacji, które spowodowały rewolucję w branży. Tu kryzys rozpoczął się wcześniej. Produkcja światowa stali nierdzewnej spadła o 35 procent w ciągu zaledwie trzech lat 2006-09. Do tego doszły ogromne skoki cenowe niklu na giełdzie w Londynie. Na rynku stali nierdzewnej mieliśmy więc do czynienia z ogromnym zawirowaniem i nerwowością postaw podmiotów w branży stalowej, co dziś widać dobrze w niepewności, jaka panuje w tym sektorze.

- W prognozach na 2010 rok i następne lata najwięksi producenci stali nierdzewnej wyrażają skrajne opinie - twierdzi Piotr Paweł Orłowski, prezes zarządu Nova Trading SA. - Optymiści zamykają kryzys w podręcznikach do historii i prognozują świetlaną przyszłość, która rozpocznie się już w 2010 roku. Grupa pesymistów uważa, że to, co było, to dopiero preludium przed nadchodzącym prawdziwym kryzysem.

d4i6p9t

Bardzo ostrożny optymizm

Światowe ośrodki badające tendencje cenowe, np. MEPS, mówią o wzroście cen do czerwca tego roku o średnio 15-20 procent. Wzrost cen będzie wynikać m.in. z niskiego stanu zapasów i zwiększającego się popytu na rynku. Prognozy te wydają się jednak zbyt optymistyczne. Polscy dystrybutorzy, pytani o dynamikę cen, mówią o takich wzrostach dopiero w odniesieniu do końca roku 2010. Najbliższe miesiące widzą zaś jako oczekiwanie na początek budowlanego sezonu, a wraz z jego nadejściem, wzrost cen rzędu kilku procent. Nikt rozsądny nie liczy zatem na powrót wielkiego boomu sprzed "wielkiego kryzysu", ale rynek jest wyraźnie zniecierpliwiony utrzymującą się spadkową tendencją cenową.

- Producenci stali już w czwartym kwartale ubiegłego roku stanęli pod ścianą - mówi Robert Wojdyna, prezes zarządu Konsorcjum Stali SA. - Nie można prowadzić biznesu, wciąż dokładając do niego. Poziom cen stali był najniższy od kilkunastu lat! Producenci muszą zatem podnieść ceny.

Opinię tę podziela Jerzy Bernhard, prezes zarządu Stalproflu SA. Jego zdaniem, nie ma już miejsca na dalsze spadki cen. Tym bardziej że koszty produkcji stali rosną. Drożeją rudy, rośnie koszt energii i gazu. To powoduje, że producenci są zmuszeni do podwyżek cen. Jeśli producenci podniosą ceny, skorzystają na tym również dystrybutorzy. Rynek musi wrócić do normy. Nie należy jednak zapominać o zagrożeniach.

- Wszystko wskazuje na to, że gorzej już nie będzie - dodaje Bernhard. - Istotnym zagrożeniem jest jednak niestabilność polskiej waluty, co jest czynnikiem niezwykle ryzykownym. Złotówka powinna być bardziej stabilna. Kolejnym zagrożeniem jest polityka protekcjonizmu stosowana przez kraje Unii Europejskiej. Dotyczy to zwłaszcza ochrony miejsc pracy, ograniczenia produkcji w Polsce przy zaniechaniu takich działań w krajach UE czy w końcu przenoszenia produkcji do własnych zakładów. Trudno zatem mówić o konkurencyjności, skoro nie wszystkich obowiązują te same zasady.

Renata Dudała

d4i6p9t
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d4i6p9t