Rafał nie zmienił, jak dotąd, pracy. Mówi, że czuje się obserwowany. Ma wrażenie, że szef czeka na jakieś jego potknięcie. Nacisk na zostawanie po godzinach zmniejszył się, to fakt. Jeśli może, zostaje, a jeśli nie – nikt go nie zatrzymuje. On również uważa, że do starcia z przełożonym doprowadziła jego nadgorliwość. – Pokażesz raz, że możesz i chcesz dużo pracować, i już masz przypiętą metkę, której się łatwo nie pozbędziesz – mówi dzisiaj. W każdej firmie musi być ktoś od czarnej roboty. Ktoś, na kim, w razie czego, będzie można wymóc zostawanie w pracy po godzinach. Jeden zostanie, bo się boi, inny, bo na coś liczy. A szefowie to wykorzystują. Anna Drawska, psycholog, która bada m.in. zjawiska związane z zatrudnieniem i atmosferą w pracy, twierdzi, że te przykłady nie należą do wyjątków. Szczególnie młodzi ludzie, stażyści, praktykanci na początku swojej kariery zawodowej chcą się wykazać. Pracują więcej niż inni, bo chcą pokazać szefowi, że zasługują na etat, podwyżkę, awans. Oczywiście są szefowie,
którzy to docenią. Ale częściej wysiłek pracownika zostanie niezauważony i nawet bezczelnie wykorzystany. „Pracuje tyle, bo widać miał za mało obowiązków” – pomyśli szef w pierwszej kolejności.