Trwa ładowanie...

Nowo wybudowane mieszkania sypią się tak jak stare

Pył po największym od lat mieszkaniowym boomie właśnie opada, a właściciele "apartamentów" w nowych blokach ze zgrozą odkrywają sypiące się sufity, krzywe ściany, nieudolne plątaniny rur i docieplenia wykonane z butelek po wódce.
Share
Na budowach brakuje fachowców, bo większość z nich wyjechała do Wielkiej Brytanii
Na budowach brakuje fachowców, bo większość z nich wyjechała do Wielkiej BrytaniiŹródło: POLSKA Dziennik Łódzki
d2rhf03

Pył po największym od lat mieszkaniowym boomie właśnie opada, a właściciele "apartamentów" w nowych blokach ze zgrozą odkrywają sypiące się sufity, krzywe ściany, nieudolne plątaniny rur i docieplenia wykonane z butelek po wódce.

_ Nie zdążyłam się nacieszyć mieszkaniem, kiedy na podłogę runął półmetrowy płat sufitu. Szczęście, że nie zdążyłam się wprowadzić _ - dzieli się wrażeniami Anna Kubasińska, właścicielka lokalu w oddanym w tym roku do użytku bloku na łódzkim Olechowie. Kobieta podejrzewa, że "awaria" to efekt tynkowania sufitów zimą.

Paweł Jagodziński naliczył w swoim nowym mieszkaniu w Pabianicach ponad 20 fuszerek. Na likwidację części z nich wydał już ponad 10 tys. zł.

d2rhf03

_ Wszystkie ściany były krzywe, zamiast obiecanych przez dewelopera gładzi był obdrapany tynk, w miejscu przewidzianym w planach budowlanych na pralkę, wychodziły rury do umywalki i na odwrót, do dziś jest niesprawna wentylacja i kaloryfery, podejrzewam, że blok jest źle docieplony _- wylicza mężczyzna, który rozważa pozwanie dewelopera do sądu.

Przykłady można mnożyć, jak choćby ten, przywoływany niedawno przez prasę: mieszkańcy nowego osiedla na łódzkim Zielonym Romanowie znaleźli w ścianach butelki po wódce. Udawały styropian do ocieplenia bloku. Podobnie jest w całej Polsce. Lokatorzy gdańskiego osiedla Owczary żalą się, że firma budowlana spartaczyła system odprowadzania wody, skutkiem czego najmniejszy deszcz zalewa garaże i piwnice, zaś na ścianach zadomowił się grzyb.

_ W Polsce działa ok. 100 tys. mniejszych i większych firm budowlanych. Szacuję, że tylko 20 tysięcy to porządni wykonawcy, mający doświadczenie. Reszta to firmy typu czterech panów w samochodzie i drabina _- mówi Henryk Benkowski, szef branżowego portalu Kurier.budowlany.pl.

|

Polecamy: » Kredyt w walucie? Porównaj oferty i wybierz najlepszą » Darmowa porada doradcy kredytowego! » Codzienny przegląd prasy ekonomicznej |
| --- |
|

Polecamy: » Kredyt w walucie? Porównaj oferty i wybierz najlepszą » Darmowa porada doradcy kredytowego! » Codzienny przegląd prasy ekonomicznej |

d2rhf03

Tysiące fuszerek na polskich budowach biorą się z prozaicznej przyczyny: braku fachowców. Nawet dużym, znanym firmom brakuje rąk do pracy, chcąc nie chcąc zatrudniają podwykonawców. _ Z reguły pracują tam ludzie przypadkowi, bez doświadczenia. Niestety, nawet jeśli niezadowolony generalny wykonawca wyrzuci taką firmę, następnego dnia znajduje ona zajęcie przy innej inwestycji. Partacze są anonimowi, bo nie istnieje baza nieuczciwych wykonawców _- dodaje Benkowski.

Według Kuriera budowlanego, najpowszechniejsze są fuszerki, których nie widać gołym okiem, a które mogą się ujawnić po latach. Polscy "fachowcy" powszechnie partaczą docieplenia, instalacje elektryczne, wodne, kominkowe.

Niestety, pechowi nabywcy mieszkań są zostawieni sami sobie._ Nad deweloperami stoi tylko święty Piotr _ - gorzko żartuje Urszula Krysztoforska, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Łodzi. - A mówiąc poważnie, zostaje sąd, do którego deweloperzy z ochotą odsyłają niezadowolonych. Wiedzą, że sprawy ciągną się latami, więc mało komu chce się procesować.

Nadzór budowlany nie zajmuje się krzywymi ścianami, tylko zgodnością mieszkania z planem. Z kolei Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów bada umowy z deweloperami, a nie jakość lokali.

d2rhf03

Można się poskarżyć do Polskiego Związku Firm Deweloperskich. To jednak organizacja zajmująca się interesami własnej branży, nie klientów. Nie dziwi więc, że w 2006 r. wpłynęło tu tylko 6 skarg, a w 2007 r. - 12. Karą dla dewelopera może być wykluczenie ze związku. Ostatnią wyrzuconą firmą był krakowski Salwator i było to w 2005 r.

Do regionalnej Izby Budownictwa w Łodzi nie wpłynęła żadna skarga. _ Łodzianie nie wiedzą, że można się do nas poskarżyć. Zachęcam do tego _ - mówi prezes izby Henryk Ulacha, który przyznaje, że problem niesolidnych firm budowlanych istnieje.

_ Dotyczy to nowych, małych firm, deweloperów "na jeden raz" _ - mówi Ulacha. _ Dwa lata temu każdy, kto miał kawałek ziemi, chciał budować i sprzedawać nieruchomości. Zatrudniał najtańszych wykonawców, kupował najtańsze materiały. A że przy tym nie znał się na budownictwie, efekt jest jaki jest _ - dodaje Ulacha.

PRL nie skonał, przeżył na budowie

Krzywe ściany, sypiący się sufit, zamiast gładzi obdrapany tynk, niesprawne kaloryfery - to tylko niektóre fuszerki, odkryte przez lokatorów w nowo oddanych mieszkaniach. Niektórzy są bardzo sprytni i partaczą nie tylko to, co jest od razu widoczne gołym okiem, ale i to, co wyjdzie na jaw po kilku latach użytkowania mieszkania. Skąd my to znamy? Oczywiście z PRL, który pożegnaliśmy dziewiętnaście lat temu. Ale który, jak się okazuje, jeszcze całkiem nie skonał. Niektóre wyczyny budowlańców, jak na przykład umieszczenie butelek po wódce w ścianach bloku na łódzkim Zielonym Romanowie w charakterze materiału ocieplającego, przebijają pomysłowością największych peerelowskich partaczy. Bez trudu wyobrażam sobie, jaki znakomity skecz napisaliby na kanwie tego oryginalnego racjonalizatorskiego pomysłu ówcześni satyrycy, z Edwardem Dziewońskim i Janem Pietrzakiem na czele. Dziś ich następcy też potrafiliby napisać o fuszerkach, ale do współczesnej widowni chyba by to nie trafiło. Za bardzo jesteśmy już
przyzwyczajeni do normalności, oczywiście poza budownictwem. Z dawnymi czasami współczesnych budowlańców łączy jeszcze i to, że partacze bez trudu znajdują pracę u następnego pracodawcy, który dziś nazywa się deweloperem. A z kolei wśród tych ostatnich nie brak takich, którzy zakwitają na rynku tylko raz, niczym kwiat jednej nocy. Właściciele firm budowlanych tłumaczą się, że wszystkiemu winien brak fachowców na polskim rynku. Wielu z nich, mimo spadku kursu euro i funta brytyjskiego, nadal woli zarabiać poza granicami Polski, gdzie pracują na dobrą markę polskiego budowlańca. Myślę jednak, że problem jest głębszy. Kiedy się wprowadzałam ponad dziesięć lat temu do bloku na łódzkim Olechowie, budowanym przez spółdzielnię "Bawełna", żyliśmy już w innej epoce. A mimo to w moim mieszkaniu były krzywe ściany i nie otwierały się okna. Mam poważne podejrzenia, że indolencja polskich budowlańców to sprawa ponadustrojowa i nijak ma się ona do bieżącej polityki. Chyba że gospodarczej, ale ta wymaga dużo większych
kompetencji niż walka o prymat na politycznym rynku między partiami.
Joanna Leszczyńska

Piotr Brzózka
POLSKA Dziennik Łódzki

d2rhf03

Podziel się opinią

Share
d2rhf03
d2rhf03