Pan Marek nie chciał katorżniczej pracy po operacji. Pośredniak skreślił go z listy bezrobotnych

W urzędach pracy dwoją się i troją nad poprawą statystyk dotyczących zwalczania bezrobocia. Pan Marek odczuł to na własnej skórze. Z powodów zdrowotnych nie przyjął oferty pracy. I wtedy się zaczęło.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Pan Marek miał operowany kręgosłup i nie zgodził się na nadmiernie obciążającą pracę. W urzędzie został potraktowany jak wyłudzacz.
Pan Marek miał operowany kręgosłup i nie zgodził się na nadmiernie obciążającą pracę. W urzędzie został potraktowany jak wyłudzacz. (Archiwum prywatne)
WP

Nie wszystkie osoby znikają z rejestrów bezrobotnych dzięki temu, że same znalazły pracę lub znalazł im ją urząd. Taką osobą jest pan Marek z podwarszawskich Marek.

- W 2017 roku firma, w której pracowałem ponad 12 lat, zmieniła profil działania, więc trzeba było się rozstać. Jestem elektrykiem z wykształcenia. Po otrzymaniu świadectwa pracy zarejestrowałem się w Powiatowym Urzędzie Pracy w Radzyminie - opisuje pan Marek, z którym porozmawialiśmy po tym, jak zgłosił się do nas za pośrednictwem serwisu dziejesie.wp.pl.

Morawiecki: musimy przestawić nasz polski kapitalizm na zachodnie tory

WP

Pierwszą ofertę pracy z urzędu miał już po dwóch miesiącach.

WP

- Dostałem propozycję kontaktu z potencjalnym pracodawcą. Spotkałem się z nim i umówiłem na budowie hali przemysłowej. Na miejscu zapoznałem się z listą zadań, które miałbym wykonywać. Jednym z nich miało być przeciąganie wiązek przewodów elektrycznych przez przepusty drabinki kablowej. Budynek przemysłowy - trzeba więc było poruszać się na wysokich trzymetrowych drabinach. Nie mam lęku wysokości, ale był inny problem. W 2012 roku przeszedłem operację kręgosłupa między trzecim a czwartym kręgiem - opisuje pan Marek.

- Lekarz mówił, że nie powinienem dźwigać więcej niż 5 kg. Z tego powodu w poprzedniej pracy zajmowałem się logistyką i odwiedzinami urzędów. Po prostu nie mogłem podjąć proponowanej pracy - wyjaśnia.

Od niedoszłego pracodawcy wziął wymagany podpis i poszedł z powrotem do urzędu pracy w Radzyminie.

- Już na "dzień dobry" zostałem potraktowany jak przestępca. Mimo że wytłumaczyłem pracownicy urzędu, dlaczego musiałem odmówić pracodawcy i przedstawiłem dokumenty poświadczające przebytą operację, ta ostentacyjnie zabrała papiery, twierdząc, że to już kierownik urzędu podejmie decyzję - opisuje pan Marek.

WP

Nieprzyjemny ton urzędniczki nie zwiastował niczego dobrego. Choć mężczyzna przyniósł dokumenty ze szpitala, został potraktowany jak osoba, która chce wyłudzić zasiłek.

- Po około 14 dniach dostałem pismo, które stwierdzało, że z powodu "nieuzasadnionej odmowy przyjęcia propozycji pracy jestem w trybie natychmiastowym pozbawiony świadczeń i skreślony z listy" - żali się.

Pozbawiono go nawet statusu osoby bezrobotnej bez prawa do zasiłku, co daje prawo do bezpłatnego leczenia w placówkach finansowanych przez NFZ.

- Usłyszałem, że mój przypadek nie jest odosobniony - informuje. Firma, w której dostał ofertę pracy, prowadzi duże budowy i ma zapotrzebowanie na wielu pracowników. - Pracodawca wspomniał, że któregoś razu zgłosiło się do niego 20 osób wysłanych z urzędu pracy. Tylko trzy - cztery osoby zdecydowały się na podjęcie pracy, reszta z jakichś powodów zrezygnowała - mówi pan Marek.

WP

Ta "reszta" została później pozbawiona świadczeń i statusu osoby bezrobotnej poszukującej pracy - dowiedział się nasz rozmówca.

- Jeśli w taki sposób mamy mieć zmniejszane bezrobocie, to ja dziękuję za takie statystyki - protestuje pan Marek. - Pojechałem do Urzędu Pracy w Radzyminie, by spotkać się z kierownikiem placówki. W rozmowie wyczułem brak jakiejkolwiek chęci współpracy, by rozwiązać problem. Na moje pytanie, dlaczego w piśmie widnieje zapis o "nieuzasadnionej odmowie przyjęcia propozycji pracy", stwierdził tylko lakonicznie, że to jest standardowe pismo. Poinformował, że mam prawo do odwołania się od decyzji. Skorzystałem z tego prawa, ale wojewoda mazowiecki podtrzymał potem decyzję. W odpowiedzi otrzymałem stek bzdur wypisany na trzech stronach A4 - opisuje.

Udało mu się na szczęście znaleźć odpowiadającą mu pracę w zawodzie i odpuścił - jak mówił - "zabawę w pisanie odwołań".

Bezrobotny, czy leń?

WP

Pytanie oczywiście, dlaczego z dwudziestu przysyłanych pracowników na pracę decyduje się tylko trzech - czterech? Jak podaje pan Marek, oferowane mu warunki nie były złe: umowa o pracę i wynagrodzenie około 3 tys. zł na rękę. Problem w tym, że praca wyglądała na ciężką. Urzędnik mógł mieć słuszne podejrzenia, że po prostu ludziom "nie chce się robić".

- Młodzikowi by pewnie pasowało, ale mnie pod pięćdziesiątkę i po operacji kręgosłupa? - pyta retorycznie pan Marek.

Najbardziej oburzyło go nie to, że stracił zasiłek, ale sposób traktowania przez urzędników. Nawet jeśli zaświadczenie ze szpitala sprzed pięciu lat nie wystarczyło i powinien mieć oficjalny "papierek" od lekarza z informacją, co może robić, a czego nie, to urzędnik przynajmniej powinien mu podpowiedzieć, żeby coś takiego przyniósł.

Po łącznie 20 latach pracy i opłacania składek na utrzymanie urzędów pracy (105 zł miesięcznie od średniej pensji), zasiłek brał przez dwa miesiące. Nieprzyjęcie jednej jedynej oferty wystarczyło, by spotkał się z nieproporcjonalnie ostrą reakcją.

Po co nam urzędy pracy?

Patrząc na podobne sytuacje, nasuwa się pytanie, czy urzędy pracy w ogóle są jeszcze do czegoś potrzebne? A przynajmniej w tak dużej liczbie - 356 urzędów powiatowych i wojewódzkich zatrudnia łącznie 23 tys. osób. Pracy przecież nie brakuje, więc w jakim celu zatrudniać aż tylu urzędników do szukania pracy?

Czy w sytuacji, gdy realnie rola urzędu pracy sprowadza się do pośrednictwa, nie lepiej dać sobie spokój z utrzymywaniem pozorów i urzędy zamknąć i zlikwidować składkę na Fundusz Pracy? Z tego tytułu przelewamy średnio po 105 zł miesięcznie, a potem gdy tracimy pracę i lądujemy w pośredniaku, okazuje się, że urzędnicy szukają tylko pretekstu do zabrania zasiłku.

Liczba wolnych miejsc pracy na koniec marca według statystyk ministerialnych wynosiła 147 tys. i wzrosła o 17 tys. w porównaniu z lutym. A tymczasem w rejestrach bezrobotnych figuruje wciąż 1,09 mln osób. Rolę urzędów pracy już dawno przejęły internetowe serwisy z ogłoszeniami i pośrednictwo nieprzyjemnych urzędników stało się mniej niezbędne.

Urzędnicy służą tak naprawdę głównie do sprawdzania, komu się należy zasiłek (czy choćby prawo do statusu bezrobotnego uprawniające do bezpłatnej służby zdrowia), a komu nie. Gdybyśmy zbierali te 105 zł miesięcznie na oddzielnym koncie, to sami byśmy sobie ten zasiłek spokojnie wypłacali.

Pan Marek przez 20 lat pracy przelał na system opieki nad bezrobotnymi łącznie około 25 tys. zł. I jak to w takich przypadkach zwykle bywa - dopóki płacił, to było dobrze, ale jeśli już chce coś z systemu wyjąć, traktuje się go jak niechcianego petenta. Czy nie inaczej działa chociażby nasza służba zdrowia?

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Finanse
WP
WP