Pytania zbyt osobiste
Ten problem dotyka głównie kobiet i dotyczy kwestii ciąży, macierzyństwa czy planowania następnego potomstwa. Niektórzy pracodawcy udają, że nie wiedzą, iż takich pytań nie powinni zadawać. Agata na rozmowie w sprawie pracy w niewielkiej firmie produkującej materiały budowlane, tak samo dokładnie została przepytana o swoje dziecko, jak o kwalifikacje zawodowe. Gdy okazało się, że córka jest w wieku przedszkolnym posypała się lawina drobiazgowych pytań: jak daleko od domu jest przedszkole, co będzie jak dziecko zachoruje, kto się nim wtedy zajmie, czy dziadkowie mieszkają daleko itd.? Nie była chyba zbyt przekonująca, bo pracy w tej firmie nie dostała mimo, że prezes chwalił się, iż jest „prorodzinna”.
*Wstydliwy temat – zarobki *
Zarobki to kwestia niemal najważniejsza, ale wciąż niezwykle wstydliwa. W Polsce panuje przekonanie, że to sprawa drugorzędna i źle odbierani są kandydaci, którzy sami poruszają kwestie pieniężne. Choć to dziwne, coraz częściej zdarza się wychodzić z rozmowy bez wiedzy na temat zarobków na danym stanowisku. Za to, zgodnie z nową modą, pojawia się pytanie: Ile Pan/Pani chce zarabiać? Wstrzeliwanie się z zarobkami to wielka sztuka. Oczywiście każdy z nas ma wyobrażenia na temat, ile chcielibyśmy zarabiać. Jednak z punktu widzenia starających się o pracę, przedstawianie własnych oczekiwań finansowych jest bardzo stresujące. Na szczęście, nie wszystkim to pytanie sprawia kłopot. Mimo to, ma się wrażenie, że przyszłe zarobki kandydata to wielka tajemnica i tylko nieliczni pracodawcy podają w ogłoszeniach takie informacje wprost. Zbyt profesjonalne podejście

W dużych firmach, posiadających dział rekrutacji zdarza się, że rozmowa kwalifikacyjna przybiera formę dokładnie przemyślanego egzaminu lub wręcz przesłuchania. Na jednego kandydata napiera wówczas kilka przepytujących osób – w najlepszym wypadku dwie. W wersji minimalnej jedną z osób jest rekruter, druga to osoba z działu, który ma zatrudnić nowego pracownika lub przyszły szef. Oprócz drobiazgowych pytań i przedłużających się rozmów, mogą się przytrafić również testy psychologiczne lub osobowościowe. Pojawiają się pytania o największy sukces zawodowy, o wady byłego szefa i własne zalety oraz setki innych ważnych kwestii. Na koniec należy jeszcze udowodnić, że bezspornie nadajemy się na wskazane stanowisko i że nie mamy - ani za wysokich, ani za niskich kwalifikacji oraz optymalne dla firmy aspiracje zawodowe. Na pożegnanie pada standardowe pytanie, jak sobie wyobrażamy siebie za 5 i 10 lat i…. Po takich spotkaniach kandydaci wychodzą zwykle zmęczeni, jak po pracy fizycznej i rozczarowani, bo w nawale pytań
po polsku i angielsku, zdążyli już strzelić parę gaf. A przecież chodziło o pracę na recepcji.
Wieloetapowość lub bezcelowość
Bezrobotna Karolina została zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną na stanowisko asystentki do jednego z oddziałów Energi. Po niemal godzinnej rozmowie ze specjalistą ds. rekrutacji zakwalifikowała się do kolejnego etapu. Po około dwóch tygodniach miała się spodziewać telefonu zawiadamiającego o kolejnym – tym razem praktycznym – etapie rekrutacji. Przewidywano zaproszenie wszystkich kandydatów na sprawdzian umiejętności z elementami rywalizacji w przyszłym miejscu pracy. Niespodzianką miały być też bliżej niesprecyzowane symulacje z ich udziałem. Dopiero po dłuższym czasie dostała maila z przeprosinami i informacją, że procesu rekrutacji został odwołany. Dla pracowników wieloetapowe rekrutacje są uciążliwe, bo muszą poświęcić im dużo czasu i o wiele bardziej stresujące. *Niezgodności i zatajenia *
Niemal każdemu, kto dłuższy czas szukał pracy, zdarzyło się znaleźć na rozmowie, która dotyczyła innego stanowiska niż to przedstawione w ogłoszeniu. Najczęściej wynika to z bałaganu lub braku przepływu informacji w firmie poszukującej pracowników. I tak - zamiast pracy na pełen etat firma niespodziewanie oferuje pracę na pół etatu albo zamiast stanowiska dla wysoko wykwalifikowanej asystentki – pracę ograniczającą się do odbierania telefonów. W takich sytuacjach wizyta kandydata staje się najczęściej bezzasadna. Lekceważenie kandydatów to nie takie rzadkie zjawisko. Oczywiście czasem jest to z góry zaplanowany scenariusz, mający zwabić potencjalnych kandydatów na mało komfortowe stanowiska, jak choćby telefoniczne pozyskiwanie klientów czy sprzedaż bezpośrednia. Ale to już trudno nazwać lekceważeniem, to po prostu zwyczajne oszustwo.