Trwa ładowanie...

Aptekarzu mów o tanim leku albo płać mandat

Ministerstwo Zdrowia planuje zmienić ustawę refundacyjną. Jeszcze w tym roku chce wprowadzić obowiązkowe podawanie ceny tańszego leku przez aptekarzy. Pod groźbą kary finansowej - podaje "Dziennik Gazeta Prawna".

Share
Aptekarzu mów o tanim leku albo płać mandatŹródło: WP.PL, fot: Łukasz Szelemej
di6qd0o

Propozycja Ministerstwa Zdrowia nakładałaby obowiązek podawania ceny tańszego zamiennika leku wypisanego na recepcie. Jeśli aptekarz tego nie zrobi, to narazi się na karę w wysokości 200 zł. Początkowo zakładano, że różnica w cenie miałaby pojawiać się na paragonie - na górze widniałaby cena, którą pacjent zapłacił oraz kwota, którą by wydał gdyby kupił tańszy zamiennik.

Aptekarze są oburzeni

Stanisław Pichula, wiceprezes Naczelnej Izby Aptekarskiej, nazywa pomysł MZ niepotrzebnym łamańcem prawnym. Przypomina także, że przecież dziś istnieje obowiązek informowania pacjenta o tańszym zamienniku. Tyle, że zazwyczaj wywiązują się z niego poprzez wywieszenie w aptece informacji "Pacjencie, zapytaj o zamiennik". Rzadko aptekarze informują o tym osobiście.

- Kupuję leki przeciwzakrzepowy co miesiąc. Wydaję na nie 300 zł. Nigdy nie usłyszałam od farmaceuty, że mogłabym skorzystać z tańszego produktu - podaje anonimowo relację pacjentki "DGP".

di6qd0o

W sprawie wypowiedziała się Śląska Izba Aptekarska, która przedstawiła ciekawą argumentację:

"Obecne przepisy to za mało dla ustawodawcy. Chce teraz zmusić wydających leki, by niezależnie od tego, czy pacjent sobie tego życzy czy nie, uparcie go informować o każdej pozycji na recepcie, ile wynosi dopłata do leku przepisanego. Co z kolei może prowadzić do absurdalnych sytuacji, w których pacjent od razu powie, że nie interesuje go żadna zamiana, a wydający i tak będzie informował o różnicach cenowych innych preparatów, bo inaczej zapłaci karę".

Prawie każdemu, to zapozna się z powyższym stanowiskiem samoistnie nasunie się pytanie: jaki pacjent nie chciałby zapłacić mniej za leki? Zwłaszcza, jeśli różnica w cenie będzie wynosiła 20-30 proc.? Izba jest zdania, że obowiązek przepisywania tańszych leków powinien spoczywać na lekarzach.

Przepisy, które i tak pozostaną martwe?

Już teraz wiadomo, że przepisy będą ciężkie do wyegzekwowania. Wojewódzcy inspektorzy farmaceutyczni mogą kontrolować dokumenty, ale w nich nie ma informacji na temat tego czy aptekarz proponował zamiennik, czy nie.

di6qd0o

- Aby sprawdzić aptekarzy, musielibyśmy podsłuchiwać w kolejkach. Tego nie robimy - mówi dla "DGP" dr n. farm. Kazimierz Jakubiec, wielkopolski wojewódzki inspektor farmaceutyczny w Poznaniu. On i inni inspektorzy mogą jedynie czekać na skargi od pacjentów.

Przepisy w trosce o budżet, a nie pacjenta?

Jak zauważa "DGP" zwiększenie sprzedaży tańszych zamienników jest w interesie nie tylko pacjentów, ale także budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia. Im więcej chorych będzie kupowało tańsze leki, tym większa szansa, że zmieni się dopłata funduszu do danej grupy leków. Za dopłatami stoi specjalny algorytm, który uwzględnia m.in. cenę sprzedanych leków w danej grupie limitowej.

W ciągu ostatnich dwóch lat NFZ wydał o 3,1 mld zł mniej na leki niż to zakładano. W 2013 r. pacjenci na leki przeznaczyli 9,3 mld zł, dla porównania w 2010 r. - 8,5 mld zł. Producenci podnieśli ceny leków nierefundowanych, a lekarze wypisywali więcej recept na leki nierefundowane.

Efekt? Wzrost cen spowodował, że wielu pacjentów rezygnowało z zakupu. Z badania przeprowadzonego przez infarmę wynika, że od momentu wprowadzenia ustawy refundacyjnej 12 proc. badanych zrezygnowało z zakupu leków, a 3,6 proc. pacjentów kupiło mniejsze opakowanie niż im przepisano. Najwięcej rezygnujących z zakupów jest wśród bezrobotnych i rencistów.

di6qd0o
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
di6qd0o
di6qd0o