Trwa ładowanie...

Banki kłamią w reklamach wakacyjnych kredytów

Wakacyjne kredyty nie zawsze są takie tanie, jak w reklamach obiecują banki - wynika z najnowszego raportu firmy Open Finance. Po doliczeniu różnego rodzaju opłat i prowizji z pozoru niskie oprocentowanie często realnie okazuje się nawet ponad dwa razy wyższe.

Share
Banki kłamią w reklamach wakacyjnych kredytów
Źródło: WP.PL
d1evois

Ładnie wyglądająca liczba, którą zwykle widzimy w reklamie, to tylko podstawowe oprocentowanie od pożyczonej kwoty. Kiedy jednak przychodzimy do placówki, okazuje się, że oprócz tego będziemy musieli ponieść różnego rodzaju opłaty.

_ Opłaty te często nie są ujawniane w reklamach, a klient dowiaduje się o nich dopiero w momencie podpisywania umowy. I nie zawsze od razu zdaje sobie sprawę z finansowych konsekwencji _ - zwraca uwagę Mateusz Ostrowski, analityk Open Finance.

d1evois

Najpopularniejszą formą dodatkowych opłat jest prowizja od kredytu. Stosuje ją zdecydowana większość badanych banków. Wynosi ona zwykle od 1 do 5 proc. W praktyce oznacza to, że pożyczając na wakacje kwotę 5 tys. zł już na samym początku będziemy musieli dać bankowi nawet ok. 250 zł.

Ale prowizja to nie wszystko. W kilku bankach wymagane jest obowiązkowe ubezpieczenie kredytu. Najwięcej za ubezpieczenie wspomnianego kredytu w wysokości 5 tys. zł zapłacimy w Lukas Banku - 630 zł, nieco mniej w Banku Pocztowym - 546 zł, a dla porównania w Dominet Banku - ok. 182 zł - wynika z analizy przeprowadzonej przez Open Finance. Kwotę tę wyliczono dla trzyosobowej rodziny dysponującej dochodem wysokości 5 tys. zł netto, w przypadku niższych zarobków może być ona wyższa.

Są też inne ukryte opłaty. Na przykład Cetelem proponuje kredyt, który wydaje się wyjątkowo atrakcyjny: oprocentowanie wynosi zaledwie 9,9 proc., a na dodatek nie ma prowizji i obowiązkowego ubezpieczenia. Niestety, jest inny haczyk! Bank dolicza comiesięczną opłatę za administrowanie. Na pierwszy rzut oka klientowi nie wydaje się ona wysoka - ok. 0,5 proc. miesięcznie od kwoty kredytu. Ale z analizy przeprowadzonej przez Open Finance wynika, że po uwzględnieniu tej opłaty i innych kosztów rzeczywista stopa procentowa wyniesie ponad 22 proc. Czyli będzie to oferta dość droga.

Jak więc wybrać najlepszy kredyt? Przeciętnemu klientowi nietrudno zgubić się w tym gąszczu.
_ Należy zwrócić uwagę przede wszystkim na dwie rzeczy: na całkowity koszt kredytu i wysokość rat _ - radzą eksperci.

d1evois

Najistotniejszy będzie całkowity koszt kredytu - bo to on wskaże nam, ile zapłacimy bankowi ponad zaciągniętą kwotę. Z zestawienia przygotowanego przez Open Finance wynika, że jeżeli weźmiemy 5 tys. zł na trzy lata, koszt w jednym banku może wynieść 883 zł, a w innym - nawet 2 tys. 479 zł.

Równie duże różnice mogą dotyczyć wysokości comiesięcznych rat - mogą sięgać nawet 40 proc.

Specjaliści radzą, by, zanim zdecydujemy się na kredyt, przejrzeć propozycje kilku firm. Tym bardziej, że niektóre banki ustalają indywidualnie oprocentowanie w zależności od wykształcenia klienta, jego zarobków, długości czasu pracy. Czasem najbardziej atrakcyjne oprocentowanie rezerwują dla swoich stałych klientów.

_ Może okazać się, że propozycja naszego banku będzie dużo bardziej atrakcyjna niż z pozoru bardzo korzystna oferta z ulicy. Ale równie dobrze może być odwrotnie: nasz bank może okazać się bardzo drogi _ - mówi Mateusz Ostrowski.

d1evois

Niestety, znalezienie korzystnej oferty zwykle wymaga sporo wysiłku.
_ Nie-których ofert nie poznamy na stronach internetowych, musimy udać się bezpośrednio do okienka _ - zwracają uwagę analitycy. Bo banki liczą na niewiedzę klientów.

O tym, jakie jest realne oprocentowanie, klient często dowiaduje się dopiero przy podpisywaniu umowy. Wtedy presja na kredytobiorcę jest dość duża. Czuje się on zobowiązany, by podpisać kredyt. Ale nie pozwólmy wywierać na siebie presji. Pamiętajmy, że możemy odmówić, porównać oferty z innymi bankami. Na pewno nic nie stracimy.

Joanna Pieńczykowska, Tomasz Ł. Rożek
POLSKA Gazeta Opolska

d1evois

Podziel się opinią

Share
d1evois
d1evois