gamedev
10-08-2018 (08:32)

"Czujemy się jak pracownicy drugiej kategorii". Kobiety z polskiego gamedevu mają dość seksistowskiego traktowania

Pracują w różnych firmach, piszą, rysują, animują. Oprócz pasji do gier łączy je to, że mają dość bycia maskotkami zespołu i ofiarami seksistowskich ataków. "Obleśne komentarze to był w mojej firmie standard. "Agata, jest tak gorąco, zrób mi loda".
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
"Czujemy się jak pracownicy drugiej kategorii". Kobiety z polskiego gamedevu mają dość seksistowskiego traktowania
(East News, Fot: Dawid Tatarkiewicz)
WP

W branży twórców gier jest ich bardzo mało. Zazwyczaj rysują lub animują. Rzadziej piszą. Ale nie kod, tym zajmują się praktycznie wyłącznie mężczyźni.

- W mojej firmie na 20 osób były trzy dziewczyny. Ja, recepcjonistka i testerka, którą później zwolnili - mówi Ola, animatorka w małym studiu tworzącym gry.

- Mamy 15 kobiet na około stuosobowy zespół, co daje jakieś 15 proc. - odpowiada na moje pytania o proporcje zatrudnienia 11bit studios, jedna z wiodących firm polskiej branży produkcji gier komputerowych. - Aktualnie nie ma kobiet w dziale programowania silnika.

WP

- Znam kilka programistek, ale żadnej, która pracowałaby przy grach - mówi Ewa, rysowniczka.

Nie jestem pluszowym zwierzątkiem

Gosia niedawno skończyła studia. Dziś pracuje w dużym studiu tworzącym gry. Praca w branży była jej marzeniem.

Czytaj też: Kolejny sukces polskiej gry. Pierwsze miejsce "Frostpunka" na platformie Steam
- "Chcesz robić gry? Przecież tam pracują sami faceci" - takie teksty słyszałam ciągle. Od rodziny, znajomych. Jakbym miała sobie nie poradzić tylko dlatego, że jestem kobietą - opowiada Gosia. - To było strasznie frustrujące.

WP

Gosia jest autorką grafik do jednej z lepiej ocenianych polskich gier, jakie powstały w ciągu ostatnich kliku lat. Mimo to, jej umiejętności są oceniane gorzej.

- Wszyscy wiedzą, czym się zajmuje, na czym polega moja praca i co muszę potrafić, żeby być na swoim stanowisku. Mimo to, często ktoś podchodzi, patrzy mi w monitor i pyta "sama to zrobiłaś? wow, nie wiedziałem, że tak umiesz". Koledzy takich uwag nie słyszą - mówi.

Protekcjonalizm, ignorowanie czy podważanie kompetencji to, jak mówią pracujące w zdominowanej przez mężczyzn branży kobiety, norma.

- Bywam traktowana jak maskotka firmy. Jak takie pluszowe zwierzątko, które można poklepać po główce, ale generalnie do niczego innego się nie przydaje - komentuje Gosia. - Nie jestem pluszowym zwierzątkiem, nienawidzę być tak traktowana.

WP

- Moja firma robiła kiedyś grę o salonie piękności. Chłopaki nie mieli pojęcia, jak się za to zabrać. Podpowiadałam, rzucałam różne pomysły, próbowałam doradzać. Byłam totalnie ignorowana - opowiada Ola. - A potem się okazywało, że któryś kolega "wpadał" na ten sam pomysł, co ja. I nagle wszyscy uznawali go za świetny. Mnie nikt nie słuchał, "no bo przecież dziewczyna się nie zna".

"Agata, zrób mi loda"

Męska szatnia - tak dziewczyny określają otmosferę, panującą w zespołach. Niechciane próby flirtu, chamskie, wulgarne żarty czy propozycje z podtekstem - to codzienność. Niekiedy zdarza się, że przekraczane są także granice fizyczne.

- Kiedyś, jak witałam się z kolegami, jeden z nich mnie objął. Poczułam, jak bawi się sprzączką od mojego stanika - opowiada Gosia. - To nie było przypadkowe dotknięcie, zrobił to specjalnie. Poczułam się okropnie, nie wiedziałam, co zrobić. Zareagować? Milczeć? Przecież nikt tego nie widział. Było mi strasznie wstyd. W końcu nic nie zrobiłam.

WP

- Obleśne komentarze to był w mojej firmie standard. "Agata, jest tak gorąco, zrób mi loda" - to tekst, który usłyszała moja koleżanka - mówi Ola.

Pracujące w branży kobiety czują się nieustannie oceniane prze pryzmat wyglądu.

- Wystarczy, że jestem miła, uprzejma. Odczytują to jako znak, że mam ochotę na flirt - mówi Gosia.

- Często słyszymy komentarze o tym, jak jesteśmy ubrane, czy jak wyglądamy. Jak do firmy ma przyjść nowa dziewczyna, to od razu wszyscy zbiegają się do komputera, oglądają zdjęcia, szukają jej na portalach społecznościowych - mówi Ewa. - Mnie też tak komentowali. Nieraz jak idę korytarzem, to czuję spojrzenia. Takie, których nie chce się czuć.

WP

- Zdarzają się przykre sytuacje. Zwłaszcza, jak któraś przyjdzie do pracy w spódnicy, a nie w bojówkach, przebrana za faceta - mówi Ala, designerka. - Z moich obserwacji wynika, że to dotyczy niewielkiej grupy, pracującej w branży. Większość to jednak normalni faceci.

- Eventy branżowe to osobna historia - słyszę od Ewy, pracującej w dużej firmie.
Zazwyczaj luźna atmosfera rozluźnia się jeszcze bardziej. Pojawia się alkohol.

- Któregoś razu, jak stałam w kolejce usłyszałam, jak dwóch facetów, bez żadnego skrępowania rozmawia o moim tyłku - mówi Ewa. - Na głos komentowali, jaki ma kształt, rozmiar. Czułam się jak kawałek mięsa w sklepie.

- Mamy kolegę, któremu na takich eventach puszczają hamulce - mówi Gosia. - Żadna nie chce obok niego stać, bo ręce, niby przypadkiem, wędrują mu tam, gdzie nie powinny.

Stażystka nie doniesie na szefa

Ala zaczynała karierę w branży od stażu. Podobnie jak jej koleżanki, marzyła o pracy przy tworzeniu gier.

- Wypatrzył mnie przełożony - opowiada. - Mówił, że to on "coś zadziałał" przy rekrutacji i dzięki niemu dostałam pracę. Od razu poczułam się nieswojo, było mi strasznie głupio.

Klasyczny mobbing i molestowanie. Zaczęło się od uzależnienia ofiary, wykorzystaniu pozycji zawodowej, a skończyło na dotykaniu.

- Ciągnęło się przez kilka miesięcy. Imprezy firmowe, alkohol, próba zwabienia w ustronne miejsce, bezczelne macanie - opowiada Ala. - Zawsze w takich sytuacjach szukałam pomocy. Patrzyłam na kolegów, którzy z nami byli, ale oni tego nie zauważali. No bo przecież co to za problem, że ktoś kogoś dotyka po nodze, czy po brzuchu. To są tylko takie żarty. Nie wiedziałam, co zrobić, więc też to obracałam w żart, mówiłam, że jest pijany, żeby już sobie poszedł.

Cała sprawa wyszła na jaw dopiero, kiedy prześladowca Ali zakończył współpracę z firmą.

- Okazało się, że molestował także inną dziewczynę. Ona też powiedziała o wszystkim dopiero, jak się dowiedziała, że facet odchodzi. Wcześniej się bała, podobnie jak ja.

Wolimy kolesia, który śmierdzi

Kobiety, chcące pracować w branży, mają często trudniej już na samym początku procesu rekrutacji.

- Wiem, że dostałam się na swoje stanowisko, bo nie było na nie żadnego faceta - opowiada Ala. - Mamy prze****e na starcie. Słyszałam od znajomego, który prowadził rekrutację do mniejszych firm, że ma szukać facetów. Żeby mu do reszty zespołu pasowali, a nie siali ferment.

Na jednej z facebookowej grup, poświęconych grom komputerowym, pojawił się link do bloga, na którym opisywano przypadki seksizmu w firmach produkujących gry. Na komentarze nie trzeba było długo czekać.

- Jak w zespole jest ładna dziewczyna 90 proc. męskiego składu jakieś 20 proc. poświęca na "pomoc" owej dziewczynie, przez co i ona nie może swojej pracy wykonywać i produktywność spada i wszyscy myślą o amorach a nie o tym, że robotę trzeba zrobić - pisze jeden z użytkowników. - Takie moje obserwacje z gejmdewu są przynajmniej.

- Czyli tylko z brzydkimi laskami da się pracować? - pyta internautka.

- Bardzo dobrze pracuje się z kobietami, które są takimi trochę babochłopami, bo wtedy można skupić się na pracy a nie na myśleniu o tym jak tu przedłużyć gatunek - czytamy w odpowiedzi.

Bro culture po polsku

Problem nierówności, szykan czy wręcz molestowania kobiet w środowisku twórców gier dotyczy nie tylko polskich firm. Od kilku dni po sieci krąży artykuł bloga o grach komputerowych Kotaku, który opisuje historię kobiety pracującej dla Riot Games - firmy tworzącej jedną z najlepiej zarabiających gier online.

Oprócz przypadków ewidentnego molestowania seksualnego, w rozmowach z osobami pracującymi w firmie pojawia się wątek panującej w niej bro culture - czyli opozycyjną do sztywnych, korporacyjnych regulacji atmosferę luzu i koleżeństwa. "Bycie kumplem" to w niej najwyższa wartość.

W polskich firmach tworzących gry jest podobnie. Nieformalne relacje uznawane są za wzór a procedury i dystans do kolegów z pracy jest niemile widziany.

- Dlatego trudniej jest na cokolwiek zareagować - mówi Ewa. - Z jednej strony bywa, że czujemy się okropnie, a z drugiej nie chcemy zburzyć tego modelu. Same go lubimy, dobrze jest pracować w zgranej grupie. Mam czasami wrażenie, że jak zareaguję, to atmosfera stanie się nie do zniesienia i nie będzie można pracować.

- Już teraz czasem się zdarza, że wchodzimy do biura i nagle rozmowy milkną - mówi Gosia. - Zaburzamy idealny, męski świat, w którym rozmawia się o d****ch i komentuje zdjęcia koleżanek. Albo opowiada sobie ulubione pornosy.

- To nie jest tak, że praca w gamedevie to piekło - mówi po chwili zastanowienia Ewa. - Kochamy tę pracę i lubimy większość ludzi, z którymi pracujemy. Te najbardziej drastyczne przypadki, o których tu mówimy, nie zdarzają się codziennie. Ale się zdarzają i jeśli chcemy jakiejś zmiany, musimy zacząć o tym mówić.

Pytania o sposób traktowania kobiet, decyzje rekrutacyjne czy sygnały o przypadkach dyskryminacji i molestowania wysyłam do kilku największych firm, zajmujących się w Polsce tworzeniem gier komputerowych. Do czasu publikacji tekstu odpowiada tylko 11 bit studios.

- Płeć nie ma znaczenia, liczą się umiejętności - czytam w odpowiedzi przesłanej przez dział PR.

Pytam o zgłaszane przypadki dyskryminacji czy molestowania.

- Nie wiem, nic o podobnych sytuacjach.

Imiona bohaterek, oraz niektóre szczegóły, dzięki którym możliwe byłoby rozpoznanie ich tożsamości, zostały na ich prośbę zmienione.

Czytaj też: Akcje twórców "Wiedźmina" szybują. Przebiły poziom 200 zł

Polub WP Finanse
WP
WP