wp

Czy rosyjska elektrownia atomowa zagrozi Polsce?

Za kilka lat w Obwodzie Kaliningradzkim ma powstać elektrownia atomowa. Rosjanie chcą zalać region tanią energią elektryczną. Czy zagraża to polskim interesom?
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Czy rosyjska elektrownia atomowa zagrozi Polsce?
(Jupiterimages)

Bałtycka Elektrownia Atomowa ma być gotowa w 2017 r. Oprócz zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego dla rosyjskiej enklawy ma produkować prąd na eksport. Potencjalnymi odbiorcami są przede wszystkim Polska i Kraje Bałtyckie.

Ostatnio RMF FM informowało, że rosyjska spółka Inter Rao Jes zabiega o kontrakt na sprzedaż prądu do Polski rozmawiając m.in. z Polskimi Sieciami Energetycznymi. Problem w tym, że PSE jako operator systemu nie ma prawa uczestniczyć w obrocie energią elektryczną, powiedziała Wirtualnej Polsce rzecznik PSE Operatora Beata Jarosz.

wp

Istnieją również obiektywne trudności związane z importem rosyjskiej energii. - Z obwodem Kaliningradzkim nie mamy połączenia energetycznego - mówi rzecznik PSE i dodaje, że budowa takiego połączenia nawet nie znajduje się w planach.

Rosjanie wydają się jednak zdeterminowani w sprawie sprzedaży prądu za granicę. - Strona rosyjska zasugerowała, że może zbudować linie przesyłowe - mówi Paweł Nierada, ekspert Instytutu Sobieskiego. - Rosjanie wyraźnie dali do zrozumienia, że tę elektrownię budują nie tylko na potrzeby Kaliningradu, lecz także z perspektywą eksportu energii do północno-wschodniej Polski, na Litwę i dalej do Państw Bałtyckich.

Prąd nie ma dokąd płynąć

Zdaniem niektórych import rosyjskiej energii do Polski miałby odbywać się przez terytorium Litwy, z którą budujemy transgraniczne połączenie. Zakończenie inwestycji przewidziano na 2015 r. W 2020 r. przepustowość Mostu Energetycznego ma wynieść 1000 MW. Jednak nawet to nie rozwiewa wątpliwości związanych z rosyjską inwestycją.

wp

- To jest projekt, dla którego ja, jako technik i inżynier, nie widzę możliwości technicznej realizacji - mówi prof. Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej. - To jest niemożliwe, żeby wybudować tam elektrownię atomową i gdziekolwiek wysyłać z niej energię.

Ekspert twierdzi, że ewentualnym uzasadnieniem budowy elektrowni jądrowej mogą być jakieś względy polityczne. Zwraca też uwagę, że już teraz w Obwodzie Kaliningradzkim występuje nadprodukcja energii elektrycznej, a połączenia z Litwą pozwalają na przesył zaledwie 300 MW. Po wybudowaniu elektrowni atomowej produkcja w enklawie miałaby zaś wynieść 2,5 tys. MW - Maksymalne zapotrzebowanie Obwodu wynosi 700 MW i to w zimie - mówi prof. Mielczarski.

Alternatywną do litewskiej trasą przesyłu energii elektrycznej mógłby być kabel podmorski pociągnięty wzdłuż gazociągu Nord Stream aż do Niemiec.

- Kabel można wybudować, ale problem polega na tym, że Niemcy na północy kraju sami mają nadmiar energii - mówi prof. Mielczarski.

wp

Rosjanie walczyliby sami ze sobą

W przeciwieństwie do Niemiec, Polsce na północy brakuje elektrowni. Istnieje więc potencjalny rynek zbytu dla rosyjskiej energii. Ale nawet jeśli prąd z Rosji dotrze do nas przez terytorium Litwy prawdopodobnie nie będzie on pochodził z Obwodu Kaliningradzkiego, tylko z istniejącej już elektrowni atomowej.

- Rosjanie obecnie zasilają Litwę ze Smoleńska. Jest to energia atrakcyjna cenowo ponieważ pochodzi ze starej elektrowni atomowej, której koszty budowy spisano w długi komunizmu - mówi prof. Mielczarski. - Inwestycja to 70 proc. ceny prądu z elektrowni jądrowych.

Konieczność konkurowania z prądem ze smoleńskiej elektrowni to zdaniem prof. Mielczarskiego kolejny argument przeciwko zasadności rosyjskiego projektu. Ale nie wszyscy eksperci potwierdzają ten pogląd.

wp

- Rosjanom chodzi raczej o zabezpieczenie się przed powstaniem niezależnej konkurencji, takiej jak Ignalina 2 na Litwie czy rozwój nowych polskich mocy wytwórczych - mówi Paweł Nierada.

Co z polską atomówką?

Powstanie rosyjskiej elektrowni atomowej postawiłoby pod znakiem zapytania sens budowy polskiej siłowni jądrowej. Sęk w tym, że nie wiadomo czy czynnik rosyjski cokolwiek w realności polskiego projektu zmienia.

- Politycy z kręgów rządowych i naukowcy związani z projektem przekonują, że polska elektrownia jądrowa powstanie. Natomiast z okolic zarządu PGE słychać stwierdzenia ze obecne warunki rynkowe czynią pomysły o poważnych inwestycjach w moce wytwórcze zupełnie nierealnymi - komentuje Nierada.

wp

W Polsce zresztą nie tylko budowa elektrowni atomowej napotyka na problemy. Zarzucane są również projekty budowy konwencjonalnych siłowni. - Sygnały z rynku są takie, że się nie opłaca budować elektrowni. Dlatego firmy rynkowe nie chcą podejmować takiego ryzyka - potwierdza prof. Mielczarski - Gdy obecnie elektrownie konwencjonalne się nie opłacają, to elektrownie atomowe się bardzo nie opłacają - dodaje.

Zdaniem prof. Mielczarskiego metodą na budowę nowych mocy wytwórczych powinno być ogłoszenie państwowych przetargów. Pozwoliłoby to zmniejszyć ryzyko ze strony biznesowej.

Gdzie będzie pstryczek?

Budowa nowych elektrowni pozytywnie wpłynęłaby na bezpieczeństwo energetyczne Polski, gdyż istniejące obiekty i maszyny coraz bardziej się starzeją. Ale właśnie tego typu inicjatywom może zaszkodzić Bałtycka Elektrownia Atomowa.

- Na pewno rosyjski projekt będzie można wykorzystać do podważania zasadności ekonomicznej polskich inwestycji energetycznych, ale takie patrzenie z punktu widzenia strategicznego bezpieczeństwa energetycznego Polski to jednak zbyt duże zawężenie problemu. Pytanie, czy chcemy mieć wyłącznik prądu w domu, czy u sąsiada - komentuje Nierada.

Jeśli chodzi o bezpieczeństwo to rosyjska elektrownia budzi też inne wątpliwości. Pod koniec kwietnia, z okazji rocznicy awarii elektrowni w Czarnobylu, francuskie organizacje ekologiczne wystosowały list do Société Générale, by nie brała udziału w finansowaniu rosyjskiej inwestycji. Wcześniej taką decyzję ogłosiły BNP Paribas, i niemiecki HypoVereinsbank.

Bałtycka Elektrownia Atomowa powstaje w odległości 308 km od Warszawy - dwa razy bliżej polskiej stolicy niż reaktor w Czarnobylu.

Polub WP Finanse
wp
wp
wp