"Firma nie słucha pracowników". Rośnie temperatura wokół sporu z Dino
Fiasko mediacji między Dino a związkowcami to kolejna odsłona sporu, który eskaluje od wielu miesięcy. Nawet włączenie się w jego rozwiązanie resortu pracy nie poprawiło sytuacji. Znamy kulisy odwołania rozmów.
Konflikt między Dino a OPZZ Konfederacją Pracy w Kauflandzie, Biedronce, Dino, ALDI i Rossmann jest coraz bardziej złożony, bo mechanizmy, które powinny doprowadzić do rozwiązania sporu, generują kolejne.
Jak pisaliśmy w WP Finanse, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zaplanowało mediacje między OPZZ Konfederacją Pracy w Kauflandzie, Biedronce, Dino, ALDI i Rossmann a zarządem sieci Dino, które miały rozpocząć się we wtorek, 17 marca.
Związkowcy zapowiedzieli udział w spotkaniu z mediatorem oraz z zarządem spółki, aby przedstawić swoje postulaty i liczne problemy zgłoszone przez pracowników. Jednak w ostatniej chwili mediacje odwołano.
Poprosiliśmy o komentarz spółkę Dino oraz mecenasa Sławomira Parucha, partnera w kancelarii Paruch, Chruściel, Stępień, Kanclerz, która reprezentuje sieć handlową w rozmowach ze związkowcami. Do momentu publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
O tym sklepie mówił Trzaskowski. "Będziemy walczyć z cwaniactwem"
Dlaczego odwołano mediacje?
- Wczoraj, dosłownie na ostatnią chwilę, otrzymaliśmy nowy projekt umowy od kancelarii reprezentującej Dino. Dokument ten narusza standardy stosowane w Polsce przy zawieraniu umów z mediatorami. Zawiera liczne nieprawidłowości i zapisy, które w naszej ocenie są sprzeczne z prawem. Jednocześnie Dino podniosło wynagrodzenie mediatora do 30 tys. zł. To stawka całkowicie niestandardowa (nawet 10-krotnie wyższa, a kosztami dzielą się strony mediacji) - mówi WP Finanse Wojciech Jendrusiak, przewodniczący OPZZ Konfederacji Pracy w Kauflandzie, Biedronce, Dino, ALDI i Rossmann.
- Co istotne, projekt został przedstawiony tuż przed spotkaniem, więc nie było realnej możliwości jego spokojnego przeanalizowania i dopracowania. Przekazaliśmy umowę do kancelarii OPZZ, która ją zweryfikowała. Usłyszeliśmy wprost, że dokumentu w tej formie nie można podpisać. Również nasi prawnicy zaznaczyli i wykreślili punkty, które uznali za niedopuszczalne - dodaje Jendrusiak.
Nowy termin rozmów nie jest znany.
Zwolniona kierowniczka zabrała głos
Dino, mimo udziału w próbie rozwiązania sporu z OPZZ resortu Agnieszki Dziemianowicz-Bąk, zdaje się nadal nie iść na kompromisy. Nie jest zaskoczona tym zwolniona pracownica Dino z Sochaczewa Katarzyna Kiwerska.
- Ja, jako pracownik niższego szczebla, nie jestem zdziwiona. Firma idzie w zaparte na ten moment, tak samo jak do tej pory. Mój ruch, przy okazji tej interwencji poselskiej, też wynikał z tego, że nie otrzymałam żadnej reakcji ze strony firmy na temperaturę w sklepie. Jak to się dzieje, że firma w ogóle nie słucha pracowników, którzy zgłaszają różne pomysły, nawet na usprawnienie pracy? - mówi WP Finansom była już pracownica sieci Dino.
Katarzyna Kiwerska była kierowniczką sklepu w Sochaczewie, który w lutym 2026 r. odwiedził lider partii Razem. Kobieta została zwolniona z pracy.
- Przestrzeganie kodeksu pracy też było moim obowiązkiem, więc logicznie rzecz biorąc, jedno z drugim się wyklucza. Zarzuty są takie, że to działanie na szkodę pracodawcy. Wszystko jest jednak opowiadane jednostronnie - komentuje swoje zwolnienie sygnalistka.
- Moim zdaniem ta cała historia pokazuje, że firma Dino po prostu nie chce rozmawiać, bo to do tego się sprowadza. Zamiast normalnie traktować pracowników, po ludzku, traktować ich jak partnerów do rozmowy, to zachowuje się tak, jakby lata 90. nigdy się nie skończyły - mówi w rozmowie z WP Finanse Adrian Zandberg.
Jak słyszymy w działającej w Dino Solidarności, pracownicy w Dino są przeciążeni.
Są bardzo duże braki kadrowe, jest za mało pracowników. Na zmianie są tylko dwie osoby, a do tego dochodzi wykładanie towaru, wypiek pieczywa, obsługa lady mięsnej i właśnie butelkomat. Głównie chodzi o to, że pracownik wykonuje mnóstwo różnych obowiązków w ciągu jednej dniówki. Taki był przekaz: nie ma ludzi, a dokłada się im jeszcze kolejne zadania - mówi WP Finanse Gabriela Kaim z Solidarności działającej w Dino.
Spór ciągnie się od wielu miesięcy
Spór pomiędzy OPZZ a Dino trwa już od wielu miesięcy. Związkowcy domagają się m.in. podwyżki wynagrodzeń o 900 zł dla każdego pracownika. Trwają także kontrole Państwowej Inspekcji Pracy, związane ze zgłoszeniami dotyczącymi m.in. niskiej temperatury.
Kontrole Państwowej Inspekcji Pracy wykazały, że w części sklepów temperatura przy kasach spadała nawet do 3,2 st. C. Od początku stycznia PIP skontrolowała 140 wybranych placówek sieci Dino. W tym czasie wydano łącznie 206 ustnych decyzji, z czego 81 dotyczyło zbyt niskiej temperatury w miejscach pracy.
Poruszenie wywołało też zdjęcie posiłku regeneracyjnego, który mają otrzymywać pracownicy magazynu Dino. Sygnalistka, która to ujawniła, miała zostać zwolniona z pracy.
Związkowcy spotkali się z przedstawicielami Dino 10 lutego w Katowicach, ale rozmowy nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. - Przejechaliśmy pół Polski, jesteśmy rozczarowani, bo nasze oczekiwania były znacznie wyższe. Liczyliśmy na merytoryczne rozmowy na temat problemów pracowników, ale tak nie było - mówił wówczas w rozmowie z WP Finanse Wojciech Jendrusiak, przewodniczący OPZZ Konfederacji Pracy.
Dzisiejsze przełożone mediacje to kolejna nieudana próba rozwiązania sporu.
Michał Krawiel, dziennikarz WP Finanse i money.pl