Jak można wydać na telefon 5 tys. zł? Czyli dlaczego nowego iPhone'a nie kupię

We wtorek debiutuje któryś tam iPhone. Nawet nie wiem, jaki ma teraz numer czy literkę, ale wiem, że na pewno połowa Twittera i jedna trzecia Facebooka znowu będzie tym żyła. Tylko jak do jasnej cholery na słuchawkę z aparatem można wydać 5 tys. zł? Tyle samo kosztował mój pierwszy samochód. I pamiętam go dużo lepiej niż pierwszy telefon - pisze w felietonie Sebastian Ogórek, dziennikarz WP.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Na telefon jesteśmy w stanie wydać 5 tys. zł. Tylko po co?
Na telefon jesteśmy w stanie wydać 5 tys. zł. Tylko po co? (Youtube.com, Fot: Zrzut ekranu z serwisu YouTube)

Moja hondzianka to było coś. Civic 1,4is z klimatyzacją, rocznik 1998. Kolor bordowy, ale w nadkołach już lekko rdzawy. Co z tego? Ważne że była moja i nigdy mnie nie zawiodła. Kupiłem ją na spółkę z bratem, złożyliśmy się po 2,5 tys. zł. Z czasem go spłaciłem.

Tyle samo dziś kosztować ma ten nowy iPhone. Dzieciaki znowu więc oszaleją, choć nic specjalnie nowego w nim nie będzie. Zadzwonimy nim do kumpla, zrobimy zdjęcie i zalajkujemy coś na fejsie. To samo mam w swoim służbowym Samsungu i wysłużonym prywatnym HTC. Więc po jakiego diabła wydawać 5 tys. zł? Bo łatwiej ekran może w nim pęknąć?

Kupując w tej samej cenie używane auto mogę nim popędzić nad morze czy w góry. Hondzianką zwiedziłem nawet kilka pobliskich krajów. Pamiętam chwilę, gdy licznik przekroczył 200 tys. kilometrów. A telefonem za 5 koła? Mogę w nim ewentualnie mapami się pobawić.

Mam znajomego, który prowadzi niewielki biznes. Niespecjalnie mu on idzie, ma spore długi w bankach, komornik ściga go za problemy z ZUS-em. Najnowszego iPhona ma jednak zawsze miesiąc, dwa po premierze. Tłumaczy, że i tak z jego abonamentem dostaje go niemal za darmo.

10 lat iPhone'a. Zobacz wideo:

Szczerze mówiąc nie do końca wierzę w tę bajkę o prawdziwym samarytaninie z salonu T-Mobile czy Play. Gdzieś tam pewnie koszt tego telefonu jest ukryty. Wiem jedno - na pewno 5 tysięcy wydane na iPhona nie sprawia, że od razu zostaje się biznesmenem z listy 100 najbogatszych. Ba, posiadanie w kieszeni systemu operacyjnego iOS nie sprawia, że znikają problemy z urzędem skarbowym. Nie ma tam aplikacji: Kontrola z Urzędu Skarbowego STOP.

Zresztą i tak mało kto z jakichkolwiek aplikacji korzysta. Przyznajcie się, ilu używacie? Fejs, Twitter, poczta, jakaś gra, apka WP, czasem jak ktoś się rusza to jeszcze endomondo, a jak ktoś oszczędza to jakieś kupony. W przypadku wywalenia 5 tys. zł na telefon szczególnie przydatne mogą być te ostatnie.

Nie oszukujmy się. Smartfon ma służyć do rozmowy ze znajomymi, przeglądania stron i porannego budzenia. Od kilku lat może też dodatkowo robić dobre zdjęcia. W dobie smartfonów z 8 Mpx na promocji w Biedronce naprawdę nie jest trudno znaleźć urządzenie za 500 zł, które zrobi dobre foto z występu dzieciaka w przedszkolu. Po co więc przepłacać?

Do dziś pamiętam, jak męczyłem się ze swoim wujkiem, którego namówiono na iPhona w salonie. Wziął, a później nawet nie mógł sobie dzwonka na swój ulubiony zmienić za darmo. Musiałem dotrzeć do czeluści internetu, by znaleźć poradę, jak ściągnąć dwa programy do zmiany "Somewhere over the rainbow.mp3" na format, który przyjmie inny program służący do wrzucania na iPhona.

Najlepsze jest to, że nasz kraj słynący z promocji w Biedronce, kuponów do Rossmanna i porównywania czy taniej o 2 grosze jest kupić koszulę nocną na Allegro czy jednak z miesięczną dostawą z Aliexpress, nagle daje się nabierać na marketingowy blichtr z Doliny Krzemowej. Jak telefon jest biały i pokazali go na zaciemnionej scenie, to może kosztować 2-3 razy więcej niż podobny Xiaomi, HTC czy Samsung z niemal tymi samymi funkcjami. To nic, że wszystkie powstały w fabrykach z tej samej ulicy gdzieś w dalekiej Azji. Ważne, że tu jest nadgryzione jabłuszko.

I choć bijemy się o kurtkę na promocji w Zarze, to nie zauważamy, jak reklamy iPhone'a zabierają nam dużo większe pieniądze. Po wyjściu z salonu z premierowym telefonem jest jak z nowym autem – od razu za drzwiami traci się jedną trzecią wartości. Mojej hondzianki nie musiałem wymieniać po dwóch latach, a na dodatek po paru latach straciła z ceny ledwie tysiąc. Sentyment pozostał na zawsze.

Polub WP Finanse