Uczelnia ma problem z przeprowadzaniem obron i wydawaniem dyplomów. Nie ma żadnego dziekana - ani nawet sekretarki
Uczelnia ma problem z przeprowadzaniem obron i wydawaniem dyplomów. Nie ma żadnego dziekana - ani nawet sekretarki (WP.PL, Fot: Mateusz Madejski)

Najdziwniejsza uczelnia w Polsce. Nie ma dziekana, nie ma sekretarki, ale ciągle przyciąga Azjatów

Studenci European University of Business nie mogą mieć pewności, że na koniec studiów dostaną dyplom. Uczelnia nie zatrudnia żadnego dziekana, ani nawet sekretarki. Ale wciąż przyciąga studentów, choć głównie z Azji. Kilka miesięcy śledziliśmy działalność szkoły, a ministerstwo nauki wreszcie zapowiedziało kontrolę na uczelni.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie

Sofia Fedorova jest wykształconą na Ukrainie prawniczką. Ale postanowiła jeszcze pójść na studia w Polsce. Wybrała European University of Business - szkołę znaną wcześniej jako Europejska Wyższa Szkoła Biznesu w Poznaniu. Początkowo była nawet zadowolona ze swoich biznesowych studiów. A potem na uczelni zaczęły się dziać dziwne rzeczy.

Zaczęli znikać wykładowcy i dziekani.

Zajęć było coraz mniej.

Nagle uczelnia postanowiła też zmienić siedzibę.

- Tak nagle, że na śmietniku znalazłam ważne dokumenty. Na przykład dane studentów czy wezwania do zapłaty z ZUS - opowiada.

Źródło: WP.PL

Do dziekanatu uczelni, który mieści się w piwnicy, prowadzi tylko skromna tabliczka

W końcu Sofia postanowiła się przenieść na inną poznańską uczelnię. Miała już sporo przedmiotów zaliczonych i myślała, że nie będzie problemu z kontynuowaniem nauki. Szybko okazało się jednak, że inne szkoły nie mogą honorować przedmiotów z EUoB, ponieważ ta ostatnia miała źle zliczane punkty ECTS (europejski system punktowania przedmiotów) albo nie zliczała ich w ogóle.

Sofia musiała naukę zaczynać od nowa. Takich jak ona jest znacznie więcej.

Najpopularniejsze kierunki studiów w Polsce. Obejrzyj wideo:

Czytaj też: Nauczyciele o raporcie NIK miażdżącym reformę edukacji. "Mówimy o tym od trzech lat, nikt nas nie słucha"

O European University of Business po raz pierwszy usłyszeliśmy w październiku 2018 r. Sofia opowiadała nam, że studenci nie mogą otrzymać dyplomów, które przecież powinny się należeć absolwentom za ukończenie studiów. Problemów z uczelnią studenci mieli mieć ponoć zresztą więcej. Wyzwaniem dla młodych ludzi było nawet... odzyskanie od uczelni swoich dokumentów, na przykład świadectw dojrzałości.

To jednak nie koniec tajemnic szkoły. Skromna uczelnia z Poznania miała mieć swoje oddziały w Londynie, Paryżu czy Berlinie. Oferta studiów była zaskakująco szeroka. Można było zrobić biznesowy dyplom MBA, magisterium z psychologii, a nawet... doktorat z filozofii. O tym wszystkim zapewniała strona internetowa uczelni. Zanim nagle zniknęła.

Prześwietliliśmy działalność szkoły. Rozmawialiśmy z ponad dwudziestoma związanymi z nią osobami. Głównie ze studentami, ale też z ważnymi pracownikami administracyjnymi uczelni. Odwiedziliśmy poznańską siedzibę "uniwersytetu", ale pojechaliśmy też sprawdzić jej "zagraniczne oddziały".

3 lata studiów, które... nie są studiami

- Syn kończył trzyletnie studia licencjackie. A właściwie to miał kończyć, bo na uczelni zaczęły się dziać jakieś cuda. Chciał się wypisać, ale i to nie było proste. Nikt nie odbierał telefonów, więc nie mógł odebrać swoich papierów - wyników z egzaminów czy nawet świadectwa dojrzałości - opowiada pani Mariola, matka niedoszłego absolwenta European University of Business. Papiery uzyskał przypadkowo od... recepcjonistki.

Źródło: WP.PL

Uczelnia nie ma nawet sekretarki. Porozmawiać można za to z recepcjonistą budynku, który pracuje trzy godziny dzienne

- Okazało się, że niepotrzebnie. Wszystkie inne uczelnie mówiły, że nie mogą mu uhonorować zaliczonych na tej szkole zajęć. Bo ponoć poziom jest tak dramatycznie niski - opowiada.

Co więc zrobił syn pani Marioli? - Musiał od nowa zaczynać studia. Trzy lata poszły na marne. Najmniej mi żal tych zainwestowanych pieniędzy. Najbardziej straconego czasu - opowiada.

Podobnych historii słyszymy wiele. Odezwała się do nas nawet była ważna pracowniczka uczelni. Opowiadała, że zajęcia się tam już właściwie nie odbywają. Mało tego, znaczna część studentów nawet nie mieszka w Polsce. Pracowniczka nie może wypowiadać się jednak pod nazwiskiem. Jest w sporze prawnym z władzami uczelni - twierdzi, że nie wypłacali jej miesiącami wynagrodzenia i nie opłacali ZUS-ów.

Sofia Fedorova opowiada, że we wrześniu 2018 r. na uczelni miały się odbyć obrony, ale do nich nie doszło. - Miała być obrona dla studentów trzeciego roku, ale rektor odmówił z powodu braku dokumentacji oraz komisji. Na następny dzień nikt już nie otwierał drzwi i studenci nie mogli nawet dostać się do uczelni - mówi.

Zobacz też: "Na jakie studia mam wysłać dzieci?"

"Tu jest uczelnia? Jakieś żarty pan sobie robi?"

Postanawiam złożyć uczelni niezapowiedzianą wizytę. Jestem ciekawy, czy kogokolwiek tam zastanę - i czy trafię na jakiekolwiek zajęcia.

Adres jest prestiżowy. Ulica Garncarska, ścisłe centrum Poznania. W pobliżu są renomowane uczelnie, na przykład poznański Uniwersytet Ekonomiczny. W budynku, w którym ma się mieścić European University of Business, jest jednak zwykły biurowiec. Nie widać studentów spieszących się na zajęcia, wykładowców czy czegokolwiek, co kojarzyłoby się z edukacją. Trudno nawet znaleźć na budynku jakikolwiek znak informujący, że mieści się tam szkoła. Są wizytówki firm, ale nie ma wśród nich EUoB. W końcu jednak coś znajduję - na domofonie jest obdrapana naklejka z logo uczelni z najważniejszymi informacjami.

Źródło: WP.PL

Dzwonię domofonem, ale nikt nie odbiera. Przez szybę sprawdzam, czy w środku jest ktoś, kto mógłby mi otworzyć. Niby jest recepcja, ale stoi pusta. Czekam z 10 minut, ale nikt nie przychodzi. Nikt nie reaguje na moje dzwonki. W końcu ktoś wychodzi z budynku. Korzystam z tego, że drzwi zostają otwarte. Wchodzę.

Śladów uczelni nie ma. Jest tylko reklama European University of Business z hasłem "World Business Gateway", czyli w wolnym tłumaczeniu "przepustka do światowego biznesu". Jest też stojak z folderami - oraz wskazówka, która kieruje do dziekanatu. To o tyle dziwne, że byli studenci uczelni mówili mi, że obecnie żadnego dziekana ta szkoła już nie zatrudnia.

Źródło: EUoB

Strona uczelni od dłuższego czasu jest "aktualizowana"

Dziekanat przypomina raczej zdemolowaną piwnicę, niż miejsce gdzie trzyma się dokumenty studentów, indeksy, oceny, dzienniki. No i nie ma żadnego dziekana. Nie ma nawet sekretarki.

Śladów uczelni szukam w biurze nieruchomości, które mieści się w tym samym budynku. Pytam czy EUoB działa? - Żartuje pan, prawda? - słyszę tylko w odpowiedzi. Więcej na temat uczelni-widmo mówić nie chce.

Postanawiam się rozejrzeć po budynku. Na samej górze jest jeszcze jedna reklama, a obok niej najwyraźniej biblioteka. Książek całkiem sporo, ale sama sala jest zamknięta. Przez szybę widzę tylko, że w środku nie ma żywej duszy.

Źródło: WP.PL

Tak wygląda dziekanat uczelni

Udaje mi się porozmawiać z pracownikiem jakiegoś biura, który skoczył właśnie do kuchni na kawę. - Uczelnia? Chyba coś tu jest. Przewija się tu trochę ludzi, głównie Azjatów - słyszę. - Ale czemu nie ma tu żadnej sekretarki? Ani nawet nikogo na recepcji? - dziwię się. - Recepcjonista jest jeden na cały budynek, o ile się nie mylę, ale pracuje tylko trzy godziny dziennie - słyszę.

Wychodzę z biurowca. Nie daje mi spokoju myśl, że taka uczelnia działa w prawdziwym zagłębiu edukacyjnym. W końcu w pobliżu jest wiele renomowanych szkół. Udaje się do Uniwersytetu Ekonomicznego. Szukam w wysokiej na 103 metry siedzibie uczelni jakiś osób, które mógłby mi cokolwiek powiedzieć o tajemniczej European University of Business. Wchodzę do pokoju "Centrum Edukacji Menedżerskiej". W środku siedzi kilka osób, ale żadna nic nie wie. Nazwa kompletnie im nic nie mówi. Zaczynają szukać w wyszukiwarkach internetowych i zaskoczeniem stwierdzają, że faktycznie - w ich pobliżu działa taka szkoła.

Źródło: WP.PL

Biblioteka na uczelni teoretycznie jest. Problem w tym, że jest pusta i zamknięta na trzy spusty

W okolicy jest też Wyższa Szkoła Bankowa. Tam także próbuję zapytać o European University of Business jedną z pracownic administracyjnych. Znowu - nigdy nawet o tej uczelni nie słyszała.

Czytaj też: 4 tys. złotych brutto w pierwszym roku pracy. Tak zarabiają absolwenci uczelni wyższych

Wracam na ul. Garncarską do siedziby tajemniczej uczelni. Tym razem dostaję się bez problemu, bo trwa dostawa puszek do automatów. Słyszę jakiś odgłos, dochodzący z jednego z pokojów. Czyżby jakiś wykład? Pukam. - Proszę wejść - słyszę.

Wygląda na to, że trwa jakiś wykład. Na tablicy są jakieś slajdy o ekonomii, a w ławkach siedzą młode osoby, głównie Azjaci. Spotkanie prowadzi nieco starszy mężczyzna. Mówię, że jestem dziennikarzem. - Przepraszam, nie mogę teraz rozmawiać, jest wykład - mówi. - I później też nie będę miał czasu - dodaje szybko.

Czy jednak to aby na pewno jest wykład? Gdy drzwi się zamykają, słyszę, że mężczyzna znowu zaczyna mówić. - They don't even need your oceny - tłumaczy młodym ludziom, mieszając polski z angielskim. A ja mam wrażenie, że to bardziej spotkanie administracyjne ze studentami, a nie prawdziwe zajęcia.

Czekam pół godziny, aż spotkanie się skończy. Młodzi studenci, głównie spoza Europy, nie są zbyt chętni do rozmowy. - Muszę lecieć do pracy, do biura - mówi czarnoskóra kobieta.

- Zajęcia odbywają się regularnie, ale rzadko. Jakieś 2-3 razy w tygodniu. Ja już piszę pracę końcową. Studia jak studia - mówi natomiast młody Hindus.

Rozmawiam z innym studentem, również z Indii. - Podobno ta uczelnia ma jeszcze zagraniczne oddziały - pytam. - Tak, na przykład w Berlinie. Jest to trochę mniejszy oddział niż ten w Poznaniu, ale jest. Sam byłem - mówi.

Uczelnia-widmo w centrum Berlina

Każdy, kto chce studiować kierunki ekonomiczne w Poznaniu, ma mnóstwo ofert do wyboru. Jest przecież kilka renomowanych uczelni, są też i takie mniejsze - które nie dają tak prestiżowego dyplomu, ale łatwiej tam skończyć studia.

Ale wszędzie tam ma się gwarancję, że zajęcia faktycznie będą się odbywały - i że będzie można tam uzyskać dyplom. W European University of Business są problemy i z zajęciami, i z dyplomami. Jakim cudem więc w tak dużym mieście taka uczelnia może przetrwać na tak konkurencyjnym rynku?

Moi rozmówcy odpowiadają wprost: ta uczelnia nie daje dyplomu. Daje pozwolenie na pracę. To dlatego "studiuje" na niej tyle osób z biedniejszych od Polski regionów świata. "Studenci" przyjeżdżają z Indii, Pakistanu, Afryki, aby u nas pracować. Aby móc to robić legalnie, udają, że studiują.

Źródło: WP.PL

W tym budynku w centrum Berlina miał się mieścić niemiecki oddział poznańskiej uczelni

Poznańska szkoła ma pozwolenie na działanie od polskiego ministerstwa edukacji. Teoretycznie może też mieć filie w innych krajach UE. I teoretycznie dwie nawet posiada - we wspomnianym Berlinie oraz w Londynie.

"Siedziba" EUoB w stolicy Niemiec mieści się przy Leipziger Platz 1. Trudno o lepszą lokalizację. Ledwie kilka minut spacerem stąd mieści się słynna Brama Brandenburska. Jeszcze bliżej jest Potsdamer Platz, biznesowe centrum miasta. Ale budynek, mieszczący rzekomo uczelnię, okazuje się biurowcem, w którym mieszczą się siedziby mniejszych firm. Podobnie jak przy ul. Garncarskiej w Poznaniu.

- Jest tu European University of Business? - pytam na recepcji. - Oni wynajmują u nas jeden pokój. Ale nigdy nikogo tam nie ma - słyszę. Nalegam, czy jednak nie mogę sam tam pójść i zapukać. - Nie. Naprawdę tam nikogo nie ma - słyszę tylko. Rozglądam się po biurze, próbuje spytać, czy może jest tu jakaś uczelnia. W odpowiedzi dostaję jednak tylko dziwne spojrzenia.

Wygląda więc na to, że teoria o "międzynarodowej" uczelni ma się nijak do rzeczywistości.

Czyżby poznańska szkoła rzeczywiście służyła obcokrajowcom, głównie osobom spoza UE, do legalizowania pobytu w Polsce? Mogę to sprawdzić tylko w jeden sposób - posuwając się do drobnej prowokacji dziennikarskiej. Podaję się za Białorusina i piszę SMS-a na komórkowy numer uczelni. Daję do zrozumienia, że nauka dla mnie ważna nie jest - liczy się dla mnie przede wszystkim legalizacja pobytu.

Ale odpowiedzi nie dostaję. Rozmawiam o tym z Sofią. - Ja usłyszałam o uczelni od rekrutera, który działał na Ukrainie. Szukał ludzi, którzy chcieliby studiować i polecał tę szkołę. W końcu, jak się zorientował, w czym uczestniczy, to chyba zrezygnował - mówi. Sofia domyśla się, że podobni rekruterzy mogą działać i w innych krajach.

Czytaj też: Görlitzer Park w Berlinie. Nie przejdziesz tu pięciu metrów bez spotkania dilera narkotyków

Ministerstwo reaguje. Będzie kontrola

Według naszych informacji uczelnia ma problem z przeprowadzaniem obron i nie wydaje dyplomów. Ale wciąż figuruje na liście uczelni, którą prowadzi Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Jest zarejestrowana pod numerem 221, jeszcze jako Europejska Wyższa Szkoła Biznesu w Poznaniu. We wpisie widnieją jednak nieaktualne dane - stary adres, mail oraz niedziałająca strona internetowa.

Pytam o to w biurze prasowym Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. - Uczelnia posiada uprawnienia do prowadzenia studiów na określonym kierunku, poziomie i profilu kształcenia - zapewnia biuro prasowe resortu.

Okazuje się jednak, że ministerstwo po otrzymaniu naszych pytań zwróciło się do władz EUoB z prośbą o wyjaśnienia. - W odpowiedzi na [nasze pytania] rektor uczelni wskazał, iż Europejska Wyższa Szkoła Biznesu w Poznaniu utrzymuje wysoką jakość i standardy w nauczaniu. Jak zaznaczył rektor, pracownicy administracyjni, którzy odeszli z uczelni, zostali zastąpieni przez wykwalifikowanych pracowników i zapewniają oni wsparcie akademickie studentom - takie informacje dostaliśmy z MNiSW.

Resort zapytał się też o obronę, która miała się nie odbyć. - Rektor wskazał, iż mała grupa studentów nie mogła przystąpić do obrony pracy dyplomowych, jednakże, jak zaznaczył, wynikało to z niespełnienia wymaganych przez uczelnię warunków - czytamy.

Odpowiedzi jednak nie do końca zadowoliły ministerstwo.

Layer 1

- Wpłynęły do nas informacje dotyczące możliwych nieprawidłowości w funkcjonowaniu uczelni, w tym wydawania "certyfikatów" ukończenia studiów, a nie dyplomów. Informujemy również, iż Polska Komisja Akredytacyjna negatywnie oceniła jakość kształcenia na studiach pierwszego stopnia na kierunku "zarządzanie". Powyższe kwestie są przedmiotem analizy pod kątem konieczności podjęcia ewentualnych działań nadzorczych wobec uczelni

MNiSW

- czytamy w mailu.

Co, jeśli kontrola wykaże nieprawidłowości? Ministerstwo odpowiada, że wtedy "możliwe będzie skorzystanie z uprawnień przewidzianych w ustawie o szkolnictwie wyższym". Co to oznacza w praktyce? Przepisy mówią, że minister nauki "może nakazać założycielowi likwidację uczelni niepublicznej".

Informacje na temat uczelni są też na oficjalnej stronie Urzędu Miasta w Poznaniu. Można tam na przykład przeczytać, że na uczelni kształci się 1 tys. osób - choć w rzeczywistości studentów jest prawdopodobnie góra kilkudziesięciu. Biuro prasowe miasta Poznania stwierdza, że dane ich stronie pochodzą... po prostu od uczelni. I nie są w żaden sposób weryfikowane. A że miasto uwiarygadnia uczelnię-widmo? To, jak widać, nie jest problemem dla urzędników.

Sprawdzam, czy na stronach Poznania pojawiły się po moim zapytaniu jakieś zmiany - ale nieaktualne informacje pozostały. Na inne pytania biuro prasowe wciąż mi nie odpowiedziało.

Przyszedł Farmer i zaczęły się problemy

Pytam osoby byłych pracowników uczelni, czy bierność władz miasta ich nie dziwi. - Problemy uczelni zaczęły się, gdy władzę w niej przejął niejaki Muhammad Farmer. Nie mieszka w Polsce, przylatuje raz na jakiś czas z Wielkiej Brytanii - słyszę od matki byłego studenta. Jak mówią nam nasze źródła, to on parę lat temu kupił uczelnię od założycieli. - W dość tajemniczych okolicznościach. Chyba nikt z nas do końca nie wie, jak to się stało - mówi nam były wykładowca.

Kim jest Farmer? Na biznesowym portalu społecznościowym chwali się zdobytymi nagrodami, współpracą z firmą Rolls-Royce, a nawet... znajomością z Billem Gatesem. Pisze też, że w Londynie zdobył doktorat - choć nie pisze już na której uczelni.

- Trudno powiedzieć, kim naprawdę jest. Ludzie się go jednak boją - tłumaczy mi Sofia.

Zaskakująca jest też bierność środowiska akademickiego. Opowiadam pani Marioli, tej, której syn uciekł z uczelni, o tym, że zarówno w Akademii Ekonomicznej, jak i w WSB, nikt nie słyszał o European University of Business.

- To jakaś bzdura. Przecież i ja, i mój syn słyszeliśmy w tych wszystkich szkołach, że poziom na European University of Business jest fatalny i dlatego uzyskane tam oceny są przez nich niehonorowane. Trudno mi zrozumieć dlaczego teraz mówią, że o tej uczelni nie słyszeli - mówi mi pani Mariola.

Czy uczelnia ciągle rekrutuje? Póki co strona nie działa z powodu "przerwy technicznej". Telefony EUoB milczą, trudno dostać odpowiedź na SMS-y. - Ale uczelnia funkcjonuje. Swoją drogą, ciekawe jest to, że czesne za studia, jakieś przynajmniej 320 zł za miesiąc od osoby, kiedyś szło na konto uczelni. Teraz ponoć idą na prywatne konto dr. Farmera - opowiada nam osoba, która jest dobrze zorientowana w życiu uczelni.

- Kiedyś wśród studentów dominowali Polacy. Później zaczęli się tu uczyć Ukraińcy. Teraz większość to Azjaci. Nie wiem, czy obecnie uczy się tu jakiś Polak. O ile w tym przypadku w ogóle można mówić o nauce - dodaje.

Czytaj też: Praca po studiach i 7 tys. zł. Wystarczy być ekonomistą

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Finanse
Trwa ładowanie
.
.
.
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne