Trwa ładowanie...

Niemcy mają apetyt na polskie ryby

Niemiecki Homann, właściciel marki Lisner, chce kupować udziały w polskich spółkach rybnych. Mocniejsze wejście tego gracza może przyspieszyć konsolidację branży
Share
Niemcy mają apetyt na polskie ryby
Źródło: AFP, Fot: Miguel Riopa
d1k4h5p

Niemiecki Homann, właściciel marki Lisner, chce kupować udziały w polskich spółkach rybnych. Mocniejsze wejście tego gracza może przyspieszyć konsolidację branży

Potentat niemieckiego rynku przetwórstwa rybnego grupa Homann interesuje się przejmowaniem udziałów w polskich spółkach z branży. – Przyglądamy się kilku firmom i analizujemy, jakie ewentualne korzyści moglibyśmy osiągnąć. Chcemy najpierw ocenić potencjał tych spółek, bo nie chodzi nam o kupowanie dla samego kupowania – zaznacza przedstawiciel Homanna, prosząc o anonimowość. Niemiecki koncern ma już w Polsce przyczółek do dalszego budowania biznesu – spółkę Lisner, której roczne obroty to ok. 500 mln zł.

Propozycja dla Seko i Contimaksu

Przedstawiciel Homanna nie ujawnia, które spółki są na celowniku. Z naszych informacji wynika, że grupę interesują producenci wyrobów delikatesowych o rocznych obrotach powyżej 100 mln zł. W Polsce odwiedzili już przynajmniej dwie firmy – giełdowe Seko oraz Contimax. – Niemcy złożyli mi ofertę na początku roku. Ale ostatecznie zdecydowałem, że firmy nie sprzedam – przyznaje Kazimierz Kustra, prezes i współwłaściciel Seko. Sam ma ambicje konsolidowania branży, ale działania w tym zakresie odłożył do jesieni.

d1k4h5p

Za przejęcie firmy Niemcy proponowali mu podobno kilkadziesiąt milionów euro, gdy giełda wycenia Seko na 62 mln zł. – Słyszałem, że to była równowartość 100 mln zł – precyzuje Robert Wijata, członek zarządu Graala. Przyznaje, że wie też o rozmowach Homanna z Contimaksem, któremu należąca do Graala spółka Superfish złożyła niewiążącą ofertę kupna od 30 do 80 proc. akcji.

Andrzej Cieślik, prezes i właściciel Contimaksu, nie chciał komentować informacji o spotkaniach z Homannem. Jak dowiedział się „Parkiet”, Niemcy zaproponowali mu, że odkupią biznes związany z produkcją śledzi i sałatek, a w części zajmującej się wytwarzaniem wędzonek i konserw przejmą większościowy pakiet.

Potrzeba rynku

Analitycy zgodnie przyznają, że konsolidacja branży to konieczność, bo wielu przetwórców jest w trudnej sytuacji. – Rynek rybny jest rozdrobniony, dlatego ewentualna konsolidacja pomogłaby m.in. w osiągnięciu synergii kosztowych, jak też w wycenie i postrzeganiu tych spółek na giełdzie. Większy podmiot miałby też lepszą pozycję negocjacyjną z dostawcami surowca – tłumaczy Marcin Stebakow, analityk z DM BDM.

d1k4h5p

Eksperci zwracają też uwagę na kurczenie się rynku. Z danych GUS wynika, że w 2010 r. wartość przetwórstwa rybnego spadła o ponad 5 proc., do 5,6 mld zł. Skurczyła się też liczba firm w tej branży (w ub.r. było ich 102, o 13 mniej niż w 2009 r.), a rentowność pozostałych spadła z 4,32 proc. do 2,6 proc. – Rynek jest trudny. Firmy rybne mają problem z rentownością. Gdybyśmy mieli do czynienia z dynamicznie rosnącym sektorem, to przejęcia poszłyby jedno za drugim.

Tymczasem zapowiedzi konsolidacji nie wpływają na wzrost wyceny spółek, bo efekty poprzednich przejęć nie są tak spektakularne, jakby oczekiwali inwestorzy – wyjaśnia Robert Kurowski, analityk z AmerBrokers, wskazując m.in. na wzrost zadłużenia Graala po wchłonięciu kilku spółek, a także straty, które generuje Wilbo po przejęciu Prorybu. – Konsolidacja oznacza ryzyko, bo wchodzi się w biznes, którego do końca nie pozna się nawet przy badaniu due diligence.

My się tego nie boimy, bo jeśli spółka przynosi zysk, a jej biznes pasuje do naszego, to jest szansa, żeby to ryzyko zniwelować – twierdzi Wijata z Graala. Jego zdaniem zarzuty o zbyt dużym zadłużeniu grupy są bezpodstawne. – Banki udzielają nam kredytów i nie boją się, że stracą pieniądze. Spłacamy swoje zobowiązania, a nasz dług maleje – dodaje.

Problemy z konsolidacją

– Jeśli potencjalny podmiot do przejęcia jest zadłużony, to nie ma co się spieszyć z włączaniem go do grupy. To jest odpowiedź na pytanie, dlaczego proces konsolidacji branży rozpoczęty jakieś cztery lata temu w pewnym momencie się zatrzymał – uważa Rober Brzoza, szef departamentu zarządzania w Opera TFI, która jest akcjonariuszem w Seko. Jego zdaniem problemy z konsolidacją branży wynikają także z faktu, że większość działających w niej firm to biznesy rodzinne.

d1k4h5p

– Ich właściciele widzą siebie w roli konsolidatorów, a nie spółek, które miałyby być przejmowane. Tym można tłumaczyć decyzję właściciela Seko, który na razie nie chciał sprzedać firmy Homannowi i sam zamierza budować dystrybucję – wyjaśnia Brzoza.

Analitycy uważają, że konsolidację polskiej branży przyspieszyłoby mocniejsze wejście na polski rynek podmiotu zagranicznego, np. Homanna. Wśród polskich firm mających zdolności do konsolidowania rynku analitycy wymieniają natomiast Seko – ze względu na najniższe zadłużenie, a także Graala, który najprężniej działa w tym kierunku. Po wręczeniu oferty Contimaksowi, chce przyjrzeć się spółce BG Production z Koszalina, od której dostał list w sprawie konsolidacji.

– Wszystko wskazuje na to, że będą kolejne przejęcia. Wilbo na razie nie bierze udziału w tej grze, bo samo musi się zrestrukturyzować. Seko, choć deklaruje, że chce przejmować, to jako firma rodzinna ostrożnie podchodzi do tematu. Konsolidować branżę będzie prawdo-podobnie podmiot zagraniczny, ale nie dziwiłbym się, gdyby to był Graal. Co prawda spółka jest mocno zadłużona, ale ambicją właściciela jest stanie się przeciwwagą dla Lisnera. Dlatego szukają alternatywnych źródeł finansowania w funduszach private equity czy poprzez sprzedaż pakietu akcji inwestorowi branżowemu – zauważa Kurowski.

Aneta Wieczerzak-Krusińska

d1k4h5p

Podziel się opinią

Share
d1k4h5p
d1k4h5p