Trwa ładowanie...
d1k2ind

Pomorskie po 25 latach/ Siłą regionu było i jest nadmorskie położenie

W 1989 r. siłą napędową Pomorza były stocznie, porty oraz turystyka - zwłaszcza ta nadmorska. Po 25 latach są to nadal największe atuty regionu, zmienił się jednak format firm w tych branżach - miejsce państwowych zajęły prywatne; i radzą sobie coraz lepiej.
Share
d1k2ind

Dyrektor Departamentu Rozwoju Gospodarczego Urzędu Marszałkowskiego Woj. Pomorskiego Włodzimierz Szordykowski nie ma wątpliwości, że w stoczniach i portach Trójmiasta zaszły radykalne zmiany. Tłumaczy, że stocznie produkujące przed 1989 r. statki głównie dla Związku Radzieckiego i krajów bloku socjalistycznego po przemianach straciły te rynki, a na nowych część z nich nie potrafiła się odnaleźć. Dużą stocznię w Gdyni w 2009 r. zlikwidowano; ta w Gdańsku w 2007 r. została sprywatyzowana, ale od ponad roku ma problemy z płynnością finansową.

Specjaliści podkreślają jednak, że w Trójmieście przemysł stoczniowy odbudowuje się. Powstało wiele stoczni mniejszych, prywatnych, wysokospecjalistycznych (Crist, Remontowa Shipbuilding), które z powodzeniem konkurują na rynkach międzynarodowych.

"Wcześniej stocznie budowały ogromne, mało skomplikowane technicznie i nieopłacalne jednostki. Teraz prywatne firmy muszą utrzymać się na rynku - i to na rynku europejskim czy światowym. To zmusza je do szukania nowych, niszowych produktów, szkoleń pracowników itp." - mówi dyrektor Forum Okrętowego Jerzy Czuczman.

d1k2ind

Prezes Remontowa Holding SA Piotr Soyka zauważa, że spółki należące do tej grupy kapitałowej zajęły się np. budową specjalistycznych statków do obsługi sektora wydobywczego ropy i gazu, okrętów wojennych czy przebudową wież wiertniczych dla największych armatorów świata.

Przed 1998 r. tylko w jednej - gdańskiej stoczni pracowało ok. 20 tys. osób. Obecnie cały pomorski przemysł okrętowy zatrudnia ok. 30 tys. pracowników. Specjaliści wyjaśniają jednak, że spadek zatrudnienia wynika ze wzrostu wydajności i postępu technologicznego. "Kiedyś potrzeba było przynajmniej sto kilkadziesiąt roboczogodzin na tonę przerobionej stali, obecnie tylko ok. 30" - wskazał Czuczman.

Minione 25 lat to także spektakularny rozwój portów w Gdańsku i w Gdyni, wpływający na sytuację w całym regionie. W ocenie ekspertów każde miejsce pracy w porcie kreuje kilka dalszych poza nim. W 2012 r. w polskich portach przeładowano towary o łącznej wartości ponad 378 mld zł. Dla porównania - w tym samym roku dochody państwa wyniosły 287,6 mld zł. Towary o największej wartości - 159 mld zł, przeładowano w porcie w Gdańsku, w portach Szczecin-Świnoujście - ponad 127 mld zł a w Gdyni - 93,4 mld zł.

W gdańskim porcie w 1990 r. przeładowano 18 mln ton ładunków, a w 2013 r. - już 30,2 mln ton. W 1990 r. port nie odbierał kontenerów, a w ubiegłym roku dotarło tu prawie 1,2 mln TEU (TEU - pojemność standardowego kontenera - PAP). Ładunki w kontenerach zaczęły przypływać do Gdańska w 1995 r.; było ich wtedy ok. 3 tys. TEU. Z kolei port w Gdyni w okresie przełomu w latach 1989-92 przeładowywał od 6,3 do 10 mln ton, podczas gdy w ostatnich latach - od 15,8 do 17,6 mln ton.

d1k2ind

W minionych latach tylko w porcie w Gdańsku intensywnie zagospodarowano ponad 116 ha. Powstały m.in. głębokowodny terminal kontenerowy DCT i Terminal Suchych Ładunków Masowych, rozbudowane zostały Naftoport i Baza Paliw Płynnych.

Janusz Kasprowicz z portu w Gdańsku przypomniał, że przed 1989 r. na polską gospodarkę wpływ miała Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej z centralą w Moskwie. Jak powiedział, w ramach wspólnotowego podziału pracy morski port w Gdańsku służyć miał eksportowi polskiego węgla i siarki oraz rosyjskiej ropy naftowej. "W roku otwarcia na świat, polski węgiel i siarka okazały się bardzo niekonkurencyjne na światowych rynkach zbytu, a ropę naftową Rosja zaczęła eksportować przez własne porty" - dodał.

Zdaniem Kasprowicza pomimo początkowych trudności wolny rynek okazał się dla gdańskiego portu rynkiem uzdrawiającym a zagraniczni inwestorzy docenili jego doskonałą lokalizację. W jego opinii podjęte w minionych 25 latach przedsięwzięcia przywróciły Gdańskowi znaczenie oceanicznego portu dla całej Europy Środkowej i Wschodniej. Obecnie port pełni rolę bałtyckiego hubu - transportowego węzła morskiego. Szacunki mówią, że w porcie w Gdańsku i firmach z nim związanych pracuje ok. 40 tys. mieszkańców Pomorskiego.

Spadające zasoby ryb i związane z tym unijne regulacje sprawiły, że - w przeciwieństwie do stoczni i portów - gorzej niż przed 25 laty ma się rybołówstwo. W tym czasie polska flota rybacka skurczyła się z ponad 1,3 tys. do niemal 800 jednostek. Z kolei flota dalekomorska w 2012 r. dysponowała zaledwie trzema statkami, wobec 77 w 1990 r. Gdyński Dalmor, niegdyś wiodąca firma na rynku połów dalekomorskich, dysponująca 70 statkami, dziś z rybołówstwem nie ma nic wspólnego - zajmuje się nieruchomościami.

d1k2ind

Znacznie zmniejszyły się też połowy. W 1990 r. polscy rybacy złowili 430 tys. ton ryb i bezkręgowców morskich, w 2012 - 180 tys. ton. Jednak zdaniem dr. Zbigniewa Karnickiego z Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni, nie można mówić o upadku rybołówstwa. "Nasza flota zmodernizowała się i nie odstaje od innych flot bałtyckich. Po wejściu Polski do UE bardzo rozwinął się sektor przetwórstwa ryb, który jest obecnie jednym z najnowocześniejszych w Europie" - podkreślił Karnicki. Przez polskie zakłady przetwórcze przechodzi rocznie ok. 400 tys. ton ryb pochodzących głównie z importu i "produkowanych" przede wszystkim na eksport.

Pomorskie, a zwłaszcza pas nadmorski i Kaszuby to tradycyjne miejsce wypoczynku Polaków: w 2012 r. region odwiedziło około 5,2 mln turystów z Polski. W tym samym roku przyjechało tu też około 1,4 mln gości z zagranicy - głównie Niemców, Rosjan i Skandynawów. Pod względem liczby turystów Pomorskie wyprzedzają tylko województwa mazowieckie i małopolskie. "Ale to właśnie nasz region jest w ostatnich latach krajowym liderem jeśli chodzi o pobyty długoterminowe, czyli powyżej trzech dni" - wyjaśniła dyrektor biura Pomorskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej Krystyna Hartenberger-Pater.

Turystyce sprzyja coraz lepiej rozwinięta sieć transportowa. Od połowy lat 90. Stena Line oferuje stałe - coraz bardziej popularne - połączenia promowe z Gdyni do Karlskrony. W pierwszym pełnym roku działalności promy tej firmy przewiozły na wspomnianej trasie 141 tys. osób, a w ubiegłym roku już ponad 500 tysięcy.

Jednak najdynamiczniej rozwija się transport lotniczy. W 1994 r. na gdańskim lotnisku operowało trzech przewoźników, którzy oferowali regularne połączenia z pięcioma europejskimi miastami. Tamtego roku lotnisko odprawiło niecałe 146 tys. pasażerów. Dziś z ówczesnej hali odpraw korzystają operatorzy cargo, a pasażerowie mają do dyspozycji dwa terminale, z których jeden oddano do użytku przed dwoma laty. Lotnisko obsługuje teraz prawie 3 mln pasażerów rocznie, oferuje 54 stałe połączenia oraz 24 czarterowe i jest trzecim - po Warszawie i Krakowie - portem w kraju.

d1k2ind

Po zmianie ustroju Pomorzu założono kilka firm, które z biegiem lat wyrosły na prawdziwe potęgi. W połowie lat 90. w Gdańsku powstało (i nadal ma tu swoją siedzibę) przedsiębiorstwo odzieżowe LPP - dziś właściciel znanych marek Reserved, Cropp, House, Mohito i Sinsay oraz sieci salonów w 12 krajach Europy Środkowo-Wschodniej. W tym samym czasie w mieście powstał pierwszy polski portal internetowy - Wirtualna Polska, który w tym roku został sprzedany za ponad 380 mln zł. Z kolei w Bytowie ma swoją siedzibę Drutex - jeden z największych producentów stolarki z PVC w Europie.

Zamieszkałe przez prawie 2,3 mln ludzi Pomorskie jest jednym z czterech regionów w kraju, notujących dodatni przyrost naturalny. Region jest w tej dziedzinie najlepszy, a decydują o tym przede wszystkim mieszkańcy Kaszub, bo w samym Trójmieście liczba mieszkańców powoli, choć sukcesywnie spada: w ciągu 25 lat Trójmiastu, zamieszkanemu dziś przez 747 tys. osób, ubyło ok. 15 tys. mieszkańców.

Zdaniem pomorskiego marszałka Mieczysława Struka, z Kaszubami wiąże się też inna istotna zmiana, jaka dokonała się w minionym 25-leciu. "Kaszubi zyskali coś, co w Polsce możemy obserwować chyba jeszcze tylko na Śląsku - poczucie regionalnej tożsamości. Ludzie chcą dziś mówić po kaszubsku, chcą kultywować kaszubską tradycję; a przecież przed 1989 rokiem samo mówienie po kaszubsku wiązało się ze wstydem. Tutaj nastąpiła kolosalna zmiana" - ocenił Struk, który sam jest członkiem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego - największej na Pomorzu organizacji pozarządowej, liczącej ponad 5 tys. członków.

Anna Kisicka, Bożena Leszczyńska

d1k2ind

Podziel się opinią

Share
d1k2ind
d1k2ind