Ludzie nie dlatego brali kredyty we frankach, że kochali Szwajcarię. Robili to ponieważ takie kredyty były ewidentnie dużo tańsze od złotówkowych. Trochę byli ostrzegani o ryzyku kursowym, ale zarówno ze strony banków jak osób kierujących polityką gospodarczą kraju, tego ostrzeżenia nie formułowano dostatecznie mocno.
Czy dzisiaj można coś z wysokim kursem franka zrobić? Chyba niewiele. Zgadzam się z propozycją ograniczenia spreadów, czyli dodatkowych opłat przy spłacie kredytu, wynikających z różnic kursowych. Zupełnie dowolne kształtowanie przez banki wysokości potrąceń za wymianę waluty jest zachowaniem niedopuszczalnym, a wręcz chamskim. Potrzeba więc regulacji, która ograniczy te spready bardzo poważnie.
Można to zrobić na różne sposoby. Niektórzy proponują, by można było spłacać kredyty bezpośrednio w obcej walucie. W tym przypadku może się jednak okazać, że cena franków podskoczy w kantorach i tego rodzaju transakcje nic kredytobiorcom nie dadzą. Lepszym wyjściem wydaje się więc ustawowe uregulowanie maksymalnych stawek za wymianę waluty, których banki nie mogłyby przekraczać.
Inne kroki są wątpliwe. W przypadku zamrożenia kursu franka – w jednym z możliwych wariantów takiej operacji – budżet państwa musiałby dopłacać bankom do spłat wnoszonych przez kredytobiorców. Powstaje wtedy pytanie dlaczego wszyscy podatnicy mieliby ponosić koszty pomocy dla posiadaczy kredytów w frankach. Współczuję Polakom muszącym spłacać coraz wyższe raty – a dotyczy to również mojej córki – ale na ogół to nie jest grupa, o której moglibyśmy powiedzieć, że należy się jej pomoc socjalna.
Oczywiście są ludzie potrzebujący wsparcia. Jeżeli ktoś stracił pracę, jest bezrobotny, a został z wysokim kredytem, to znajduje się w dramatycznej sytuacji. Jednak metodą pomocy dla takich osób nie może być pomysł zamrożenia franka.
Wątpliwym wyjściem wydaje się również wydłużanie czasu spłaty kredytów. Przykładowo z 20 do 30 lat, czy z 30 do 40, tak by miesięczne spłaty były niższe. W wielu przypadkach powstawałby wtedy problem, że pożyczki musieliby spłacać spadkobiercy tych, którzy je zaciągali. A łączna suma do spłaty – kapitału i odsetek – robi się o wiele większa niż przy krótszym kredycie.
Co więc pozostaje tym, którzy mają kredyty we frankach? Niestety zaciskać zęby i płacić. O przewalutowaniu kredytu, przy obecnym kursie szwajcarskiej waluty, nie może być mowy. Trudno ocenić ile taka sytuacja potrwa. Gdy niedawno pytała mnie o to córka, powiedziałem jej, że jakbym to wiedział, byłbym najbogatszym człowiekiem świata. To są rzeczy nieprzewidywalne – kursy giełdowe, kursy walut. Szczególnie w zglobalizowanej gospodarce. Nic się przecież nadzwyczajnego w Polsce nie stało, co by uzasadniało skok franka. To przyszło z zewnątrz. Inwestorzy uciekli do pieniądza, który jest uznawany za bezpieczną i stąd frank stoi tak wysoko. Nie tylko w stosunku do złotówki, ale także do walut tradycyjnie prestiżowych, jak euro. Niesłychanie wiele będzie zależeć od tego co się stanie z Grecją. Jeśli Grecja zostanie uratowana przed bankructwem – co wydaje się mało prawdopodobne, ale niewykluczone – to ponownie umocni się euro, a wraz z nim złotówka.