Wigilijna zmiana w prawie pracy to wydmuszka? Oto szczegóły
24 grudnia wchodzi w życie obowiązek podawania wysokości wynagrodzenia kandydatom biorącym udział w rekrutacji na stanowisko pracy. Zmiana, która mogłaby ułatwić życie wielu osobom, może jednak okazać się wydmuszką. Oto szczegóły.
Tegoroczna Wigilia przynosi duże zmiany w prawie pracy. Jedną z nich będzie obowiązek podawania kandydatom informacji o wynagrodzeniu na stanowisku, o które się ubiegają.
Przepis nakłada na pracodawców obowiązek przekazywania osobie ubiegającej się o zatrudnienie informacji o wynagrodzeniu: konkretnej kwoty, "początkowej wysokości" albo przedziału (widełek). Przy czym przedział ma być oparty na obiektywnych i neutralnych kryteriach (w szczególności pod względem płci).
Dodatkowo, pracodawca ma podać "odpowiednie" postanowienia układu zbiorowego, lub regulaminu wynagradzania - jeśli taki dokument u niego obowiązuje.
Wprowadzane rozwiązania wynikają z unijnej dyrektywy o przejrzystości wynagrodzeń i ich głównym celem jest wzmocnienie pozycji pracowników, zwiększenie uczciwości na rynku pracy oraz realne przeciwdziałanie nierównościom płacowym, w tym luce płacowej między kobietami a mężczyznami. Przepisy przewidują obowiązek przekazywania informacji o proponowanym wynagrodzeniu lub jego przedziale przed zatrudnieniem, tak aby osoby aplikujące na dane stanowisko mogły podejmować decyzje w sposób świadomy i oparty na rzetelnej informacji - wyjaśnia Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w odpowiedzi dla WP Finanse
Kiedy trzeba podać te informacje?
Ustawa daje trzy "okna czasowe" i preferuje jak najwcześniejsze ujawnienie widełek płacowych:
- w ogłoszeniu o naborze,
- a jeśli rekrutacja nie była ogłaszana albo w ogłoszeniu zabrakło tej informacji przed rozmową kwalifikacyjną;
- najpóźniej przed nawiązaniem stosunku pracy.
Informacje mają być przekazane "z wyprzedzeniem" i w formie papierowej lub elektronicznej - tak, aby negocjacje były "świadome i przejrzyste".
Ostatnia niedziela handlowa w tym roku. To zastaliśmy w sklepach
Nowelizacja dokłada też obowiązek, by ogłoszenia i nazwy stanowisk były neutralne płciowo, a sama rekrutacja przebiegała niedyskryminująco.
Równolegle zmieniono art. 22¹ Kodeksu pracy: pracodawca może żądać od kandydata informacji o przebiegu dotychczasowego zatrudnienia, ale z wyłączeniem informacji o wynagrodzeniu w obecnym i poprzednich stosunkach pracy (w praktyce: koniec z pytaniami "ile pan/pani zarabiał(a) wcześniej?").
Zmiana, która może okazać się wydmuszką
Na pierwszy rzut oka to duża zmiana, która daje kandydatom możliwość sprawdzenia możliwości zarobkowych w danej firmie. W praktyce może jednak się okazać, że pracodawcy potraktują nowy obowiązek po macoszemu.
Nic nie stoi bowiem na przeszkodzie, by w widełkach wynagrodzeń podawać bardzo szerokie zakresy typu 5 000-20 000 zł brutto, które osobie ubiegającej się o pracę niczego konkretnego nie powiedzą.
Nowe przepisy nie wprowadzają osobnego wykroczenia, ani nie dodają "braku informacji o wynagrodzeniu w rekrutacji" do katalogu wykroczeń z art. 281 Kodeksu pracy. W art. 281 nadal jest mowa o innych naruszeniach (np. niepotwierdzenie umowy na piśmie, naruszenia czasu pracy itd.) zagrożonych grzywną od 1000 do 30 000 zł, ale nie o widełkach w rekrutacji.
Zapytaliśmy o tę kwestię Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.
"Podawanie bardzo szerokich przedziałów wynagrodzeń - choć nie jest wprost zakazane - nie realizuje ducha tych przepisów i może budzić uzasadnione pytania co do transparentności i równego traktowania. Dyrektywa wprowadza bowiem konkretne mechanizmy kontroli następczej: prawo pracowników do informacji o zasadach kształtowania płac, możliwość dochodzenia roszczeń w przypadku nierówności oraz realne sankcje w sytuacji naruszeń" - podaje MRPiPS.
Brak informacji o wynagrodzeniu albo podanie "przedziału" pozornego, nieopartego na obiektywnych kryteriach może stać się elementem sporu o równe traktowanie przy nawiązaniu stosunku pracy. Kodeks pracy przewiduje, że osoba, wobec której naruszono zasadę równego traktowania w zatrudnieniu, ma prawo do odszkodowania nie niższego niż minimalne wynagrodzenie za pracę.
Co jest celem tej zmiany?
Kandydatom, którzy uznają, że w trakcie rekrutacji zostali potraktowani wbrew zasadom równego traktowania, pozostaje udowodnienie swoich racji w sądzie. Czyli wejście w spór, który prawdopodobnie potrwa znacznie dłużej niż rekrutacja u innego pracodawcy.
Jakiego efektu wprowadzenia zmiany oczekuje zatem Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej?
"Celem zmian nie jest karanie czy biurokratyzowanie rynku pracy, lecz budowa bardziej sprawiedliwego, przewidywalnego i godnego rynku pracy, w którym wynagrodzenie nie jest przedmiotem domysłów, a pracodawcy konkurują jakością miejsc pracy, a nie nieprzejrzystością płac. To krok w stronę większego bezpieczeństwa ekonomicznego pracowników i stabilniejszego dialogu społecznego" - twierdzi resort.
Kamil Rakosza-Napieraj, redaktor prowadzący WP Finanse