Wpuściła posła do Dino. Straciła pracę. Była kierowniczka: nie żałuję
Jest mi przykro w całej tej sytuacji, że firma mnie tak potraktowała - przyznaje Katarzyna Kiwerska, kierowniczka Dino w Sochaczewie, która została zwolniona po tym, jak wpuściła na interwencję posła Adriana Zandberga. W rozmowie z INNPoland podkreśla, że nie żałuje upublicznienia warunków pracy w markecie.
Katarzyna Kiwerska przez kilka tygodni informowała przełożonych o trudnych warunkach, w tym o niskich temperaturach w sklepie Dino w Sochaczewie. Mimo licznych zgłoszeń nie udało się poprawić sytuacji pracowników.
Fenomen Dino. Ekspert wyjaśnia, skąd sukces polskiej sieci
Dopiero interwencja ze strony posła Adriana Zandberga 4 lutego 2026 r., podczas której termometr pokazał 8 stopni Celsjusza, spowodowała, że zarząd sieci marketów zareagował.
Zwolniona kierowniczka Dino: spodziewałam się
Kiwerska przyznała w rozmowie z portalem InnPoland, że atmosfera po upublicznieniu problemu powoli staje się spokojniejsza, choć czuje żal wobec decyzji firmy.
Jest mi przykro w całej tej sytuacji, że firma mnie tak potraktowała. Jednak znając mechanizmy, jakie tutaj działają, spodziewałam się takiego obrotu sytuacji - podkreśla.
Po interwencji lidera partii Razem pracodawca zwolnił sygnalistkę. - Zarzucono mi naruszenie procedur i wpuszczenie osób nieupoważnionych na magazyn, aczkolwiek podczas interwencji poselskiej poseł nie był osobą nieuprawnioną. Ciężko udowodnić, jakie warunki panują za zamkniętymi drzwiami - relacjonuje.
Jej zdaniem oskarżenia były próbą wyeliminowania wymagającego przestrzegania przepisów pracownika. - Chodzi o zastraszanie w ten sposób innych, aczkolwiek firma nie pochyla się nad istotą problemu, który się pojawił - przyznaje.
Kiwerska podkreśla, że nie żałuje zaalarmowania opinii publicznej. Jak wskazuje, nie chodzi tylko o własną sytuację, lecz także wsparcie dla zespołu i walkę o godne warunki pracy. Dodaje, że poza problemami z temperaturą sklep zmaga się także z poważnymi brakami kadrowymi i rosnącą liczbą obowiązków spadających na pracowników.
- Problemem są kasy usytuowane zaraz na wprost drzwi, doprowadza to po prostu pracowników do chorób, co też wpływa na płynność i wydajność pracy - zwraca uwagę.
Była kierowniczka życzy pracownikom "siły i odwagi, żeby nie godzili się na takie warunki, bo tylko wtedy uda się coś zmienić". Po utracie pracy została działaczką związku zawodowego OPZZ Konfederacja Pracy.
Ministra zapowiada kontrole PIP
- Zachowują się tak, jakby postanowili wziąć udział w konkursie na najgorszego pracodawcę roku - tak o zwolnieniu kierowniczki mówił lider partii Razem w rozmowie z WP Finanse.
Sprawa znalazła odzwierciedlenie też na szczeblu rządowym. Ministra rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk zapowiedziała zwiększenie nadzoru nad warunkami pracy i wysłała wniosek o kontrolę Państwowej Inspekcji Pracy w sieci Dino.
- Upominanie się o zdrowie i bezpieczeństwo współpracowników to postawa godna pochwały, nie odwetu - podkreśliła w rozmowie z WP Finanse Dziemianowicz-Bąk.
źródło: INNPoland, WP Finanse