Na tempo wzrostu liczby osób starszych wpływają także wyże i niże urodzeniowe. Takie wyże urodzeń w przeszłości występowały w Europie po okresach dużych ubytków ludności wywołanych głodem, epidemią czy wojnami. Po II wojnie światowej zaobserwowano także wyż urodzeń – w Europie Środkowo-Wschodniej była to druga połowa lat 40. i lata 50. XX wieku, natomiast w Europie Zachodniej – lata 50. i początek lat 60. Te roczniki wyżowe zaczynają wkraczać do starszych grup wieku. Zatem w latach 2010-2035 należy oczekiwać przyśpieszenia procesu starzenia się ludności Europy. * – Czy możemy mówić o pewnej specyfice demograficznej Polski? *
– Tendencje u nas są takie same, ale nasilenie zmian większe, bowiem wahania liczby urodzeń były stosunkowo duże. W latach 90. XX wieku i w obecnej dekadzie wielkość populacji w wieku produkcyjnym była kształtowana przez dwa wyże urodzeń – wyż powojenny i jego echo z lat 70. i pierwszej połowy lat 80. Natomiast w najbliższych 20-25 latach wyż powojenny wkroczy w wiek poprodukcyjny, wielkość populacji w wieku produkcyjnym pozostanie pod wpływem stosunkowo niskiej liczby urodzeń z lat 60. XX wieku oraz głębokiego spadku urodzeń w latach 90., który trwał aż do 2004 roku. Według prognoz ludności GUS, w latach 2010-2020 liczba osób w wieku poprodukcyjnym zwiększy się o ponad 2 miliony. Najgorsze jest jednak to, że w tym samym czasie o nieco ponad 2 miliony spadnie liczba osób w wieku produkcyjnym. * – W jakim stopniu prognozy demograficzne mogą być narzędziem do kształtowania polityki gospodarczej i politycznej rządu? *– Przekaz każdego rządu co do prognoz demograficznych powinien być czytelny i zdecydowany.
Moim zdaniem, w dyskusji ogólnej, w skali makro te wątki są obecne, natomiast informacje o zmianach struktur wieku są zbyt słabo przyswajane przez biznes. Także związki zawodowe nie chcą przyjąć do wiadomości, że zmiany demograficzne prowadzące do poprawy proporcji wieku ludności to jest proces wieloletni. Na pewno dyskusje o wprowadzeniu nowego systemu emerytalnego w 1999 roku, a także o polityce rodzinnej – przynajmniej ostatnio uwzględniały prognozy ludnościowe. W Polsce wprowadzono nowy system emerytalny w 1999 roku ze świadomością, że system obowiązujący nie udźwignie ekonomicznie tempa starzenia się ludności, na które wskazywały prognozy. Przygotowując reformę, zakładano wyrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn do 62 lat, a także jego stopniowe podnoszenie. I do dzisiaj żaden rząd nie podjął działań na rzecz wprowadzenia tego rozwiązania. A przekaz wynikający z prognoz ludnościowych jest jasny: starzejemy się – dziewczynki urodzone w 2009 roku mają szansę dożyć 80 lat, a chłopcy około 71,5 lat.
Prognozy GUS z 2008 roku – na 2035 rok – zakładają wydłużenie czasu życia do 82,9 dla kobiet oraz 77,1 lat dla mężczyzn oraz zmniejszanie różnicy trwania życia według płci. System emerytalny jest umową społeczną. Jeżeli warunki tej umowy, określane przez zmiany demograficzne i gospodarkę, się zmieniły, to odpowiedzialność rządu polega na tym, żeby zmienić umowę stosownie do innych warunków. Przedmiotem negocjacji powinno być jak wprowadzać te zmiany, a nie czy je wprowadzać. * – Zmieniła się także sytuacja na rynku pracy oraz całe otoczenie gospodarcze. Czy demografia może zaproponować jakieś rozwiązanie? *
– Już zaczyna w Polsce brakować ludzi do pracy w niektórych sektorach, a do tego stopień wykorzystania obecnych zasobów pracy – mierzony poziomem wskaźników zatrudnienia – jest niewysoki. Stoimy przed realnym zagrożeniem zachwiania proporcji pomiędzy populacją, która wypracowuje dochód, a tą, która z niego korzysta. Przy tym znaczna część populacji korzystającej ze świadczeń nabyła uprawnienia do nich przez swój udział w wypracowywaniu dochodu. Wzrost zatrudnienia, zwłaszcza wśród tych grup ludności, które są słabo reprezentowane na rynku pracy – kobiety, osoby w wieku 50 lat i więcej, osoby młode do 29 lat, osoby niepełnosprawne – jest więc zwykłą koniecznością.