Trwa ładowanie...
d1qae9i

Jak zarabiać na koronawirusie? Można etycznie, można śmiesznie, można też narazić się na drakońskie kary

Tysiące ludzi w obawie przed wirusem kupują płyny i żele zabijające co najwyżej bakterie, poważne firmy stają się tak chciwe, że narażają się na potężne kary. Koronawirus zaślepił zarówno ludzi żądnych zysku, jak i klientów, gotowych kupić wszystko, co mogłoby go pokonać.
Share
Maseczki chirurgiczne można dziś kupić nawet na Instagramie od uczestniczki telewizyjnego show.
Maseczki chirurgiczne można dziś kupić nawet na Instagramie od uczestniczki telewizyjnego show.Źródło: Shutterstock.com
d1qae9i

W Polsce twarzą biznesu na koronawirusie stała się (jak tłumaczy - niesłusznie) influencerka Ismena Stelmaszczyk. To niedawna uczestniczka jednego z telewizyjnych show pod tytułem "Ex na plaży". Pomiędzy polecaniem usług przedłużania włosów i innych czynności kosmetycznych napomknęła, że ma do sprzedania tysiąc maseczek chirurgicznych i płyn do dezynfekcji. Cena maseczek – 1 euro, ale przy kupnie tysiąca sztuk od razu. Płyn do dezynfekcji był bardziej atrakcyjny cenowo – 99 złotych za 5 litrów.

- Nie jest prawdą, że zajęłam się sprzedażą maseczek chirurgicznych oraz płynów do dezynfekcji. Prawdą jest natomiast, że udostępniłam (na zasadzie polecenia) ofertę osoby, która zajmuje się handlem - pisze Ismena Stelmaszczyk w korespondencji z WP Finanse.

- Nie jest prawdą, że chcę wzbogacić się na ludzkiej krzywdzie. Nie sprzedaję maseczek – nie mam jak się wzbogacić. Ponadto, przedstawiona oferta to klasyczny dropshipping, tj. model logistyczny, w którym oferujący zbiera zamówienia i przesyła je do dostawcy, który realizuje wysyłkę towaru do klienta - dodaje.

d1qae9i

Tłumaczy, że przedstawiona przeze nią oferta, na zasadzie klasycznego partnerstwa handlowego, miała raczej na celu stworzenie możliwości zakupu towaru.

- W treści oferty nie znalazła się informacja o właściwościach antywirusowych produktu, oferta nie odwoływała się do strachu przed koronawirusem - podkreśla.

Mimo wszystko reakcje jej fanów były różne, wiele osób uznało to za powód do drwin. Faktem jest, że Stelmaszczyk nie reklamowała maseczek i płynu jako remedium na koronawirusa – a to internetowym sprzedawcom zdarza się już nagminnie. Ale podobnie działają też uznane na rynku podmioty.

Obejrzyj też: Koronawirus. Jak się przed nim uchronić? Nie wystarczy mycie rąk

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zajął się na przykład dwoma hurtowniami, które wypowiedziały szpitalom umowy na dostawy środków ochrony indywidualnej, a których uzupełnienie zostało powierzone Agencji Rezerw Materiałowych. Z uzyskanych przez urząd informacji wynika, że hurtownie rozwiązują umowy, aby w efekcie uzyskać znacznie wyższe ceny m.in. maseczek chirurgicznych (10 złotych zamiast 50 groszy). Jest to efekt pojawiających się fałszywych informacji o ogniskach koronawirusa.

d1qae9i

Zobacz też: Majątki miliarderów topnieją. Przez epidemię koronawirusa

- We wszczętym postępowaniu zweryfikujemy, czy hurtownie, wypowiadając umowy szpitalom, nie łamią przepisów prawa konkurencji, w tym poprzez nadużywanie pozycji dominującej lub zawieranie zmów cenowych. Zerwanie umowy szpitalom po to, aby podnieść cenę lub sprzedać produkty na rynku zamiast dostarczyć je placówkom medycznym w ramach wcześniej zawartych umów, to działanie nie tylko haniebne, ale również sprzeczne z ustawą. Pacta sunt servanda – umów należy dotrzymywać – mówi Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.

- Każdy tego typu przypadek będzie do nas niezwłocznie zgłaszany, my zaś od dziś publicznie będziemy informowali, które podmioty nie zachowują się odpowiedzialnie odstępując od zawartych ze szpitalami umów. Względem nich podejmiemy stanowcze działania zgodnie z wszelkimi dostępnymi nam prawnie mechanizmami. Apeluję do sprzedawców i właścicieli hurtowni, aby nie wykorzystywali strachu i dezinformacji do podnoszenia cen środków ochrony indywidualnej, w tym maseczek ochronnych – dodaje prezes.

d1qae9i

To dzieje się nie tylko u nas

Za sprzedaż maseczek, masek przeciwgazowych i środków dezynfekujących zabrali się chyba już wszyscy obrotni przedsiębiorcy w Polsce. Ale mówiąc uczciwie, nie jest to jakaś typowo polska przypadłość. Okazjonalni handlarze trafiają się na całym świecie.

Przekonał się o tym choćby Amazon. Firma wykosiła ze swoich stron aż milion produktów, które rzekomo miałyby zapobiegać zarażeniu koronawirusem bądź go leczyć. Amazon oświadczył, iż "zawsze wymagał od sprzedawców podawania dokładnych informacji" na stronach produktów i usuwa tych, którzy naruszają te zasady. Firma przypomniała, że zewnętrzni sprzedawcy muszą przestrzegać Polityki Uczciwej Ceny, która stanowi, że firmy nie mogą ustalać ceny "znacznie wyższej" niż w innych miejscach ani sprzedawać produktów, które "wprowadzają klientów w błąd".

Podobnie – choć na mniejszą skalę – działa Allegro. Michał Bonarowski, rzecznik firmy, podkreśla, że każdy użytkownik może zgłosić nieuczciwą jego zdaniem aukcję za pomocą linku obecnego na wszystkich aukcjach. Jeśli obsługa potwierdzi naruszenie regulaminu, oferta zostanie zlikwidowana. Tak samo postępuje Facebook ze swoim działem Marketplace.

d1qae9i

Mimo wszystko takie działania dają niewiele. Po wpisaniu w wyszukiwarkę Allegro słowa "koronawirus" wyskakuje nam ponad 10 tysięcy ofert. Przeważają maseczki – które wedle specjalistów dają akurat niewiele i płyny do dezynfekcji i odkażania. Szczególnie nieefektywne są maseczki przeciwpyłowe (na budowy i do warsztatów), dziś osiągające ceny po kilkadziesiąt złotych za sztukę. Na takie oferty na Allegro skusiło się po kilka tysięcy osób.

Można z klasą i bez siania paniki

Nieco inaczej sprawa wygląda z płynami do dezynfekcji. Tu – w sposób nieco przypadkowy – jednym z liderów sprzedaży została polska firma Medisept. Od ćwierć wieku dostarcza m.in. płyny do dezynfekcji. A dziś są one nie tylko w każdym szpitalu – to ich używali marszałkowie Senatu, by pokazać, który lepiej dba o czystość rąk. Medisept sprzedaje mnóstwo swoich produktów za pośrednictwem Rossmanna. Firma jak ognia unika skojarzeń z tzw. biedamarketingiem uprawianym na fali strachu przed koronawirusem. Stawia raczej na informację i edukację.

- Na dłoni każdego człowieka może gromadzić się aż 150 różnych gatunków bakterii i wirusów. Przenoszą się one na ręce po kontakcie z niemal wszystkimi przedmiotami, jak np.: telefon, portfel, klamka od drzwi, włącznik światła - tłumaczy Waldemar Ferschke, wiceprezes Mediseptu. Wie, co mówi, bo jest nie tylko menedżerem, ale i lekarzem epidemiologiem.

d1qae9i

Zobacz też: Specustawa ws. koronawirusa. Minister: specjalne uprawienia na nadzwyczajne sytuacje

– Wystarczy, że brudnymi rękoma dotkniemy ust czy oczu, a wszystko, co się na nich znajduje przeniesie się do organizmu, nierzadko wywołując groźne choroby. Dlatego konieczna jest bardzo dokładna higiena rąk, w tym ich dezynfekcja. Jeśli chcemy mieć pewność, że nasze dłonie są czyste od zarazków skorzystajmy z żelu lub sprayu do dezynfekcji, po wizycie w publicznej toalecie, zakupach w centrum handlowym czy podróży komunikacją miejską - mówi.

Zresztą firma w komunikatach podkreśla, że najważniejsze jest dokładne mycie rąk. Dopiero wtedy, gdy nie mamy dostępu do bieżącej wody i mydła warto skorzystać ze środków do dezynfekcji, jak żel czy spray, które mają deklarowaną na etykiecie skuteczność 99,99 proc. wobec wirusów (także bakterii i grzybów). Nie należy ich mylić z tymi antybakteryjnymi, które działają wyłącznie na bakterie. Prawdziwe środki do dezynfekcji rąk są przebadane na wirusy osłonkowe, czyli m.in. na koronawirusy.

d1qae9i

Leki na wirusa, które nie działają na koronawirusa

Mocno wzrosła też sprzedaż leków i suplementów diety. Szczególną atencją cieszą się tzw. środki przeciwwirusowe. To choćby popularne Neosine, Groprinosin czy Eloprine.

Ten pierwszy jest produkowany przez nasz rodzimy Aflofarm. Przedstawiciele firmy przyznają, że zauważyli wzrost zainteresowania lekiem, podobnie jak żelami antybakteryjnymi do rąk.

W przypadku tych leków jest jednak pewien problem – którego producenci nie ukrywają. Otóż środki te zawierają substancję o nazwie izoprinozyna (pranobeks inozyny). Nie zabija ona wirusów takich jak słynny Covid i są zalecane jedynie w przypadku nawracających infekcji w celu wzmocnienia odporności a także w leczeniu na przykład opryszczki. Poza tym nie wystarczy jedna tabletka, kuracja wzmacniająca powinna trwać tydzień.

- Nie ma wytycznych, w których zalecano by stosowanie środków zawierających izoprinozynę w np. w grypie czy normalnym przeziębieniu. Kluczowe są wskazania w ulotkach tych leków - stosuje się je na wzmocnienie odporności tylko kiedy pacjent ma nawracające infekcje. Nie robi się tego profilaktycznie – mówi w rozmowie z WP Finanse Marcin Korczyk, farmaceuta i autor popularnego bloga PanTabletka.pl.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d1qae9i

Podziel się opinią

Share
d1qae9i
d1qae9i