Łódzcy yuppies w wyścigu po sukces
Jeszcze kilka lat temu, kiedy panowała recesja, wydawało się, że pożegnaliśmy się z wyścigiem szczurów. 52 procent młodych Polaków, zamiast walczyć wtedy zawzięcie o zawodowy sukces, wolało mieć dużo czasu dla siebie i swoich bliskich i żyć bez stresu. Polscy yuppies, czyli młodzi ludzie nastawieni na dynamiczną karierę i szybkie wzbogacenie się, usuwali się ze swymi aspiracjami w cień. Sytuacja gospodarcza kraju nie sprzyjała marzeniom o karierze, ale raczej myślom o przetrwaniu. Dziś, kiedy gospodarka w Polsce ma się dobrze, yuppies podnieśli głowy. Z jednej strony dobrze, że tak się stało. Bez młodych ludzi, którzy mają wolę i siłę, by rywalizować, trudno iść do przodu. Ma rację socjolog prof. Hanna Świda-Ziemba, kiedy mówi, że polscy yuppies wnieśli do naszego życia przeświadczenie, że pieniądz nie jest niczym złym. Tymczasem w Polsce przez wieki uważano, i to było m.in. źródłem stagnacji, że nie należy przywiązywać dużej wagi do pieniędzy. Społeczeństwo epoki "Lalki" Prusa potrzebowało pieniędzy, ale
jednocześnie Wokulskim pogardzano, bo był "tylko" kupcem. PRL tę pogardę dla pieniądza jeszcze umocnił. Polscy yuppies udowodnili, że w pracy trzeba z siebie dawać wszystko i być kreatywnym. Bo to jedyna droga, by zarobić - i zorganizować sobie życie na miarę własnych marzeń. Ale we wszystkim potrzebny jest umiar. Także w wyścigu po sukces. Jak wynika z ankiety, przeprowadzonej w korporacjach i bankach pod kierunkiem prof. Mariusza Jędrzejki, wyścig szczurów, który skopiowali z Zachodu polscy yuppies, nie padł śmiercią naturalną. Odżył wraz z poprawą sytuacji w gospodarce. Respondenci, z którymi rozmawiali badacze, nie kryli zadowolenia z tego, że się rozwijają, dobrze zarabiają i w niczym nie ustępują kolegom z Zachodu. I tu się mylą, gdyż nie potrafią żyć po pracy na luzie, tak jak Włosi, Hiszpanie, a nawet Niemcy. Często nie potrafią odpoczywać, zachowując się tak, jakby człowiek żył tylko po to, by pracować. Gdy opuszczą siedzibę banku czy korporacji, zasiadają przed komputerem, by nadal ścigać się o
premię i uznanie szefa. Jeżdżą na tygodniowe urlopy, na których można tylko odreagować napięcie, ale nie wypocząć. Jak wynika z badań, nie mają planu "B". Nie myślą, co będzie, jak stracą pracę. Dopalają się na full napojami energetyzującymi, alkoholem i narkotykami. Nie wiedzą, że właśnie to przyspieszy kres ich kariery.