Do naszej redakcji zgłosił się pasażer, który podróżując na trasie Gryfino - Szczecin przy średniej temperaturze 10 stopni na zewnątrz, o mało nie usmażył się na siedzeniu w pociągu. - Okna nie można otworzyć, bo starsi ludzie krzyczą, że wieje. A gdy w wagonie są plastikowe czerwone siedzenia, pod którymi znajdują się grzejniki, jest tak gorąco, że nie można wysiedzieć - uskarżał się na jakość podróży.
W internecie na forach dyskusyjnych można wyczytać takie historie: „Heh, ja w grudniu stopiłem podeszwę w EN57. Czułem miłe ciepełko, aż w końcu podejrzany zapach zbiegł mi koło nosa i od razu domyśliłem się, że podeszwa jara się” (xzielak - 03-01-2011, INFO KOLEJ - forum kolejowe). Narzekania pasażerów od lat są takie same, a sytuacje z nieznośną temperaturą zdarzają się najczęściej w podmiejskich pociągach w całej Polsce.
Na wysoką temperaturę, której niestety nie można wyregulować, narażeni są głównie pasażerowie podróżujący starym ponad 20-letnim taborem, w tym słynnym i jeszcze bardzo powszechnym pociągiem EN57. Wiek pociągów potwierdza rzecznik spółki Przewozów Regionalnych Piotr Olszewski: - Zdecydowana większość elektrycznych zespołów trakcyjnych Przewozów Regionalnych to konstrukcje sprzed półwiecza.
Rzecznik wyjaśnia Wirtualnej Polsce przyczyny przegrzewania. Chodzi o konstrukcję i pierwotne przeznaczenie pociągów serii EN57 z siedzeniami plastykowymi. - Były budowane pod kątem obsługi pociągów typowo podmiejskich. Założono, że czas jazdy pasażera będzie stosunkowo krótki, a przy wielokrotnym zatrzymywaniu się takiego pociągu na każdym przystanku, grzejniki muszą być bardzo wydajne, by ogrzewać wychładzaną przestrzeń pasażerską - stwierdza Piotr Olszewski. Dodaje, że obecnie 120 pojazdów to pociągi z siedzeniami plastykowymi.
Rzecznik spółki zapewnia, że Przewozy Regionalne wycofują sukcesywnie stary tabor i korzystają z pieniędzy unijnych na zakup nowego: - Montowane obecnie siedzenia mają ergonomiczny kształt i lepszą izolację termiczną, co pozwala uniknąć "palącego" lub "lodowatego" efektu w zetknięciu z ciałem człowieka – obiecuje Piotr Olszewski.
Janusz Piechociński z PSL na nasze pytanie, kiedy w końcu zniknie problem przegrzanych pociągów, w których albo jest zimno, albo nie można wysiedzieć, a pasażerom czasem topią się nawet podeszwy w butach, dodaje zdecydowanie: - Wtedy, gdy wagon będzie miał statystyczne nie więcej niż 10 lat, będzie w okresowych przeglądach, będzie garażował pod dachem, a nie na wolnym powietrzu.
Na takie pytanie od odpowiedzi uchyla się PKP Energetyka S.A., która dostarcza energię elektryczną dla przewoźników kolejowych. Z pytaniem o zarządzanie zużyciem i gospodarowanie energią odsyła z powrotem do przewoźników i producentów taboru.
Co więc może zrobić pasażer, gdy ma dość siedzenia na przegrzanym plastikowym siedzeniu. Choć w pkt.1 art. 14 Prawa przewozowego możemy przeczytać, że „przewoźnik jest obowiązany do zapewnienia podróżnym odpowiednich warunków bezpieczeństwa i higieny oraz wygody i należytej obsługi”, to w przypadku przegrzanego pociągu trudno dochodzić swoich praw. Musielibyśmy wykazać popartą dowodami szkodę na własnej osobie w postaci choroby, uszczerbku na zdrowiu, gromadząc m.in. oświadczenia współpasażerów z ich danymi osobowymi. W jednostkowym przypadku jest to bardzo trudne do wykonania i udowodnienia przed sądem, a cała sprawa może nas kosztować więcej niż bilet był wart.
Choć czasem pasażerowie kolei odnoszą sukces w walce z pociągami-saunami. Tak było latem zeszłego roku w Niemczech. Aż 23 tys. pasażerów otrzymało łącznie 2,7 mln euro odszkodowania od Deutsche-Bahn za uszczerbek na zdrowiu w wyniku zbyt wysokiej temperatury i braku działania klimatyzacji. Niemieckie koleje postanowiły każdemu pasażerowi dodatkowo zwrócić cenę biletu w formie talonów na kolejne przejazdy.
A w Polsce? Urząd Transportu Kolejowego po zimowych skargach na PKP uruchomił 14 lutego specjalny adres pasazer@utk.gov.pl, który - jak głosi informacja prasowa - „ma służyć monitorowaniu jakości obsługi podróżnych i zbieraniu opinii o pracy przedsiębiorstw świadczących usługi przewozowe”. Postanowiliśmy więc sprawdzić, jak działa. Okazało się, że wysyłając wiadomość zarówno z adresu redakcyjnego Wirtualnej Polski, jak i - co jest zastanawiające - z innych prywatnych komercyjnych adresów pocztowych otrzymywaliśmy zwroty z komunikatem o odrzuceniu nadawcy.
Urząd Transportu Kolejowego zapewnia, że wszystkie maile dotarły i odpowiada, że wbrew powszechnym narzekaniom pasażerów na przegrzane pociągi i przypadki topienia podeszew, nie odnotował takich zgłoszeń. Mimo tego Grzegorz Mazur, rzecznik UTK, w swej odpowiedzi dla Wirtualnej Polski podkreśla: - W razie otrzymania przez Prezesa UTK sygnałów dotyczących zbyt wysokiej temperatury w wagonach może on wezwać przewoźnika do złożenia wyjaśnień. Jak dodaje rzecznik, UTK może nałożyć również karę w wysokości 2% rocznego przychodu przewoźnika.
Czy wysoka i dość odstraszająca kara wydaje się realna? Z odpowiedzi, jaką uzyskaliśmy, wynika, że choć „jednym z monitorowanych elementów jakości powinna być jakość powietrza w wagonach”, to… „stwierdzenie przekroczenia temperatury, określonej przez przewoźnika w ustanowionej przez niego normie jakości obsługi, nie stanowi naruszenia przepisów z zakresu ochrony praw pasażera nadzorowanych przez Prezesa UTK”.
Wydaje się więc, że jedynie, co może zrobić pasażer, to cierpliwie czekać na wymianę taboru na nowszy. Na trasie Warszawa - Łódź jeździ już 14 zupełnie nowych pociągów serii ED74. W środku cicho, neutralny zapach, temperatura pokojowa, a jak jakiś obcokrajowiec ma szczęście, to spotka tam nawet młodą i ładną panią konduktor mówiącą płynnie po angielsku. To swoisty ewenement w komforcie i jakości podróży polskimi kolejami, której standardy obsługi klienta wiele jeszcze pozostawiają do życzenia.
Ireneusz Fryszkowski
Wirtualna Polska