Trwa ładowanie...
d10oj0q

Na razie na ciepłej zimie oszczędzamy krocie. Później odbije nam się to czkawką

Jak na razie ciepła zima oznacza dla nas spore oszczędności. Na samym ogrzewaniu mieszkań jesteśmy do przodu o kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Duże miasta zaś oszczędziły po kilkadziesiąt milionów, które poszłyby na usuwanie śniegu. Jednak to, co zyskamy dziś, stracimy za kilka miesięcy.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Ogrzewanie co prawda drożeje, ale ciepła zima powoduje, że ciepły kaloryfer to coraz tańszy luksus.
Ogrzewanie co prawda drożeje, ale ciepła zima powoduje, że ciepły kaloryfer to coraz tańszy luksus. (Shutterstock.com)
d10oj0q

- Właśnie dostałem rozliczenie ze spółdzielni. Koszt ogrzewania mieszkania spadł mi o ponad 50 złotych miesięcznie. W spółdzielni wytłumaczyli, że to efekt ciepłej zimy. Centralne grzeje słabiej, a ludzie – w tym ja – mniej odkręcają termostaty. No i są efekty – mówi WP Finanse pan Tomasz, mieszkaniec warszawskiej Chomiczówki.

Według prognoz analityków tej zimy na ogrzewanie wydamy o 20-25 proc. mniej pieniędzy niż w poprzednim sezonie. Problem w tym, że prawdopodobnie tej różnicy nie odczujemy w portfelu. Powodem są podwyżki w spółdzielniach, o których już pisaliśmy w WP Finanse. Wzrost płacy minimalnej oraz cen prądu spowodowały, że część wspólnot i spółdzielni podniosła czynsze oraz inne opłaty.

Wiele osób nie zauważy też różnicy od razu – powodem są różne sposoby rozliczeń za ciepło. W jednych spółdzielniach płaci się za rzeczywiste zużycie w lokalu, w innych ciągle króluje ryczałt. Standardem są miesięczne zaliczki na energię cieplną, rozliczane potem co pół roku lub rok. W przypadku pana Tomasza spadła właśnie wartość zaliczki. Rzeczywisty poziom oszczędności pozna on za kilka miesięcy.

d10oj0q

Obejrzyj też: Ciepła zima sprzyja rozwojowi pasożytów

Warto jednak pamiętać, że grzejemy mniej, ale dłużej. Paradoksalnie wydłużył się okres grzewczy. Jeszcze 20-30 lat temu był on dość sztywno ustalony, obecnie zaczyna się coraz wcześniej i kończy później. To również efekt zmian klimatycznych – po prostu zimy nie są już ostre, ale bardziej rozciągnięte w czasie.

Dość powiedzieć, że w XXI wieku statystyczny sezon grzewczy wydłużył się o 3 tygodnie. Spora w tym też zasługa nowych technologii – w końcu możemy mieć ciepło wtedy, kiedy chcemy. Kaloryfery można rozkręcić na noc, skręcić na dzień i przez całą jesień, zimę i wiosnę regulować sobie temperaturę wedle upodobań.

d10oj0q

Czy to jedyna forma oszczędności na ciepłej zimie?

Nie, mniej wydają też miasta i gminy, w których mieszkamy. Chodzi na przykład o ogrzewanie wspólnych budynków – ratuszy, biur, szkół, bibliotek. Pieniądze nie są też wydawane na utrzymanie przejezdności dróg i ulic. Ale o tym miasta na razie wolą nie mówić i to z kilku powodów.

Zobacz też: Pół Polski powinno być już pod śniegiem. Mamy zimę trzydziestolecia, tyle że najcieplejszą

d10oj0q

Bo zima może jeszcze zaatakować i wtedy pieniądze na odśnieżanie rozejdą się. Poza tym odśnieżanie kosztuje nawet wtedy, gdy nie jest prowadzone – służby muszą być w stałej gotowości do akcji. Ale jest to oczywiście o wiele tańsze od prowadzenia odśnieżania na bieżąco. Mniejsze samorządy, które oddelegowują do odśnieżania dróg własnych pracowników, po prostu przesuwają ich do innych zajęć.

W przypadku miast mówimy o naprawdę dużych pieniądzach. Na przykład Warszawa na tegoroczną zimę ma odłożone 80 mln złotych, tyle samo, co w zeszłym sezonie.

- Pieniądze te mają wystarczyć na odśnieżenie 1500 km ulic i ponad 3 mln m.kw. chodników. Do końca stycznia stołeczny ratusz wydał 14 mln zł na działania zimowe - informuje nas Zarząd Oczyszczania Miasta (ZOM). Rok temu na odśnieżanie i sypanie piaskiem i solą poszło ok. 52 mln złotych.

Zobacz też: Zimą pracownikom należy się szczególne traktowanie, zwłaszcza tym, którzy pracują na zewnątrz

d10oj0q

Czy miasto stanie się bogatsze?

Nie wiadomo, ile uda się zaoszczędzić. Wiadomo jednak, że stolica chętnie te pieniądze przesunie na inne zadania.

Nie ma też pewności, czy środki zaoszczędzone na odśnieżaniu nie będą musiały zostać przeznaczone na remonty dróg. Polscy kierowcy często narzekają na popękaną nawierzchnię i dziury, które pojawiają się na wiosnę. "A w Szwecji zima jest surowa, zaś drogi nie są popękane" – mówi wiele osób. Właśnie w tym tkwi problem: w naszej strefie klimatycznej opady zamarzają i topią się często, niszcząc w ten sposób nawierzchnię. Dla asfaltu 2 miesiące ciągłego mrozu byłyby o wiele lepsze niż utrzymujące się wahania temperatury.

d10oj0q

Z pewnością ciepła zima wpłynie negatywnie na ceny żywności w 2020 roku. Zaburzony został cykl życia roślin. Rolnicy i sadownicy modlą się o to, by nie przyszedł już żaden mróz – bo do cna załatwi zboża i owoce, które już zaczynają rosnąć. Na dodatek brak opadów śniegu zwiastuje suszę – do gleby nie trafi woda z roztopów. To wszystko sprawia, że ciepła zima oznacza i oszczędności i problemy.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Podziel się opinią

Share

d10oj0q

d10oj0q
d10oj0q