Najubożsi nie mają co liczyć na dodatki mieszkaniowe
Sejm odrzucił w pierwszym czytaniu
projekt nowelizacji ustawy o dodatkach mieszkaniowych, autorstwa
PiS.
Za odrzuceniem projektu głosowało 241 posłów, przeciw było 201, nikt nie wstrzymał się od głosu.
Celem projektu - zdaniem wnioskodawców - miała być pomoc najuboższym. Zmiany zakładały, że do wyliczenia dochodu uprawniającego do uzyskania dodatku mieszkaniowego nie będzie brany pod uwagę dodatek pielęgnacyjny. Według wnioskodawców, skoro do tego wyliczenia nie wchodzi zasiłek pielęgnacyjny, to dodatek pielęgnacyjny o podobnym charakterze również nie powinien być uwzględniany.
Zgodnie z projektem, do katalogu wydatków ponoszonych na utrzymanie mieszkania (potrzebnych do wyliczenia dodatku mieszkaniowego) miały być doliczane opłaty za gaz i energię elektryczną.
W ocenie PO, projekt jest "wewnętrznie sprzeczny i niespójny", bo z jednej strony podnosi wydatki budżetu, a z drugiej obniża jego dochody, nie podając, jak zostanie to budżetowi zrekompensowane.
Krzysztof Michałkiewicz (PiS) mówił we wtorek w Sejmie, że w obliczu kryzysu finansowego nie można zapomnieć o najbiedniejszych obywatelach. Dlatego posłowie przygotowali taki projekt.
Projekt krytykował wiceminister infrastruktury Piotr Styczeń. Podczas wtorkowej debaty w Sejmie poinformował, że w 2007 roku średnio miesięcznie było wypłacanych około 600 dodatków mieszkaniowych. Jego średnia wysokość wyniosła w ubiegłym roku 147 zł.
Wiceminister zapewnił, że trwają prace nad sposobem rozwiązania problemów najuboższych indywidualnych odbiorców energii elektrycznej i gazu, których mogą dotknąć podwyżki, jednak prace nad takimi rozwiązaniami się nie skończyły.