Trwa ładowanie...

Nieekologiczne górnictwo traci kredyty

Brak możliwości pożyczania pieniędzy w EBOiR zmusiłby inwestorów do rezygnacji z przedsięwzięć ryzykownych i nierentownych, w tym nowych elektrowni węglowych.

Share
Nieekologiczne górnictwo traci kredyty
Źródło: Thinkstockphotos
dpm68z9

W ostatnich miesiącach obostrzenia w udzielaniu kredytów dla firm górniczych przyjęły najważniejsze publiczne instytucje finansowe: Bank Światowy i Europejski Bank Inwestycyjny. Teraz międzynarodowe pozarządowe organizacje ekologiczne zajmujące się ochroną klimatu (350.org.), CEE Bankwatch Network i WWF domagają się, by od finansowania inwestycji opartych na węglu odciął się Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOiR). W Polsce ekolodzy chcą, by EBOiR zrezygnował z udzielania pożyczek także na inwestycje, które pośrednio przyczyniają się do rozwoju górnictwa. Przykładem jest rozważany przez EBOiR kredyt dla Enei budującej nowy blok węglowy w elektrowni w Kozienicach.

– Takie pożyczki umożliwiają dużym spółkom budującym bloki węglowe przesuwać kapitał inwestycyjny z segmentu dystrybucji energii, gdzie łatwo o finansowanie z banków prywatnych, do wytwarzania energii opartej o węgiel – twierdzi koordynator ds. energii w CEE Bankwatch Network Kuba Gogolewski. Jego zdaniem, brak możliwości pożyczania pieniędzy w EBOiR zmusiłby inwestorów do rezygnacji z przedsięwzięć ryzykownych i nierentownych, do jakich, według ekologów, mają się zaliczać projekty nowych elektrowni węglowych. A te ostatnie mają dla polskich kopalń znaczenie strategiczne. Przy spadku cen węgla, słabnącej konsumpcji w kraju i rosnącej konkurencji na rynkach eksportowych, zapewniają stały zbyt.

Banki zamykają kasy

Na razie polskie banki nie komentują decyzji Banku Światowego ani żądań ekologów. Ale w innych krajach Europy kopalniom o kredyty jest zdecydowanie coraz trudniej. Bo lista instytucji finansowych, które wycofują się z kredytowania górnictwa, coraz bardziej się wydłuża. Przykładowo bank HSBC nie finansuje już na terenie Unii Europejskiej projektów węglowych o planowanej mocy ponad 500 megawatów, w przypadku których emisja CO2 jest większa niż 550 gramów na kilowatogodzinę.

dpm68z9

Listę wykluczonych z finansowania przedsięwzięć sporządził wiosną ubiegłego roku Nordycki Bank Inwestycyjny. Wpisał na nią wszystkie projekty o mocy ponad 50 MW opalane węglem lub paliwem o równej lub większej od węgla emisyjności. To nie wszystko: bankowcy NBI odmawiają także kredytowania inwestycji w innych sektorach, jeśli mogłyby one przyczynić się do budowy szkodliwych dla środowiska elektrowni. Inna nordycka firma – ubezpieczeniowy gigant Storebrand, mocno rozszerzyła dotychczasową listę niechcianych kredytobiorców. W połowie tego roku znalazło się na niej kolejne 19 firm z sektora górniczego, bo nie spełniają ekologicznych standardów. W sumie, właśnie z tego powodu, Storebrand wykluczył już ze swojego portfela inwestycyjnego 177 przedsiębiorstw.

Także w ubiegłym roku, kryteria przyznawania kredytów dla przemysłu węglowego zaostrzył bank Portigon, w którym pierwsze tego typu obostrzenia wprowadzono jeszcze w roku 2010. Teraz potencjalni klienci muszą przedstawiać niezależne raporty eksperckie, które potwierdzają, że w podobnej wielkości nakładów nie mieszczą się inne, bardziej ekologiczne rozwiązania. Inwestorom dodatkowo stawiany jest także wymóg, by ich projekty finansowane przez Portigon były najlepszą dostępną technologią (BAT).

Nie chcą nowych maszyn

Polskie spółki górnicze, jak na razie, finansują większość inwestycji z własnej kieszeni. Ale po dobrym dla górnictwa roku 2012, nakłady inwestycyjne spadają. W pierwszym kwartale 2013 roku wartość inwestycji w górnictwie węgla kamiennego wyniosła 576,5 mln zł i była o 13 proc. niższa niż w tym samym czasie przed rokiem. Szczególnie mocno zmalała zakupy maszyn górniczych – o 32 proc.

Ten spadek może być jeszcze większy, bo kopalniane kasy będą pustoszeć: wyniki finansowe branży przy spadających cenach węgla słabną, więc o gotówkę będzie coraz trudniej. Tymczasem finansowanie zewnętrzne inwestycji pod względem wartości jest coraz mniejsze. Według analityków BRE, wartość wydatków firm górniczych finansowanych leasingiem spadła w pierwszym kwartale tego roku do poziomu 12,6 mln zł. Tymczasem rok wcześniej ta wartość była przeszło siedmiokrotnie większa. Ale bankowcom trudno się dziwić: branża jest odporna na próby zwiększenia jej efektywności, co czyni pożyczanie jej pieniędzy ryzykownym. Wszystkie reformy i restrukturyzacje sektora górnictwa węgla kamiennego od 1990 roku nie osiągnęły podstawowego celu, jakim jest znaczny wzrost wydajności pracy. W rezultacie polski węgiel na otwartym rynku UE nie jest konkurencyjny wobec węgla z Afryki Południowej. Natomiast rosnący import taniego rosyjskiego węgla do Polski coraz skuteczniej wypiera polski węgiel z polskiej energetyki.

dpm68z9

Zdecydowanie słabszy pod względem inwestycji będzie obecny rok także dla producentów maszyn i urządzeń górniczych. – W związku ze spadkami cen węgla na światowych rynkach i niską sprzedażą na terenie kraju, inwestycje w maszyny i urządzenia ograniczane są do najbardziej pilnych – wskazuje analityk Domu Inwestycyjnego BRE Jakub Szkopek.

Australia szasta dolarami

Co innego w krajach, w których wydobycie węgla jest dużo tańsze, a normy związane z emisja CO2 nie są tak surowe jak w krajach Unii Europejskiej. Według prognoz agencji Bloomberg, największe globalne firmy górnicze planują wydanie na rozwój do 2015 roku blisko 250 miliardów dolarów. W ostatnim kwartale inwestycje mocno rosły m.in. w Australii, która jest siedziba potężnych spółek surowcowych Rio Tinto i BHP Billiton. Ta ostatnia w sierpniu zacznie budowę kopalni minerałów zawierających potas. Przedsięwzięcie realizowane w ramach kanadyjskiego projektu Jansen pochłonie 2,6 mld dol. Z kolei według branżowego portalu mining.com, Rio Tinto wyda 5 mld dol na rozbudowę kopalń rudy żelaza w Australii, dzięki czemu ich roczna wydajność zwiększy się do 360 mln ton. Inna górnicza firma – Whitehaven Coal – właśnie rozpoczyna budowę kopalni Maule Creek w Nowej Południowej Walii. Kopalnia będzie kosztować prawie 770 mln dol. Planowane roczne wydobycie to 13 mln ton.

Australijskie kopalnie chcą zwiększyć produkcję, bo liczą na wzrost zamówień z Chin. Jeszcze w ubiegłym roku ten potężny odbiorca zmniejszył kontrakty z powodu spowolnienia gospodarczego, które ograniczyło zapotrzebowanie na węgiel i obniżyło jego ceny. Z tego powodu w Australii zawieszono kilka dużych inwestycji wydobywczych, a 11 tys. górników straciło pracę. Teraz jednak sytuacja zaczyna się odwracać. Według szefa BHP Billiton Andrew Mackenzie, w ciągu najbliższych 15 lat wzrost popytu na wiele surowców wydobywanych przez australijski przemysł wydobywczy sięgnie aż 75 proc. Dlatego właśnie teraz górnictwo powinno zwiększać konkurencyjność, by wykorzystać nadchodzące okazje do zwiększenia sprzedaży. – Nie pytajmy o to, czy w Azji będzie popyt na surowce. Pytajmy o to, które państwa zapewnią ich dostawy – podkreśla Mackenzie.

Niebezpieczna bańka

Jednak w Unii Europejskiej górnictwo będzie się kurczyć. Wydobycie w latach 2009-11 spadło ze 135 do 129 mln ton, choć w tym samym czasie wzrósł import węgla: ze 189 do 198 mln ton. Ale według prognoz Międzynarodowej Agencji Energetycznej, zużycie węgla w UE będzie w następnych latach maleć o 2,5 proc. rocznie, by w 2035 roku spaść do zaledwie 200 mln ton.

dpm68z9

To sprawia, że wielkie instytucje finansowe ograniczając inwestycje w przemysł górniczy starają się zapobiec powstaniu tzw. bańki dwutlenku węgla – przeszacowania zasobów, których nie będzie można wykorzystać. – Zobowiązania EBI wpisują się w szerszy trend wśród instytucji finansowych, które ze względu na politykę klimatyczną odchodzą od inwestowania w węgiel – zwraca uwagę CEE Bankwatch Network.

EBI wprowadził też inne obostrzenia dla projektów energetycznych. Próg emisyjności może zostać jeszcze obniżony do połowy 2014 roku, by odzwierciedlać postanowienia Energetycznej Mapy Drogowej z grudnia 2011 dotyczące emisji dwutlenku węgla, a także nowe zobowiązania, którymi może zakończyć się obecna dyskusja nad poziomami emisji przewidzianymi na rok 2030.

Przy ocenie opłacalności projektu inwestycyjnego EBI przyjmuje, że tona dwutlenku węgla kosztuje 28 euro: ten poziom ma odzwierciedlać cele redukcji emisji przyjęte przez państwa członkowskie Unii Europejskiej. Ale cena będzie rosnąć: docelowy poziom to 45 euro w 2030 roku. Ponadto ubiegające się o kredyty przedsięwzięcia muszą spełniać wymogi europejskich dyrektyw (między innymi dyrektywy CCS oraz dyrektywy o emisjach przemysłowych, które nie zostały jeszcze wprowadzone do polskiego prawa), mają być budowane przy zastosowaniu najlepszej dostępnej technologii i muszą być poddane testowi na dostępność i opłacalność alternatyw niskowęglowych. Ten ostatni pozwoli bowiem wycenić wpływ emitowanych szkodliwych substancji na zdrowie, środowisko, a nawet dobra kulturowe. – Nowa polityka energetyczna EBI jest częścią unijnej rzeczywistości, w której kontynuowanie strategii „węglowej” staje się coraz trudniejsze i traci na atrakcyjności wobec innych kierunków rozwoju energetyki – twierdzi Gogolewski.

Ekologom zależy, by podobnie działał EBOIR. Tym bardziej, że według CEE Bankwatch Network, pomiędzy rokiem 2006 a 2011, kiedy obowiązywała obecna polityka energetyczna EBOiR, kwota udzielanych przez niego pożyczek dla inwestycji w branżę węglową wzrosła z 60 do 262 milionów euro rocznie. Natomiast udział takich pożyczek w całym energetycznym portfolio banku wynosił 48 proc.

dpm68z9

Gdyby polskie banki przestały finansować górnictwo, spółkom węglowym pozostałoby jedno wyjście: prywatyzacja. Przymiarki do wejścia na giełdę trwają od lat, ale finalizacja stale się odwleka, czego przykładem może być Katowicki Holding Węglowy. Na przeszkodzie staje brak zgody ze strony kopalnianych związków zawodowych i samych górników. Ale można im się nie dziwić: w obecnej rzeczywistości kopalnie musiałyby funkcjonować dużo bardziej efektywnie, co nie byłoby możliwe bez dużo większej dyscypliny finansowej, a także redukcji zatrudnienia.

Radosław Brzeziński

dpm68z9

Podziel się opinią

Share
dpm68z9
dpm68z9