Prezent dla nauczyciela można wręczyć na koniec roku. Przed wystawieniem ocen może być łapówką

Biżuteria, elektronika, skórzane portfele królują na liście prezentów, wręczanych na koniec roku najbardziej lubianym nauczycielom. Nie wszystkim się to podoba, niekiedy padają zarzuty o korupcję. I coś jest na rzeczy: prezenty dla nauczycieli mogą być łapówką, wiele zależy od okoliczności.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Dawanie nauczycielom drobnych prezentów nie budzi zastrzeżeń. Co innego, gdy są one większej wartości
Dawanie nauczycielom drobnych prezentów nie budzi zastrzeżeń. Co innego, gdy są one większej wartości (East News, Fot: Ryszard Biel/REPORTER)
WP

- Córka kończy trzecią klasę, więc zbieramy pieniądze na biżuterię dla wychowawczyni. Zrzucamy się po 30 zł, do tego po 10 zł na upominki dla pozostałych nauczycieli – mówi Anna. Nie widzi problemu, bo tak samo było w przypadku starszego dziecka. Ilekroć wychodził spod skrzydeł dotychczasowego wychowawcy, rodzice kupowali coś droższego: raz był to robot kuchenny, innym razem - biżuteria.

- Sprawdzony prezent, kobiecie zawsze się spodoba – deklaruje Anna i bez słowa sprzeciwu dorzuca się do zbiórek na Dzień Nauczyciela, imieniny wychowawców swoich dzieci, koniec roku.

Prezent nie rozwiązuje szkolnych problemów

WP

Trudno jednoznacznie zaklasyfikować obdarowywanie nauczycieli, tym bardziej, że sami zainteresowani coraz częściej mówią, że woleliby nie otrzymywać ani ton kwiatów czy kilkunastu opakowań czekoladek, ani tym bardziej drogich prezentów.

- W mojej szkole uczniowie nie kupują prezentów pojedynczo, ale zrzucają się na coś większego. W zeszłym roku po rozdaniu dyplomów wyszłam ze szkoły z nowym wiecznym piórem, bransoletką, voucherem do działającego w gminie salonu kosmetycznego i zestawem książek popularnego pisarza. – opowiada Magdalena, polonistka z podłódzkiej miejscowości.

W tym roku po raz pierwszy kończy wychowawstwo, więc spodziewa się większego prezentu.

WP

- Tylko że ja wcale tego nie chcę. Czuję się niezręcznie, tak jak gdyby rodzice uznali, że skoro zarabiam niewiele, to trzeba mnie wspomóc. Przecież jestem w stanie sama zapłacić stówę za zabieg kosmetyczny – mówi.

Dodaje, że źle czuje się odbierając prezent, na który zrzucili się rodzice. Ci sami, którzy w ciągu roku przychodzili z pretensjami, wykłócali się, podważali jej kompetencje i byli po prostu jednostronni w ocenie.

- Na koniec roku kupią pióro i uważają, że nie dość, że wszystko jest w porządku, to jeszcze w kolejnym roku powinnam być dla ich dzieci milsza, bo przecież zakopali wojenny topór, podziękowali za „trud nauczania” i dali pióro na zgodę – mówi.

Gdzie się kończy wdzięczność

WP

Przez lata dzieci przynosiły nauczycielom naręcze kwiatów, czasem jakieś słodycze. To dość problematyczne prezenty, więc z czasem rodzice zaczęli prowadzić zbiórki na bardziej konkretne dowody wdzięczności. Wysoko na liście podarunków są biżuteria, drobne agd, galanteria skórzana, vouchery do sklepów.

Takie praktyki niekiedy budzą zastrzeżenia nie tylko nauczycieli, ale i rodziców, dla których takie zbiórki są obciążeniem finansowym. Wyłamać się jednak trudno, bo co inni powiedzą? Więc dorzucają się do wspólnej kasy.

WP

Są też tacy, którzy przekonują, że prezenty, których wartość jest wyższa niż symboliczne parę złotych, to korupcja.
Przepisy nie regulują, które prezenty (i w jaki sposób wręczane) mogą być zakwalifikowane jako korupcja, a które są dopuszczalne. Dyrektorzy mogą zawrzeć postanowienia w regulaminie szkoły, ale nie będą one miały mocy powszechnie obowiązującej.

Sąd Najwyższy: prezent ma być symboliczny

Skoro przepisy milczą na temat dopuszczalności tego czy innego prezentu, to może w orzecznictwie znajdziemy jakąś wskazówkę?

W 1988 r. do Sądu Najwyższego trafiło pytanie, czy zakupione ze składek uczniów upominki dla nauczycieli są korzyścią majątkową, której przyjęcie jest równoznaczne z korupcją.

WP

Sąd uznał, że "korzyścią majątkową jest każdy przyrost majątku lub zmniejszenie zobowiązań majątkowych, z równoczesnym uznaniem od strony negatywnej, że nie stanowi korzyści majątkowej świadczenie takich przedmiotów, które tylko symbolicznie wyrażają wdzięczność ofiarodawcy i mają wartość pieniężną nie przekraczającą takiego symbolu".

Czyli nie jest korzyścią majątkową prezent o małej wartości. Dosłowne rozumienie postanowienia prowadzi do przekonania, że zastawa stołowa sprezentowana przez grono 25 uczniów to jednak korzyść majątkowa, bo jej wartość przekracza drobną, symboliczną kwotę.

Rozumiejąc specyfikę szkoły i zwyczajów związanych choćby z dniem nauczyciela, Sąd Najwyższy poszedł dalej w rozważaniach i zauważył, że "istnieją trudności i wątpliwości co do ustaleń i ocen, czy określone świadczenia (upominki czy prezenty) można uznać za łapówki na tle złożonej dość sytuacji w zakresie stosunków i kontaktów między nauczycielami a uczniami".

Bo zwyczaj wręczania "okazjonalnych dowodów wdzięczności w postaci kwiatów albo innych symbolicznych upominków za ich trud pedagogiczny" istnieje i nie ma co z nim polemizować.

Sąd dostrzega więc specyfikę relacji nauczyciel-rodzice-uczniowie, ale nie rozstrzyga, gdzie przebiega granica między drobnym "wyrazem wdzięczności" a łapówką.

- Granica między dopuszczalnym upominkiem a niedopuszczalną łapówką nie jest ani ścisła, ani łatwa do ustalenia i może być dokonywana tylko dla każdego wypadku indywidualnie – czytamy w postanowieniu.

Ważna wartość, ale i kontekst

Dzięki temu, że Sąd nie wskazał żadnych widełek, w których może się zawierać wartość prezentów, postanowienie pozostało aktualne niezależnie od zmiany wartości pieniądza. Można tylko żałować, że Sąd nie wskazał kryteriów oceny, które prezenty są dozwolone, a przy których powinno się zapalić czerwone światełko. Bo może czym innym jest książka, a czym innym biżuteria - nawet skromna, w cenie zbliżonej do książki.

Na pewno znaczenie ma kontekst, w jakim prezent jest ofiarowany. Inaczej traktuje się wręczenie nauczycielowi nawet stosunkowo drogiego prezentu od całej klasy na koniec roku, a inaczej sytuację, w której rodzic, pod pozorem przedyskutowania sposobu, jak pomóc dziecku w nauce, na koniec rozmowy kładzie na stole zegarek, bransoletkę czy jakikolwiek inny podarunek.

Nauczyciel natychmiast powinien zażądać zabrania go, gdyż nie da się usprawiedliwić wręczania prezentów przed ważnym sprawdzianem, egzaminem lub wystawieniem ocen końcowych.

Prezent jest w takim przypadku łapówką, gdyż ma pomóc wręczającemu w załatwieniu określonej sprawy.

Prezenty dla nauczycieli – miły zwyczaj czy praktyka, z którą należy skończyć? Jak wygląda sprawa dawania prezentów w szkole, do której uczęszcza Wasze dziecko? A jeśli jesteście nauczycielami, to jak sprawa wygląda z waszego punktu widzenia? Piszcie na [ dziejesie.wp.pl]

Polub WP Finanse
WP
WP