Trwa ładowanie...
ceny

Spadające ceny mogą zagrozić planom rządu PiS. Budżet się załamie?

Jeżeli deflacja w Polsce się utrzyma, wpływy z podatku VAT mogą być niższe od pierwotnie zakładanych.

Share
Spadające ceny mogą zagrozić planom rządu PiS. Budżet się załamie?
Źródło: PAP, Fot: PAP/Paweł Supernak
d2aeyqr

O 16 miliardów złotych PiS chce zwiększyć wydatki w przyszłorocznym budżecie w porównaniu do tego, co zakładał rząd PO. Jednocześnie gabinet Beaty Szydło zakłada wzrost dochodów w kasie państwa. Problem w tym, że te plany mogą zostać pokrzyżowane przez przeciągającą się i przez to coraz groźniejszą deflację.

Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego listopad był już siedemnastym miesiącem z rzędu, gdy ceny w Polsce spadały. Tym razem ogólny wskaźnik cen był niższy o 0,6 procent wobec tego samego miesiąca ubiegłego roku. Najwyraźniej deflację widać w cenach paliw, które w listopadzie były o prawie 13 procent niższe niż przed rokiem. Mniej płacimy również za energię (-0,7 procent). Z kolei ceny żywności utrzymują się na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego (+0,1 procent).

Źródło: GUS.

d2aeyqr

Informacje, które cieszą konsumentów, stanowią dla rządzących nie lada wyzwanie. Cała polityka gospodarcza w Polsce oparta jest bowiem na założeniu, że w idealnej dla gospodarki sytuacji ceny rosną o 2,5 procent w skali roku - to tzw. cel inflacyjny. Ekonomiści zgadzają się, że w krótkim okresie deflacja nie jest zła, ale w dłuższym może prowadzić do spowolnienia gospodarczego. Dzieje się tak m.in. dlatego, że konsumenci, a także firmy zaczynają oczekiwać, iż ceny będą dalej spadać i wstrzymują się z zakupami i inwestycjami. Dla rządzących spadające ceny oznaczają natomiast niższe wpływy z podatków. Gdy budżet jest napięty, to bardzo zła wiadomość.

PiS chce zwiększyć wydatki i nie ruszyć deficytu. To realne?

I to właśnie z tym problemem w przyszłym roku będzie musiał zmierzyć się rząd PiS. W budżecie państwa - uchwalonym jeszcze za czasów rządów PO - przyjęto założenie, że w 2016 roku wskaźnik cen w Polsce wróci "na plus" i będziemy mieli do czynienia z inflacją.

Chociaż jest to realny scenariusz, to jednak zakładanie wysokich wartości inflacji przypomina raczej zaklinanie rzeczywistości. A tak jest w przypadku budżetu - rząd prognozuje w nim bowiem inflację na poziomie 1,7 procent. Tymczasem Narodowy Bank Polski, który cyklicznie opracowuje projekcje inflacji na potrzeby m.in. Rady Polityki Pieniężnej, w ostatniej wskazuje, że ceny w 2016 roku wzrosną zaledwie o 1,1 procent. Co ciekawe, NBP zmienił swoją prognozę, bo jeszcze w lipcu zakładał inflację na poziomie 1,5 procent.

"Głównym czynnikiem determinującym kształt bieżącej projekcji jest powolne tempo ożywienia w gospodarce światowej i towarzyszące mu niskie ceny surowców, w szczególności ropy naftowej, ograniczające presję inflacyjną na świecie" - tłumaczą ekonomiści NBP w raporcie.

d2aeyqr

Rozbieżności w ocenie inflacji mogą sprawić dla rządu poważny kłopot. Jak przypomina Konfederacja Lewiatan, gabinet PiS po ostatnich zmianach w projekcie budżetu na 2016 rok zakłada wydatki na poziomie 368 miliardów złotych. To o 16 miliardów złotych więcej niż planowało PO. Ale jednocześnie zwiększenie dochodów ma spowodować, iż deficyt pozostanie praktycznie na niezmienionym poziomie 54,7 miliarda złotych.

- Wychodzenie z deflacji zdecydowanie się wydłuży, co dla budżetu państwa obarczonego znacznie wyższymi wydatkami będzie problemem, bo wpływy z VAT nie wzrosną w przewidzianej wielkości - tłumaczy Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomista Konfederacji Lewiatan.

Dlaczego tak się dzieje? Wyjaśnienie jest proste. Otóż niższe ceny oznaczają jednocześnie niższe wpływy z podatku VAT, które odpowiadają za 40 proc. wszystkich przychodów państwa. Jak zauważył niedawno w Polskim Radiu Piotr Bujak, ekonomista PKO BP, wyższa inflacja to w uproszczeniu wyższa wartość wszystkich towarów, które są opodatkowane podatkiem od towarów i usług. A im wyższa wartość, tym więcej pieniędzy wpływa do państwowej kasy. - O ile konsumentom zależy, by ceny spadały, to z punktu widzenia Ministerstwa Finansów jest dokładnie odwrotnie - zaznaczył Piotr Bujak.

Wyłudzenia VAT coraz poważniejszym problemem

Aby ratować sytuację związaną z niskimi wpływami z podatku VAT, rząd zapowiada, że będzie dążył do tego, by ściągalność tego podatku była wyższa. Nie tylko rząd, ale również ekonomiści są zgodni co do tego, że co roku znaczna część środków, które powinna trafić do kasy państwa, jest ukrywana przed skarbówką.

d2aeyqr

Według najnowszego raportu firmy konsultingowej PwC prognozowana na ten rok wartość tzw. luki w podatku VAT to około 53 miliardy złotych, czyli 3 procent PKB. Tymczasem jeszcze w 2014 roku ta wartość była szacowana na 41 miliardów złotych, czyli 2,4 procent PKB. PwC przypomina, że najniższą wartość luki w podatku VAT odnotowano w 2007 roku, gdy spadła ona do 0,6 procent PKB. - Gdyby udało się ten sukces powtórzyć, redukcja wyłudzeń do poziomu z 2007 roku może przynieść budżetowi państwa ponad 42 miliardy złotych dodatkowych wpływów - zauważają analitycy PwC.

Na razie obok obietnic dotyczących większej ściągalności podatku VAT rząd planuje wprowadzić nowe podatki sektorowe, które mają przynieść budżetowi dodatkowe miliardy złotych. Mowa tu m.in. o podatku bankowym, a także o podatku, który będą płacić sklepy wielkopowierzchniowe. Pierwszy ma przynieść budżetowi około 5 miliardów rocznie, drugi - 3 miliardy złotych. Dodatkowo rząd na razie nie zamierza wywiązać się z obietnicy zniesienia podatku od kopalin, który przynosi około 2 miliardy złotych.

Eksperci jednak przestrzegają, że zarówno banki, jak i duże sieci detaliczne zawsze mogą znaleźć sposób na optymalizację obciążeń. W efekcie wprowadzenie nowych danin może przynieść niższe wpływy niż tego oczekuje rząd.

Nowa RPP będzie musiała uporać się z problemem deflacji

O tym, że wskaźnik cen w Polsce szybko nie powróci do wzrostów, świadczą również najnowsze dane publikowane przez Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych (BIEC). Publikowany przez tę instytut tzw. Wskaźnik Przyszłej Inflacji wzrósł w grudniu o 0,3 procent. To drugi wzrost z rzędu, ale ewidentnie związany z sezonowością - swoje robi przedświąteczna gorączka zakupów.

d2aeyqr

"Od początku roku jego spadki są coraz słabsze, przerywane okresami stagnacji, zaś w ostatnich miesiącach nawet niewielkimi wzrostami. Pomimo to w gospodarce w dalszym ciągu przeważają czynniki deflacyjne wspomagane impulsami zewnętrznymi związanymi głównie z utrzymującym się spadkiem cen na rynkach surowców. Stąd też, w najbliższej przyszłości spodziewać się można jedynie nieco wolniejszego spadku cen konsumpcyjnych, a w miesiącach, gdy na ogół ceny rosną z przyczyn sezonowych, wskaźnik cen CPI może nieznacznie wzrosnąć" - czytamy na stronie BIEC.

"Do najnowszych czynników niepewności, które niekoniecznie są dostatecznie brane pod uwagę należą: niebezpieczeństwo dalszego pogłębienia się recesji w Rosji, Ukrainie i na Białorusi, do których trafia nadal około 1/10 polskiego eksportu oraz oznaki nagłego słabnięcia gospodarki Chin - z potencjalnym negatywnym wpływem na eksport niemiecki oraz powiększaniem awersji do ryzyka światowych rynków wobec aktywów krajów niżej rozwiniętych. Jeśli chodzi o stopę inflacji na 2016 rok - 1,7 procent lokuje się to wśród najwyższych dostępnych prognoz ekonomicznych dla Polski, w tym znacząco powyżej ostatniej prognozy Komisji Europejskiej. W rzeczywistości nie widać przekonujących powodów dla takiego przyspieszenia" - piszą ekonomiści z Konfederacji Lewiatan.

By doprowadzić do wzrostu inflacji Rada Polityki Pieniężnej (RPP) mogłaby np. podjąć decyzje o kolejnych cięciach stóp procentowych. Warto zauważyć, że główna stopa referencyjna w Polsce obecnie jest i tak na rekordowo niskim poziomie 1,5 procent. Prognozy coraz większej liczby ekonomistów wskazują, że w przyszłym roku RPP może podjąć aż dwie decyzje o obniżkach, które sprowadzą główną stopę procentową do pułapu 1 procent. To dobra wiadomość dla osób spłacających kredyty hipoteczne w złotych, bo ich raty spadną. Z drugiej jednak strony oszczędzanie pieniędzy na lokatach w bankach stanie się już zupełnie nieopłacalne.

Możemy założyć, że taki scenariusz jest dość realny, bo o stopach procentowych w przyszłym roku będzie już decydować nowy skład RPP. Do końca lutego stopniowo będą kończyć się kadencje aż 8 z 9 członków obecnej RPP. W czerwcu ze stanowiska ustąpi prezes NBP Marek Belka, który jest jednocześnie przewodniczącym RPP. Tylko Jerzy Osiatyński zostanie na stanowisku dłużej, bo jego 6-letnia kadencja upływa dopiero pod koniec 2019 roku.

d2aeyqr

Zgodnie z polskim prawem członków RPP powołują Sejm, Senat oraz prezydent. Oznacza to, że PiS będzie miał spore pole manewru, jeżeli chodzi o zgłaszanie kandydatów do RPP, którzy będą zwolennikami prowadzenia "gołębiej" polityki, a więc cięcia stóp procentowych. W razie dołujących cen to może być jedyna nadzieja dla rządu Beaty Szydło.

d2aeyqr

Podziel się opinią

Share
d2aeyqr
d2aeyqr