Starosta powiatu Józef Kruczkowski wprowadził takie zasady na początku tego tygodnia. Pod koniec miesiąca przepalone minuty będą podliczane, a nałogowiec będzie je musiał odpracować. A jeśli w ciągu miesiąca palący urzędnik wypracował nadgodziny, za które należy mu się wolne, to będzie miał tego wolnego mniej tyle, ile czasu spędził na oddawaniu się nałogowi.
Starosta liczy, że podwładni poważnie potraktują zarządzenie i nie będą próbować oszukiwać. Dlatego nie zamierza ich kontrolować. Ale dla tych, którzy w drodze do palarni będą omijać zeszyt, nie będzie wyrozumiały. Co czeka takich palaczy? _ Nawet obcięcie premii _- mówi Kruczkowski.
Nowy przepis nie wywołał entuzjazmu wśród urzędników. Co zrozumiałe, nie zachwycił palących, ale wolni od nałogu też są nim zdziwieni. _ Ja nie czułem się pokrzywdzony tym, że w czasie, gdy pracuję, część moich kolegów robi sobie przerwy na dymka _ - mówi "Dziennikowi" inspektor BHP Kazimierz Suproniuk. (PAP)