116 zł zamiast 39 zł. Na zamkniętych grupach kwitnie handel dziecięcymi ubrankami

Tak w sieci robi się biznes na dziecięcych ubrankach. Nie chodzi jednak o sprzedaż przez oficjalne strony marek odzieżowych, ale o handel na zamkniętych grupach w mediach społecznościowych. Różnica polega na tym, że ceny są tu nawet kilka razy wyższe niż w oryginalnym sklepie.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
116 zł zamiast 39 zł. Na zamkniętych grupach kwitnie handel dziecięcymi ubrankami
(WP.PL, Fot: WP.PL)
WP

Informację o tym zjawisku dostaliśmy od jednej z naszych czytelniczek poprzez platformę #dziejesie. Oferty z ubrankami Newbie od firmy KappAhl można znaleźć w trzech dużych grupach na Facebooku. Łącznie zrzeszają one 17 tys. osób.

OGLĄDAJ: Ekspert: e-handel w Polsce ciągle raczkuje

WP

Matki na ogół odsprzedają tu używane ubranka, z których ich dzieci wyrosły. Często jest jednak tak, że sprzedawcy wystawiają produkty, które jeszcze chwilę temu były w najnowszej kolekcji. Na metce widać cenę np. 39,99 zł, a osoba wystawiająca rzecz na sprzedaż chce za nią 116 zł.

- Szukałam body dla mojej córeczki. Niestety ilość produktów Newbie w sieci jest ograniczona. I tak trafiłem na tę grupę. Rozumiem, że matki chcą pozbyć się za niewielką opłatą ubranek, które są już za małe. Ale sprzedawanie zupełnie nowych ubranek trzy lub cztery razy drożej niż w sklepie to jakiś żart – mówi nam pani Paulina.

WP.PL
Podziel się

Odsprzedaż ubranek poprzez platformy e-handlowe nie jest niczym nowym. Ofert przybywa zawsze na początku roku. Użytkownicy pozbywają się niepotrzebnych rzeczy, nietrafionych prezentów, nienoszonej odzieży. Cześć osób wystawia produkty sporadycznie. Po prostu chce zrobić porządek w szafie i wystawia daną rzecz za oryginalną cenę.

WP

CZYTAJ: 55 mld dolarów z reklam. Facebook ustanawia nowy rekord

Nie brakuje jednak osób, które z handlu internetowego zrobiły sobie działalność zarobkową. Jak twierdzi nasza czytelniczka, sklepy wrzucają na strony internetowe nowe kolekcje np. o 5 rano. Po godzinie produkty są już niedostępne, a kilka dni lub tygodni później można je znaleźć na grupach na facebook'u.

- Handel na jednej z grup urósł do takich rozmiarów, że założycielka musiała ją zamknąć. Ale za chwilę pojawiły się dwie kolejne grupy – wyjaśnia pani Paulina.

W tych miejscach panują jasne zasady. Ubranka można rezerwować na godzinę. Osoba, która pod postem napisze "biorę" ma pierwszeństwo w zakupie. Obywają się też licytacje. Cena startowa za nowe ubranko to maksymalna cena z metki i koszt wysyłki. Administratorka zaznacza, że nie ingeruje w ostateczną kwotę. Osoba, która wycofa się z licytacji, będzie zachowywać się niekulturalnie albo złamie inny punkt regulaminu, musi liczyć się z blokadą.

WP

Skarbówka bacznie przygląda się takim transakcjom. Podczas gdy łatwiej jest je skontrolować np. na Allegro, tak znacznie trudniej zajrzeć do grup w mediach społecznościowych, do których wpuścić mogą nas tylko administratorzy. Tymczasem w świetle prawa regularna sprzedaż rzeczy w internecie oznacza, że trzeba odprowadzić podatek.

DOWIEDZ SIĘ: Amazon najbardziej wartościową marką świata. Facebook dopiero siódmy w zestawieniu

Tak jest, gdy produkt jest zupełnie nowy lub ma mniej niż pół roku. Wtedy sprzedaż trzeba odnotować w zeznaniu rocznym PIT-36 w rubryce "Inne źródła przychodów" jako przychód z tzw. odpłatnego zbycia. Daninę zapłacimy dopiero wtedy, gdy okaże się, że przekroczyliśmy kwotę wolną od podatku, czyli 3019 zł.

O tym, że fiskus jest nieprzejednany dowiedziała się kobieta, które w latach 2007-2009 sprzedawała hurtowo rzeczy na Allegro (łącznie było to ponad 1,7 tys. transakcji). Niestety, nie uznała za stosowne, by zarejestrować działalność i prowadzić księgę podatkową. Sprawa trafiła do sądu, a ten uznał że sprzedawczyni musi oddać zaległą daninę.

WP

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

WP
WP