Belka uderza w PiS. "Nie chcą euro, bo nie chcą integracji europejskiej"

Były premier i prezes NBP oskarża Prawo i Sprawiedliwość o niechęć do integracji europejskiej - czytamy w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej". Euro jest według niego konieczne i nie ma co się ociągać z jego przyjęciem. Podpisał w tej sprawie apel do premiera Morawieckiego. Według niego brak euro hamuje inwestycje i - co za tym idzie - wzrost gospodarczy.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Marek Belka jako prezes NBP bronił siły polskiego złotego. Teraz chce, żeby jak najszybciej się go pozbyć
Marek Belka jako prezes NBP bronił siły polskiego złotego. Teraz chce, żeby jak najszybciej się go pozbyć (East News, Fot: Michal Dyjuk/REPORTER)

Prof. Marek Belka piastował już w Polsce wszystkie najważniejsze funkcje gospodarcze. Był ministrem finansów, premierem, a wreszcie prezesem NBP. Choć przez sześć lat dbał jako szef banku o stabilność złotego, to uważa, że powinniśmy zrezygnować z naszej waluty jak najszybciej. Polska formalnie jest zobowiązana traktatami do przyjęcia euro, ale nie jest określone, kiedy to ma zrobić.

- Po raz pierwszy mówiłem o tym na nieformalnej konferencji byłych wicepremierów z premierem Morawieckim kilka miesięcy temu i nadal uważam tak samo - mówi w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, komentując sprawę przyjęcia waluty europejskiej w Polsce. Przyłączył się zresztą do listu „Rzeczpospolitej” do polskiego premiera z apelem o podjęcie kroków w kierunku wejścia do strefy euro.

- Jest przemożna groźba wyjścia Polski z Unii, czyli polexitu - mówi Belka. - Trzeba się temu koniecznie przeciwstawić. Władze w Polsce nie chcą euro, bo nie chcą pogłębienia integracji europejskiej. [...] Polska prawica, podobnie jak Putin i Ławrow, uważa Unię za wybryk postmodernistyczny, który niedługo zniknie - dodał.

Belka: "Brexit to dla Niemców dodatkowy kłopot. Oni boją się przywództwa"

„Unia to cud polskiej historii”

Belka uważa Unię za cud polskiej historii, największy od setek lat, gwarantujący pokój i rozwój. Sugeruje, że nieprzyjęcie euro może nas tego cudu pozbawić.

Sam przyznaje, że kiedy był prezesem NBP, to mówił, że z euro nie ma co się śpieszyć. Teraz uważa jednak, że powinno się o tym mówić. Wspomina przy tym rozmowy sprzed lat z Jarosławem Kaczyńskim, w których ten miał zapewniać, że z zasady nie jest przeciw, ale wycofywał się, gdy Belka twierdził, że przyjęcie euro może być konieczne.

- Dziś jednak jest znacznie gorzej. PiS jest wobec euro wrogi. Premier Mateusz Morawiecki idzie tą samą, arogancką drogą - twierdzi Belka.

Uważa, że owszem, własna waluta pozwala bronić własnej gospodarki przed zawirowaniami. Jak w latach 2008-2009, kiedy eksporterom pomogła dewaluacja i Polska dość łagodnie przetrwała kryzys. Wskazuje jednak, że przed kryzysem kurs rósł, bo szybko napływał kapitał, zachęcony wysokim oprocentowaniem.

- Dzisiaj jesteśmy mądrzejsi i umiemy ograniczać napływ kapitału finansowego - wskazuje. - Złoty jest dzisiaj na normalnym poziomie, więc potencjał jego osłabienia jest ograniczony. I jak będzie kryzys, to złoty prawdopodobnie pozostanie stabilny względem euro – więc argument o dobrodziejstwach dewaluacji jest wątpliwy - twierdzi.

Sprzeciwia się argumentowi, że po wejściu euro rosną ceny. Według niego kraje bałtyckie i Słowacja takiego wzrostu cen nie doświadczyły.

Można się z tym sprzeczać, zważywszy na zwiększone zakupy z tych właśnie krajów w polskich sklepach i na wciąż jedne z najniższych cen towarów konsumpcyjnych właśnie w krajach, gdzie euro nie przyjęto.

Belka uważa, że strefa euro się teraz umacnia i wchodzi w bardzo dobry okres ekonomiczny, co jest najlepszym momentem do przyjęcia wspólnej waluty. Według niego strefa euro jest podstawą istnienia wspólnego rynku, a to on daje największe korzyści - nie zaś fundusze spójności.

- Nie jesteśmy wcale małym krajem. Była wielka szansa grać w pierwszej lidze. Niemcy nas potrzebowali jako sojuszników do negocjowania z Francją i południem Europy. Była grupa weimarska i wszyscy się nami interesowali. Po wyjściu Wielkiej Brytanii, jeśli ostatecznie do niego dojdzie, szanse mielibyśmy jeszcze większe. A teraz się całkowicie dystansujemy - i to jest prawdziwa katastrofa - uważa Belka.

Za małe inwestycje przez brak euro

Wskazuje, że ryzyko kursowe ogranicza skłonność do inwestowania w Polsce. A według niego bardzo słabe inwestycje to „największa porażka rządu PiS”.

- Powinniśmy inwestować 25 proc. PKB, a dziś stopa inwestycji to 17 proc. - podkreśla. - Za to buzuje konsumpcja, i to także luksusowa. W Polsce ponad 60 proc. mieszkań jest kupowanych za gotówkę. To szaleństwo - ocenia.

- Lansuje się „wielkie budowy socjalizmu”, „grandioznyje” projekty – jak centralny postój taksówek, czyli ten port lotniczy. Odra ma być jak Amazonka, przekopiemy Mierzeję Wiślaną itd. To współczesna wersja Gdyni i Huty Katowice. Na wzór Korei Południowej, Tajwanu i Chin. Demokracja jest niepotrzebna - ostrzega, wskazując, że np. Korea się bez niej wiele lat obywała, ale miała „światłych dyktatorów”.

- Najlepiej byłoby zawiesić Unię na rok. Wtedy będziemy mieli PiS z głowy. Wrócą granice, paszporty, wizy, d... będzie, a nie biznes - ocenia.

Polub WP Finanse