WP
bezdomni

Daj herbatę, podziel się zupą. Nie oceniaj. Odwiedziliśmy warszawską restaurację, która zaprasza bezdomnych na obiady

W ostatnich dniach po sieci niosła się historia warszawskiej restauracji, która w każdy weekend otwiera swoje drzwi dla bezdomnych. Akcja nie byłaby możliwa, gdyby setki ludzi nie wykupiły kuponów, które panie w kuchni przemieniają w dwudaniowy obiad. Odwiedziliśmy "Kuchnię za ścianą".
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Już wkrótce bezdomni będą odwiedzać "Kuchnię za ścianą" także w tygodniu
Już wkrótce bezdomni będą odwiedzać "Kuchnię za ścianą" także w tygodniu (-, Fot: Karolina Pacoń)
WP

- Jak każda restauracja, czasami obserwowaliśmy, jak osoby bezdomne zaczepiają naszych klientów i proszą, by ci coś im kupili. Niektórzy klienci chcieli pomagać, co z kolei przeszkadzało innym, którzy nie życzyli sobie obecności takich osób podczas swojego posiłku. Osoby potrzebujące spotykają się z różnymi, nie zawsze pozytywnymi reakcjami. Było to dla wszystkich niekomfortowe, ale nie chcieliśmy również zostawiać tych osób samych sobie. Pomyśleliśmy, że warto poszukać rozwiązania, które pogodzi obie strony. Postanowiliśmy wyznaczyć dzień, w którym bezdomni będą mogli poczuć się jak każdy inny gość naszego lokalu i w spokoju zjeść posiłek – opowiada Karolina Pacoń, pomysłodawczyni akcji, w ramach której każdy może wykupić voucher, z którego środki w całości zostaną przekazane na dwudaniowy obiad dla potrzebujących.

Pomagać trzeba z głową. Pracownicy "Kuchni za ścianą", warszawskiej sieci restauracji, która organizuje akcję, zrobili burzę mózgów i przeanalizowali różne warianty. Swego czasu popularne były "zawieszone posiłki". Polegało to na tym, że klient płacił za jedzenie lub wybrany napój – ale go nie odbierał – a później dowolna osoba mogła poprosić o "odwieszenie" zamówienia.

- Pomysł prosty, ale uniemożliwia weryfikację, kto tak naprawdę korzysta z posiłku, a my chcieliśmy, aby obiady trafiały do naprawdę najbardziej potrzebujących osób - opowiada Karolina.

WP

Postanowili więc współpracować z jakąś fundacją, która działa na rzecz bezdomnych. Wybór padł na Fundację Daj Herbatę.

Na początku pomagali głównie znajomi

Podział obowiązków był jasny: fundacja dystrybuuje kupony, restauracja przygotowuje posiłki.

Katarzyna Nicewicz mówi, że bardzo nie lubi dokonywać wyboru, któremu bezdomnemu można dać kupon, a kto dostać go nie może. Ale selekcja jest niezbędna.

WP

- Jedzenie jest wydawane w restauracji, więc nie możemy wpuścić osób, które mają wszy czy nie zachowują higieny. Na kupon mogą liczyć przede wszystkim ci, których znamy i wiemy, że zachowają się odpowiednio. Czasem jednak dajemy kredyt zaufania także ludziom, których widzimy po raz pierwszy – wyjaśnia. Dodaje, że gdyby nie trzymali się zasad, restauracja zapewne już by podziękowała za współpracę.

Na początku wszystko odbywało się bez rozmachu: vouchery można było kupić tylko w lokalach sieci "Kuchnia za ścianą", których w Warszawie jest 17, więc o akcji wiedzieli tak naprawdę tylko klienci.

- W lutym, gdy startowaliśmy, napisałam na swoim profilu na Facebooku apel o udział w akcji. Większość z pierwszej puli kuponów kupili moi znajomi – opowiada Karolina.

Voucher od samego początku kosztuje 12,99 zł. Dopytuję, czy z tej kwoty restauracja "odpala" coś dla siebie, czy też całość idzie na przygotowanie posiłku. Karolina Pacoń wyjaśnia, że kwota ta pozwala na przygotowania dania głównego z daniem mięsnym, restauracja do każdego obiadu dodaje od siebie zupę oraz kompot i gorącą herbatę.

WP
Karolina Pacoń, pomysłodawczyni akcji, prezentuje kupon na posiłek Kuchnia za ścianą
Podziel się

Akcja rozwijała się w swoim tempie przez blisko 9 miesięcy. Najpierw posiłki wydawano tylko w soboty, po kilku miesiącach również w niedziele. Sprzedane kupony umożliwiają zafundowanie 50 posiłków w każdy z tych dni. I nagle pod koniec października coś eksplodowało: w ciągu tygodnia post o akcji został przeczytany prawie milion razy (!), a wpłaty szły w tysiącach złotych.

- Nie mamy pojęcia, jak to się stało, że nagle wpis na Facebooku stał się tak popularny. Może zadziałał algorytm Facebooka? - zastanawia się Katarzyna Nicewicz, prezes Fundacji Daj Herbatę.

WP

Jeszcze więcej dobra

Karolina Pacoń nie widzi w tym magii algorytmów, ale po prostu przejaw dobrego serca. Niezależnie od powodów organizatorzy musieli poważnie się zastanowić, jak najskuteczniej zagospodarować tak potężne środki. Dzięki nagłemu zastrzykowi pieniędzy mogą pozwolić sobie na zwiększenie liczby dni, w których wydawane są posiłki, a obiady trafią do dużo większej grupy osób potrzebujących. Już teraz bezdomni odbierają posiłki w lokalu przy al. Jerozolimskich 109 kilka razy w tygodniu, w następnych tygodniach zaangażowane w akcję zostaną kolejne lokale sieci.

Inna sprawa, że lokalizacja jest z ich punku widzenia bardzo dobra: z Dworca Centralnego zdrowemu człowiekowi dojście zajmuje około 15 minut, schorowanemu lub ciągnącemu ciężki wózek z całym życiowym dobytkiem – trochę więcej. "Kuchnia za ścianą" to 17 lokali w różnych dzielnicach, więc do "sieci jadłodajni" łatwo można wciągnąć kolejne miejsca.

-
Podziel się
WP

Zapraszamy Państwa do stołu

Odwiedziłam lokal w ostatnią październikową niedzielę. Lokal nieduży – bistro z białymi ścianami, w którym jednorazowo usiąść może około 30 gości. Za ladą uwijały się panie przygotowujące posiłki. W związku ze wzmożonym ruchem w weekendy, odkąd trwa akcja karmienia bezdomnych, zaczynają pracę o piątej rano („ale nie skarżą się” - zapewnia menedżerka).

-
Podziel się

Około 10.45 przed wejściem zaczęli się kłębić ludzie – raczej mężczyźni niż kobiety, wiek – na oko od pięćdziesięciu wzwyż. Widać, że się znają. Zaglądali przez szybę, by zorientować się, co dziś na obiad.

sdr -
Podziel się

Punktualnie o 11 drzwi otworzyły się i grupa około 20 osób grzecznie ustawiła się w kolejce. Żadnego przepychania, za to nieustannie "dzień dobry", "proszę" i "dziękuję". Czy wiadomo, co sprawiło, że znaleźli się na ulicy?

Karolina Pacoń wyjaśnia, że obsługa nie chce być nachalna, więc nikt nie zadaje pytań – "dlaczego?", "od jak dawna" czy "co dalej?". Strzępki historii można jednak wychwycić – i złożyć w całość – nawet w czasie podawania posiłku. Jest na przykład pani, która regularnie wyjaśnia, że nie chce jeść pewnych produktów, bo wywołują u niej złe skojarzenia.

dav -
Podziel się

Jeśli uprawniony do posiłku nie może danego dnia się pojawić, nic straconego, bo jedzenie może mu wziąć kolega – pod warunkiem, że przedstawi dodatkowy kupon. Do stołu trzeba siadać trzeźwym. Osoby, które się do tego nie zastosują, dostają ostrzeżenie. Jak dotychczas – to działa. Wśród obsługi są same kobiety, które nigdy nie miały problemu z utrzymaniem dyscypliny.

A co, jeśli okaże się, że zainteresowanie voucherami było tylko krótkotrwałym zrywem i pieniądze przestaną płynąć szerokim strumieniem? Karolina Pacoń wierzy, że tak jednak nie będzie, a nawet jeśli, to coś w "Kuchni" wymyślą. Przecież nie można przestać pomagać, tak wielu ludzi im zaufało...

-
Podziel się

Z czym się kojarzy dom? Z herbatą w ulubionym kubku

Działania współorganizowane z "Kuchnią za ścianą" nie są pierwszą akcją, w ramach której Fundacja "Daj Herbatę" troszczy się o to, by warszawscy bezdomni nie cierpieli z powodu głodu. Jej nazwa nie jest zresztą dziełem przypadku: w każdy poniedziałek i piątek od 20:00 do 21:30 wolontariusze rozdają bezdomnym ciepłe napoje na Dworcu Centralnym.

Pomysłodawczynią akcji jest Katarzyna Nicewicz, która swego czasu pracowała w podziemiach dworca i każdego dnia widziała setki zziębniętych bezdomnych. Ujęło ją to, że nie chcą od przechodniów pieniędzy, lecz właśnie czegoś ciepłego do picia. Widziała ich wdzięczność, ilekroć przynosiła im coś do picia i uznała, że warto prowadzić działania na większą skalę.

W Fundacji nie ma etatów, wszyscy wykonują swoje obowiązki z potrzeby serca. Są kreatywni. Po herbacie przyszedł czas na zupę, którą wolontariusze rozdają, niezależnie od pogody, w każdy poniedziałek na Centralnym. Do pomagania wciągają innych. Dwa tygodnie temu bezdomni dostali kanapki przygotowane przez uczniów Szkoły Podstawowej Bednarska oraz pracowników firm, którzy robili je w ramach 10. edycji Global Day of service w Crawford & Company.

Jeśli ktoś chce dać coś od siebie, jest ku temu okazja. Do końca listopada potrwa zbiórka słodyczy. Czy czekolada w rękach bezdomnego to nie nadmierna rozpusta? Wolontariusze Fundacji przekonują, że nie ma w tym nic dziwnego. Słodycze dają energię, która ludziom żyjącym w tak trudnych warunkach potrzebna jest zwłaszcza teraz, gdy temperatura nieuchronnie zacznie spadać poniżej zera. Ponadto batonik czy cukierki z łatwością zmieszczą się w kieszeni.

Kto chce pomóc, może też przynieść środki opatrunkowe, prześcieradła, płyny do dezynfekcji oraz leki (szczegóły na stronie Fundacji). Katarzyna Nicewicz prosi o wcześniejszy kontakt mailowy lub przez Messenger.

-
Podziel się

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

WP
WP