"Ja tu byłem pierwszy, więc proszę się nie czepiać mojego warsztatu". Stosunki nie zawsze dobrosąsiedzkie

Restauracja, przedszkole czy warsztat samochodowy prowadzone w najbliższym sąsiedztwie mogą zakłócać spokojne życie okolicznych mieszkańców. Sprawdź, kiedy walka z sąsiadem ma sens.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Warsztat samochodowy przy budynkach mieszkalnych nie jest pożądanym sąsiedztwem.
Warsztat samochodowy przy budynkach mieszkalnych nie jest pożądanym sąsiedztwem. (East News, Fot: Piotr Mecik/EAST NEWS)
WP

Każdy chciałby mieć za sąsiadów miłych ludzi, którzy i sól pożyczą, i pilnującym okiem spojrzą na nasz dom, gdy wyjedziemy na urlop. Niestety, rzeczywistość może rozczarować i zamiast wspólnych imprez w ogrodzie będą krzywe spojrzenia i wzajemna niechęć.

Atmosfery na pewno nie poprawia sytuacja, w której sąsiad prowadzi za płotem działalność gospodarczą, która przez okolicznych mieszkańców uważana jest za uciążliwą.

*Swoboda działalności, ale też poszanowanie sąsiadów *

WP

Osoba, która chce założyć działalność na własnej posesji, nie ma obowiązku konsultowania tego pomysłu z sąsiadami. Poinformowanie ich o tym zawczasu jest wyłącznie wyrazem uprzejmości. Nie mogą natomiast nikomu niczego zakazać. Ograniczenia mogą wynikać jedynie z miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego lub z decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu.

Sąsiedzi mają po swojej stronie prawo cywilne, a konkretnie przepisy mówiące o tym, że właściciel nieruchomości, korzystając z niej, powinien powstrzymywać się od działań, które zakłócałyby korzystanie z nieruchomości sąsiednich ponad przeciętną miarę, wynikającą z przeznaczenia danego budynku i tego, jak jego mieszkańcy zwykli się zachowywać (tak zwane immisje).

Właśnie ten przepis może stać się podstawą dla powództwa cywilnego, w którym sąsiedzi zażądają od właściciela uciążliwej firmy podjęcia takich środków, które ukrócą odczuwalne przez nich immisje. Oczywiście, zanim sprawa trafi przed oblicze Temidy, warto porozmawiać z sąsiadem, bo może być nieświadomy tego, że działalność utrudnia życie ludziom dookoła.

Zobacz też: Sąsiad ciągle pali na balkonie? Zobacz, co możesz z tym zrobić

WP

Jeśli jednak sprawy nie da się załatwić ugodowo, a tolerować dłużej się tego nie da, trzeba wystąpić do sądu, by orzekł, kto ma rację. Spory sąsiedzkie mają w Polsce długą i bogatą tradycję. Niekiedy ich powód jest uzasadniony (bo czy można akceptować na przykład sytuację, w której sąsiad uruchomił hodowlę zwierząt futerkowych?), ale skargi często ocierają się o zwykłe pieniactwo.

WP

Trzeba pamiętać, że nie ma jakiegoś ogólnego zakazu wykonywania różnych działań na własnej posesji – i nie ma znaczenia, czy są to aktywności związane z pracą zarobkową czy codziennymi przyzwyczajeniami i spędzaniem czasu wolnego ("sąsiad zbyt często robi grilla, a mnie denerwuje zapach smażonej kiełbasy", "w letnie sobotnie wieczory zaczynają się koncerty – najpierw jeden sąsiad kosi trawę, później kolejny włącza kosiarkę…"). Kluczowe jest bowiem to, czy czynności te nie przekraczają "przeciętnej miary".

*Czytaj też: Regulamin wspólnoty może zabronić palenia na balkonie. Trudno go jednak egzekwować *

Przepisy nie przesądzają o tym, co mieści się w dopuszczalnej mierze, a co ją przekracza. Raczej nie będzie to na przykład prowadzenie przedszkola. Ale już prowadzenie przedszkola w budynku przeznaczonym dla dwadzieściorga dzieci, podczas gdy rzeczywista ich liczba jest dwukrotnie wyższa, może tę granicę przekraczać.

Pierwszeństwo nie ma znaczenia

WP

Analizując sprawę, sąd weźmie pod uwagę obiektywne okoliczności, a nie indywidualne odczucia skarżącego. Jeśli powodem spięć jest zbyt duży hałas (zmierzony w obiektywny sposób), właściciel może zostać zobowiązany do zastosowania takich rozwiązań, które obniżą go do akceptowanego poziomu.

"Ja tu byłem pierwszy. Kupując mieszkanie, wiedział pan, że będzie żył po sąsiedzku z domem weselnym/warsztatem samochodowym/zakładem produkcyjnym" – może próbować się bronić właściciel posesji, wobec którego wysuwane są pretensje. Powoływanie się na to, kto wprowadził się do okolicy jako pierwszy, nie ma znaczenia, bo "dopuszczalnej miary" nie wolno naruszać ani temu, kto się na danej ulicy urodził, ani temu, kto się wprowadził ledwie rok temu.

Długość stażu zamieszkiwania w okolicy nie ma znaczenia dla roszczenia o zaniechanie uciążliwych praktyk, choć jednocześnie warto mieć świadomość tego, jak wygląda miejsce, do którego się przenosimy. Kto zdecydował się zamienić mieszkanie w bloku na dom na wsi nie powinien być zaskoczony, że ludzie w sąsiedztwie trzymają zwierzęta gospodarskie i po kilka psów, które głośno szczekają

Czytaj też: Warto walczyć o zadośćuczynienie za hałas za ścianą. Sądy przyznają coraz wyższe rekompensaty

WP

Jest realna szkoda, można żądać odszkodowania

Zobowiązanie do zaniechania uciążliwych zachowań to nie jedyne narzędzie w arsenale niezadowolonych mieszkańców. Jeśli w związku z działalnością uciążliwego sąsiada ponieśli jakieś szkody (samochody klientów rozjechały pas zieleni przed posesją, spaliny pobrudziły elewację domu), można się ubiegać o odszkodowanie.

I wreszcie, mamy kwestię zakłócania porządku publicznego lub spokoju. Jeśli w prowadzonym w sąsiedztwie pubie dochodzi do burd, klienci piją alkohol przed wejściem, a powodowany przez nich hałas uniemożliwia normalne funkcjonowanie, zmęczeni tym sąsiedzi od razu mogą wzywać patrol straży miejskiej. Ze zgłoszeniem nie muszą się wstrzymywać do godzin nocnych, bo w Kodeksie wykroczeń nie ma przepisu, który by nakazywał zachowanie ciszy tylko między 22 a 6 rano. Cisza nocna może być przewidziana w regulaminie wspólnoty mieszkaniowej czy spółdzielni, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by poprosić o interwencję także w ciągu dnia.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Finanse
WP
WP