Kredyty we frankach szwajcarskich. Po latach zadłużenie obniżyło się tylko symbolicznie

Prezydent Andrzej Duda chce, by kredytobiorcy mogli aktywniej korzystać z funduszu wsparcia. Na początku sierpnia 2008 r., a więc dokładnie 9 lat temu, za franka szwajcarskiego trzeba było zapłacić 1,96 zł. Po tak długim czasie większość kredytobiorców wciąż ma dylemat: czy pozostać przy franku, czy też przewalutować zobowiązanie, realizując "stratę".
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Kredyty we frankach szwajcarskich. Po latach zadłużenie obniżyło się tylko symbolicznie
(East News)

Roman Przasnyski, główny analityk firmy Gerda Broker przypomina w swojej analizie, że dokładnie 9 lat temu kurs franka szwajcarskiego spadł do najniższego poziomu od 1995 r - 1,96 zł. Jednocześnie był to czas, gdy najwięcej osób decydowało się na zaciągnięcie kredytów mieszkaniowych, których wartość była wyrażona w szwajcarskiej walucie. Obecnie kurs szwajcarskiej waluty waha się w okolicach 3,70-3,75 zł.

Mocny wzrost kursu franka w kolejnych latach spowodował jednak, że po przeliczeniu zobowiązań do złotego, kredytobiorcy w praktyce spłacili bardzo niewiele. - Przyjmując, że większość frankowych kredytów ma 20-letni okres spłaty, a najwięcej udzielono ich w latach 2007-2008 (w grudniu 2006 r. ich wartość wynosiła 58 mld zł, a w grudniu 2008 r. już 149 mld zł, czyli o 91 mld zł więcej), zobowiązanie przeciętnego kredytobiorcy powinno być mniej więcej o połowę niższe, niż dziesięć lat temu (przy systemie spłaty równych rat kapitałowych). Problem w tym, że jest tak tylko biorąc pod uwagę kwotę wyrażoną we frankach. W przeliczeniu na złote, czyli walutę w której de facto dokonujemy spłaty, zadłużenie obniżyło się jedynie symbolicznie - zauważa analityk.

Wzrost stóp procentowych. Bomba kredytowa gorsza od franków?

I wylicza: równowartość 100 tys. franków w 2008 r. wynosiła 200 tys. zł, jednak dziś 50 tys. franków jest warte 185 tys. zł. Owe 85 tys. nadwyżki "zawdzięczamy" wzrostowi kursu szwajcarskiej waluty z 2 zł do 3,7 zł, czyli o 85 proc.

- Biorąc do obliczeń kurs z okresu od stycznia do marca 2017 r. (4-4,1 zł), zadłużenie po dziesięciu latach spłaty znajdowało się nadal na takim samym poziomie, a nawet lekko przewyższało jego początkową wartość. Jeśli dodać do tego systematyczny wzrost wysokości miesięcznej raty, wygórowane spready i spadek wartości kupionych na kredyt nieruchomości, otrzymamy obraz, na podstawie którego nietrudno odgadnąć nastroje panujące wśród posiadaczy kredytów we frankach i ich oczekiwania, nawet jeśli przez kilka lat pod względem poziomu raty, a więc kosztów kredytu, znajdowali się w lepszej sytuacji, niż zadłużeni w złotych (w efekcie korzystnej dla „frankowiczów” różnicy między stawkami LIBOR i WIBOR) - podkreśla Roman Przasnyski.

Kilka dni temu prezydent Andrzej Duda zaproponował zmiany w obecnych przepisach dotyczących wsparcia dla kredytobiorców. Dziś niektórzy mogą korzystać z Funduszu Wsparcia Kredytobiorców - zarządza nim Bank Gospodarstwa Krajowego, a jednym z warunków skorzystania z pomocy jest posiadanie przez kredytobiorcę statusu bezrobotnego.

Prezydent zaproponował m.in. podniesienie wysokości możliwego comiesięcznego wsparcia z 1,5 tys. zł do 2 tys. zł. Wydłużony też zostanie okres możliwego wsparcia (z 18 do 36 miesięcy) oraz okres nieoprocentowanej spłaty otrzymanego z Funduszu wsparcia z 8 do 12 lat.

Polub WP Finanse