Trwa ładowanie...
d390w11
Fakt
krus

Mam 55 lat i nie mam pracy. A była minister Fedak...

Miał być wielki program aktywizacji osób bezrobotnych po 50. roku życia. A wyszło jak zwykle. Według oficjalnych statystyk, jedynie 34 proc. osób między 55. a 64. rokiem życia jest aktywnych zawodowo. Dlaczego? Bo znalezienie pracy po pięćdziesiątce graniczy z cudem.
Share
Mam 55 lat i nie mam pracy. A była minister Fedak...
Źródło: newspix.pl, Fot: Paweł Stępniewski
d390w11

– Już rok szukam pracy! Każdy zakład dyskryminuje ludzi po 50. roku życia. Nikt nas nie chce! Zjeździłem już całe miasto w poszukiwaniu pracodawcy i tylko nerwy sobie zszargałem – nie kryje żalu Jerzy Semerda (55 l.), bezrobotny z Krakowa.
– Mam 38 lat stażu i co z tego? Nikt nie chce mnie teraz zatrudnić, a premier jeszcze chce przesunąć wiek emerytalny! Teraz szukam czegokolwiek. Obojętnie, byle pracować i coś zarabiać – mówi pan Jerzy. Żadnej pracy się nie boi. Ma jeszcze zdrowie i chęci, a także doświadczenie. Ale i to nie przekonuje pracodawców. Takich ludzi, jak pan Jerzy, w całym kraju są setki tysięcy. Na rozmowach kwalifikacyjnych słyszą często: Jest Pan/ Pani za stary/stara.

Tak potraktowana została Katarzyna Gruszczyńska (50 l.) z Bytomia. – Dla takich osób jak ja ofert pracy nie ma. Pracodawcy potrzebują młode kobiety, ja już jestem za stara dla nich – mówi Gruszczyńska.

W 2008 roku ruszył rządowy program „Solidarność pokoleń 50 ”, który miał odciążyć pracodawców zatrudniających osoby powyżej 50. roku życia. Na razie efektów programu za bardzo nie widać. Dlatego nie dziwne, że najnowsze plany rządu wydłużenia wieku emerytalnego nie cieszą się popularnością.
Jolanta Fedak (51 l.): O pracę się nie martwię

d390w11

Gdy zwykły Polak po pięćdziesiątce traci pracę, szans na nową ma niewiele. W pośredniaku ofert nie znajdzie, a na pomoc kolegów liczyć nie może, bo najczęściej sami są bezrobotni. Ale była minister o nową pracę martwić się nie musi. – Dam sobie radę – przyznaje Jolanta Fedak (51 l.). Wszak jest zaufanym politykiem PSL, a partia o swoich ludzi dba. Ludowcy już szepczą, że była minister wkrótce obejmie ciepłą państwową posadkę – być może nawet prezesa rolniczego ubezpieczyciela KRUS.

– O pracę się nie martwię, dam sobie radę, przecież zanim objęłam stanowisko, wcześniej pracowałam – mówi Faktowi Fedak. To prawda, w przeszłości pani polityk nie miała większych problemów ze znalezieniem pracy. Była etatowym pracownikiem w lokalnych strukturach PSL, wicemarszałkiem województwa lubuskiego, wicewojewodą lubuskim... Resortem pracy szefowała od początku pierwszego rządu Tuska. I raczej była pewna kolejnych lat na tym stanowisku. Plany pokrzyżowały jesienne wybory. Jolanta Fedak nie dostała się do Sejmu i straciła fotel ministra pracy. Teraz się urlopuje. – Mam 31 dni do wykorzystania i odpoczywam – mówi nam Fedak.

Żalu po utraconym stanowisku nie czuje. – Jak się jest w polityce, trzeba mieć świadomość, że stanowisko ministra to umowa śmieciowa, krótka i taka, którą szybko się rozwiązuje – ocenia Fedak.
Śmieciowa? Dobre sobie. Po czterech latach ministerialnej pensji Jolanta Fedak nie ma żadnego kredytu powyżej 10 tysięcy, ma za to na koncie 80 tysięcy oszczędności. Jest też współwłaścicielką dwóch mieszkań i domu...

Państwo kształci i nie daje pracy

Brak pracy to nie tylko problem ludzi starszych. Nie ma jej także co trzeci młody człowiek. Co gorsza, nawet ci, którzy są dobrze wykształceni, np. lekarze. – Perspektywy nie są dobre – przyznaje Maciej Stromczyński (25 l.) z Krakowa, który kończy studia medyczne. Nie wyklucza, że wyjedzie za granicę. Wykształcenie lekarza kosztuje ponad 200 tysięcy złotych. Jeśli nie znajdzie pracy w Polsce, to będą to stracone dla nas pieniądze.
– Staram się o podjęcie pracy w Krakowie lub innym mieście Polski, jednak perspektywy nie są dobre i jest możliwe, że będę musiał wyjechać za granicę – mówi Maciej Stromczyński. Studiuje na piątym roku medycyny na Uniwersytecie Jagiellońskim. Na jego wykształcenie płaci każdy z nas, z podatków. Koszt nauczenia lekarza zawodu to co najmniej 200 tysięcy złotych, ale są specjalizacje, które kosztują ponad 100 tysięcy więcej.
Jeśli po studiach ci młodzi lekarze wyjadą za granicę, to oznaczać to będzie, że wyrzuciliśmy te pieniądze w błoto.

d390w11

A raczej wyjedzie, bo w naszym kraju młodzi ludzie mają duże kłopoty z podjęciem pracy. Według badania CBOS, aż 31 procent młodzieży między 18. a 24. rokiem życia zamierza wyjechać za chlebem za granicę. Powód jest prosty: dla młodych albo nie ma pracy w ogóle, albo oferuje się im umowy śmieciowe i bardzo niskie zarobki. Jest tak nawet w przypadku specjalistów najwyższej klasy, czyli właśnie młodych lekarzy. A wszystko dzieje się w kraju, gdzie na operację trzeba czekać kilka lat, a na przyjęcie do kardiologa pół roku.
Czytaj także: Kontek: Kobietom wystarczy kwiatek

d390w11

Podziel się opinią

Share
d390w11
d390w11