WP

Mielno nie chce być "Ibizą". "To nigdy nie było nasze hasło"

Władze popularnego, nadmorskiego miasteczka walczą z negatywnym wizerunkiem pijanej imprezowni. - Mieszkam w Mielnie od urodzenia, nie czuję się zniszczona - mówi w rozmowie z nami burmistrz Mielna.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Olga Roszak-Pezała, burmistrz Mielna walczy z łatką miasta-imprezowni
Olga Roszak-Pezała, burmistrz Mielna walczy z łatką miasta-imprezowni (PAP, Fot: Piotr Polak)
WP

Witold Ziomek, Wirtualna Polska: Mieszka pani w Mielnie?

Olga Roszak-Pezała, burmistrz Mielna: Tak, mieszkam w Mielnie od urodzenia.

W sezonie Mielno jest oblegane przez turystów. Jak się w nim mieszka?

WP

Turystyka to jest nasz przemysł. Większość mieszkańców prowadzi działalność związaną z turystami. Lokale gastronomiczne, wynajem pokoi, w tym upatruje swoich korzyści. To nie są tylko dwa miesiące w sezonie, większość intensywnie pracuje przez cały rok, bo coraz więcej turystów przyjeżdża do nas np. zimą.

Do Mielna przylgnął wizerunek "polskiej Ibizy", najbardziej imprezowego miasteczka nad Bałtykiem. To przeszkadza?

To przede wszystkim nie jest i nigdy nie było nasze hasło. To sztuczne określenie, wykreowane przez dziennikarzy. W mieście działają tylko cztery nocne kluby. Dla porównania, w latach 90. było ich siedem. W zeszłym roku udzieliliśmy 660 tys. noclegów. Jesteśmy pod tym względem na trzecim miejscu w rankingu, po Gdańsku i Kołobrzegu. Przyjeżdża coraz więcej rodzin z dziećmi, powstają obiekty o wysokim standardzie, zmienia się profil klienta.

Dlaczego nie wykorzystać tej "polskiej Ibizy"? Przecież imprezowicze też zostawiają pieniądze.

WP

Jakie pieniądze? Młodzież? Co to są za pieniądze? Oczywiście, nie chcemy się pozbyć dyskotek czy młodych turystów. Chcemy, żeby się bawili, żeby do nas przyjeżdżali. Ale żeby bawili się bezpiecznie, bez chuligańskich wybryków. Szukamy atrakcji dla turystów o różnym profilu. Zbudowaliśmy piękną promenadę, uruchamiamy skansen wioski rybackiej, różne inicjatywy edukacyjne. W przyszłym roku będziemy poszerzać plażę. Staramy się znaleźć "złoty środek".

"Mielno niszczy każdego" – takie hasło kilka lat temu wypromowała grupka imprezowiczów. Dziś jest powszechnie znane, pojawia się na koszulkach…

Nigdy nie promowaliśmy tego "hasła". To jest sprzeczne z naszą strategią. A dzisiaj jest chętnie wykorzystywana przez dziennikarzy, co nam bardzo szkodzi.

Jak do tego doszło?

WP

Po prostu, grupa młodych ludzi przesadziła z alkoholem, nagrała filmik, udostępniła go w sieci. Dziś każdy może to zrobić. Ale to jest nieprawdziwe hasło. Powtarzam, mieszkam w Mielnie od urodzenia, nie czuję się "zniszczona". A że pod wpływem alkoholu z ludzi wychodzą negatywne cechy. To się zdarza, nie tylko w Mielnie, ale w każdym nadmorskim miasteczku. I my z tym walczymy.

Wprowadzając nocny zakaz sprzedaży alkoholu w sklepach?

Między innymi. Po konsultacjach z policją i mieszkańcami stwierdziliśmy, że skoro ustawodawca nam to umożliwia, to warto spróbować. I już widać, że efekty są. Statystyki policyjne będziemy mieli dopiero po wakacjach, ale już dziś często słyszę od policjantów, że awantur czy rozbojów w centrum miasta jest mniej.

Zakaz dotyczy tylko sklepów. Niektórzy przedsiębiorcy go obchodzą otwierając lokal gastronomiczny, który de facto jest sklepem. I sprzedają legalnie.

WP

Chodzi o jednego przedsiębiorcę, który ma cztery punkty gastronomiczne i nie zawsze potrafi w pełni dostosować się do przestrzegania prawa miejscowego.

Nic się nie da zrobić?

Sami, jako samorząd, nie mamy pełnego wachlarza możliwości. Liczymy na wsparcie innych instytucji. które współdecydują o uruchomieniu działalności gospodarczej w tego typu punktach gastronomicznych. Prowadzimy rozmowy z policją i sanepidem. Systematycznie przeprowadzamy kontrolę. Będziemy wyjątkowo bacznie obserwować takie biznesy i wyciągać konsekwencje. A te mogą być bolesne, gdyż finalnie można utracić zezwolenie na sprzedaż napojów alkoholowych.

Dużo mówimy o bezpiecznej zabawie. Kto tego pilnuje?

WP

Przede wszystkim policja. W tym roku wydaliśmy 110 tys. złotych na dodatkowe patrole na terenie gminy.

A straż gminna?

Z tym jest, niestety, gorzej. W gminie pracuje czterech strażników, w sezonie zwiększamy zatrudnienie do 10. Chcielibyśmy zatrudnić więcej, ale jak w każdej innej branży, brakuje ludzi do pracy. Ci których mamy, oczywiście pracują, kontrolują parkowanie, alkohol na plaży etc.

Problemem jest sam fakt kupowania i spożywania alkoholu?

Oczywiście, że nie. Problemem jest kultura picia.

Samorząd może nauczyć ludzi kultury?

Jak? Kulturę się wynosi z domu, albo się ją ma, albo nie. My możemy tylko czy aż zadbać o wizerunek i bezpieczeństwo. I to od wielu lat robimy.

Ograniczeniami sprzedaży?

To jedna z możliwości. Jeśli pojawią się inne też będziemy je wdrażać.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Finanse
WP
WP