ycipk-o0vaoq

Monika Żelazik. Kim jest wróg numer jeden prezesa LOT-u

W LOT-cie pracowała ponad dwadzieścia lat. Jej zwolnienie stało się punktem zapalnym, który spowodował obecny kryzys w państwowym gigancie. Ci, którzy ją znają, twierdzą, że prezes LOT nie mógł mieć twardszego przeciwnika.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Prezes LOT Rafał Milczarski i liderka strajku Monika Żelazik, chwilę po tym, jak obydwoje klęczeli przed sobą
Prezes LOT Rafał Milczarski i liderka strajku Monika Żelazik, chwilę po tym, jak obydwoje klęczeli przed sobą (East News, Fot: Tomasz Jastrzebowski)
ycipk-o0vaoq

- Jestem wrogiem tylko małego tchórza spod Radomia, który myślał, że będzie wodził związki zawodowe za nos. Ja tu jestem 25 lat. To on jest gościem u nas – tak mówi nam o prezesie LOT Rafale Milczarskim, gdy pytamy, czy jest wrogiem numer jeden LOT-u.

Odżegnuje się od bycia symbolem protestu. Twierdzi, że to po prostu "ludzka" sprawa.

Monika Żelazik ma 47 lat. W LOT-cie przeżyła już kilku prezesów. Pracowała w nim przez 25 lat. To jest jej druga praca. Wcześniej była urzędniczką w Ministerstwie Sprawiedliwości. - To była ciężka praca. Był rok 1991. Trudny moment polityczny i historyczny – wspomina. Do pracy w LOT-cie sprowadziła ją koleżanka.

ycipk-o0vaoq

Milczarski dla money.pl: Nie podam się do dymisji

Żelazik z rozrzewnieniem wspomina czasy wieloletniego prezesa LOT Jana Litwińskiego (sprawował funkcję w latach 1992-2003 r., najdłużej wśród prezesów po transformacji). Według niej był to jedyny szef linii, który rozumiał pracowników i odnosił się do nich z empatią i kulturą. - Teraz turboliberalizm zsyła nam nieodpowiedzialnych włodarzy, bez kompetencji społecznych – mówi.

O niej samej głośno stało się w czerwcu tego roku. Decyzją zarządu LOT-u została zwolniona dyscyplinarnie. W spółce zawrzało. Żelazik już wtedy była szefową Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego.

Strajk w LOT będzie. Związkowcy nie odpuszczają

ycipk-o0vaoq

Oskarżona o terroryzm?

Według ówczesnych doniesień chodziło o mail, który wysłała do związkowców. W piśmie, w formie ironicznej, użyła sformułowania: "My zakupiliśmy kilka rac, dwa wozy opancerzone, starą wyrzutnię rakiet, kilka granatów ręcznych i niech każdy weźmie z domu, co po dziadach zostało oraz butlę z benzyną! Ostatecznie powstańcy warszawscy byli gorzej przygotowani, byli rozproszeni, a trzymali się tyle dni... Czy naprawdę ktoś jeszcze wątpi, że jesteśmy prawdziwą siłą, zresztą zawsze byliśmy, ale duch w nas jakoś podupadł".

Początkowo media, powołując się na nieoficjalne informacje, spekulowały, jakoby powyższe słowa posłużyły spółce do oskarżenia Żelazik o... terroryzm.

ycipk-o0vaoq

Jak pisaliśmy w czerwcu, to właśnie na te słowa powołał się LOT w swoim piśmie do związku zawodowego. Podkreślał, że w efekcie trzeba było wzmocnić ochronę na lotnisku im. Chopina w Warszawie. Podobno, po tej jednej wiadomości, do pracy ściągnięto o 20 proc. więcej kadry.

Ostatecznie LOT oświadczył, że zarzutów o terroryzm nie stawia. - LOT stanowczo dementuje doniesienia, jakoby oskarżał przewodnicząca ZZPPiL o terroryzm. Pojawiające się mediach informacje i komentarze na ten temat są nieprawdziwe – mówi Konrad Majszyk z biura prasowego PLL LOT. Działaczki do pracy jednak nie przywrócono.

Strajk w LOT. Kolejne odwołane połączenia

Dwa miesiące później Państwowa Inspekcja Pracy uznała, że zwolnienie Żelazik było bezprawne. LOT miał nie otrzymać zgody władz związku zawodowego na ten ruch, a tego wymaga prawo. Sama Żelazik w rozmowie z nami mówi, że do tej pory żadne wypowiedzenie do niej nie dotarło. Dostała jedynie świadectwo pracy.

ycipk-o0vaoq

Uparta i ambitna

Działaczką związkową jest od niedawna. Jak mówi, zajmuje się tym dopiero od 3,5 roku.

- Żyje tym. Jest uparta. Zdarza się jej dzwonić do dziennikarzy późno wieczorem lub wcześnie rano – opowiada nam jedna ze znających ją osób.

- Znana jest historia, kiedy prezes LOT powiedział, chyba w żartach, że spełni jej prośbę, jeśli głośno powie "kocham prezesa". Żelazik wyszła z biura, krzyknęła na cały korytarz „Kocham prezesa!”, po czym wróciła i zapytała spokojnie, kiedy jej prośba zostanie spełniona. Chodziło o sprawę jednej z pracownic, zwolnionej przez LOT, jak twierdziła, przez pomyłkę. Żelazik się za nią wstawiła. Sama teraz opowiada tę historię w towarzystwie – opowiada nam inna osoba znająca sytuację wewnątrz firmy.

ycipk-o0vaoq

Wojna między LOT-em a pracownikami zaczęła się osiem lat temu. Firma była pod ścianą. Dostała pomoc publiczną od rządu, ale pod surowymi warunkami usankcjonowanymi przez Komisję Europejską. Sebastian Mikosz, ówczesny prezes LOT, wprowadził nowe zasady wynagradzania i zatrudniania pracowników. Zmniejszył pensum i uzależnił ostateczną wypłatę od dodatkowych godzin w powietrzu. Według związkowców obniżało to wynagrodzenie personelu pokładowego i latającego o ok. 30 proc.

Według Żelazik obecnie trwa "wyciskanie pracowników jak cytryny". - W ciągu 45 min od zameldowania się przed lotem do startu samolotu mamy sprawdzić 180 kieszeni, foteli, cały catering. Pilot musi sprawdzić samolot. To nierealne – mówi w rozmowie z nami. Jej zdaniem wprowadzony tryb pracy odbija się na bezpieczeństwie pracowników i pasażerów. - Tnie się czas między lotami, samoloty nie mają przeglądów. Siatka jest tak rozbudowana, że samoloty z niej nie schodzą. Jest teraz za duża, aby latać na całej – twierdzi.

Prezes pod ogniem krytyki

O obecnym zarządzie nie ma dobrego zdania. - Pozorowane dialogi, ubeckie metody pogrążania przeciwnika – ocenia krótko. Więcej cierpkich słów ma dla prezesa LOT Rafała Milczarskiego. - On nie zrobił nic. Sprowadził LOT do wymiaru linii niskokosztowej. Pracownicy muszą pracować na akord. To zawsze wiąże się z poczuciem bezpieczeństwa – mówi.

Taki ma po prostu charakter, że mówi wprost – podkreśla jedna ze znających ją osób. To zresztą ten charakter i aktywność popchneły ją także do polityki. W wyborach samorządowych ubiegała się o mandat radnej w warszawskiej dzielnicy Bemowo, w której mieszka. Startowała z list porozumienia lewicowego Wygra Warszawa firmowanego m.in. przez Jana Śpiewaka, który nagłośnił warszawską aferę reprywatyzacyjną. Nie udało jej się jednak zdobyć mandatu.

Ale dzięki temu znajdzie wiele czasu na swoje inne zajęcie. Żelazik działa w fundacji, która zajmuje się leczeniem dzieci. Nie chce jednak zdradzić jej nazwy. Jak twierdzi, łączenie fundacji z jej nazwiskiem w obecnej sytuacji mogłoby jej zaszkodzić. Ujawnia tylko, że organizacja działa zarówno w Polsce, jak i za oceanem.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-o0vaoq

ycipk-o0vaoq
ycipk-o0vaoq