wp

Nie ma mocnych na zemstę Stalina. UE może zmusić polski rząd, by zajął się barszczem Sosnowskiego

Są groźne jak granat czy bomba lotnicza. Jednak w przeciwieństwie do niewybuchów, nikt nie ma obowiązku ich usuwać. Barszcz Sosnowskiego dobrze się czuje nie tylko w naszych warunkach atmosferycznych, ale też w prawnym klimacie. UE może jednak wkrótce zmusić nasz rząd do działania
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Nie ma mocnych na zemstę Stalina. UE może zmusić polski rząd, by zajął się barszczem Sosnowskiego
(Policja, Fot: Straż Miejska w Poznaniu)

- Dlaczego nikt z tym nic nie robi? Rośnie to już od kilku lat i z roku na rok jest tego coraz więcej. Karteczka ma zapobiec nieszczęściu? - napisała do nas oburzona czytelniczka z Wrocławia. Chodzi o osławiony barszcz Sosnowskiego - toksyczną roślinę, z którą spotkanie może się zakończyć nie tylko trudno gojącymi bliznami, ale i śmiercią.

Tak, jak miało to miejsce niecałe dwa lata temu w Jeleniej Górze - 67-latka kosiła trawnik i tylko dotknęła rośliny. Mimo że poparzenie objęło 5 proc. całej powierzchni skóry, kobiety nie udało się uratować.

wp

Wystarczy kontakt z tą rośliną, by stracić życie. Podobnie jak w przypadku wykopania w ogródku niewybuchu z II wojny światowej. Jednak podejście do obu tych sytuacji instytucji państwowych jest zgoła odmienne.

Zobacz jak groźny może być barszcz Sosnowskiego

Zgodnie z polskim prawem każdy niewypał i niewybuch po przyjęciu zgłoszenia jest usuwany w czasie do 72 godzin. W miejscach publicznych (np. szkoły), nie później niż w dobę.

wp

Odpowiadają za to Siły Zbrojne RP. Zgłaszający niewybuch nie płaci za jego usunięcie ani złotówki, ale w przypadku niepoinformowania władz o odkryciu niebezpieczeństwa, zagrożony jest karą od 6 miesięcy do lat 8 więzienia.

Może lekką przesadą jest porównywanie niewybuchów do barszczu Sosnowskiego. Ale to pierwsze reguluje ustawa, a tym drugim nikt nie chce się zająć, choć w praktyce jest równie niebezpieczny. Po poparzeniach często zostają szpecące blizny, a gojenie trwa niekiedy długimi tygodniami. Kontakt z rośliną może też spowodować martwice tkanek i być powodem przeszczepu skóry. U uczulonych może doprowadzić do groźnego dla życia wstrząsu anafilaktycznego.

Parzące są też olejki eteryczne, które nawet w promieniu 4 metrów od rośliny mogą przenikać do dróg oddechowych i atakować skórę.

Nawet nie trzeba go dotykać

wp

- Nie ma jednoznacznych statystyk dotyczących ofiar śmiertelnych, natomiast niezwykle silne substancje toksyczne są w tych roślinach cały czas. Są tam nie tylko kiedy kwitną i nie tylko w dużych roślinach, o czym nie często się wspomina - mówi Izabela Sachajdakiewicz z barszcz.edu.pl. Serwisu tworzonego przez zespół ekspertów, którzy prowadzą badania dotyczące oceny skali inwazji rośliny w Polsce.

A jaka jest procedura w przypadku tej rośliny? Na miejsce, gdzie rośnie barszcz, przyjeżdża straż miejska i otacza roślinę taśmą. Do taśmy doczepiana jest kartka informująca o tym, że to parzący barszcz Sosnowskiego. Potem zaczyna się poszukiwanie właściciela terenu.

Facebook.com
Podziel się

- Niekiedy jest to trudne, bo nie zawsze właściciel i zarządca, to ta sama osoba i to może potrwać nawet kilka dni. Potem pouczamy o konieczności usunięcia rośliny - mówi Grzegorz Muchorowski, rzecznik straży miejskiej we Wrocławiu. Straż nie ma jednak żadnych instrumentów do tego, by kogokolwiek do tego zmusić.

wp

Jak dodaje nasz rozmówca, dotychczasowe interwencje pokazują, że pouczani zazwyczaj współpracują i usuwają rośliny. Najszybciej reagują instytucje samorządowe i państwowe, do których należą dane tereny.

Na zdjęciu poniżej barszcz Sosnowskiego we wrocławskim parku. W ciągu dwóch dni ma go usunąć miejski zakład melioracji. Straż miejska na miejscu była w ostatni piątek 16 czerwca.

Facebook.com
Podziel się

Nieco trudniej jest z prywatnymi właścicielami gruntów. Tę zależność doskonale rozumie Izabela Sachajdakiewicz. - Barierą jest świadomość tego, że to roślina toksyczna i lepiej tego nie robić samemu. To z kolei oznacza koszty. Dla zwykłego Kowalskiego to może być nie do przeskoczenia - wyjaśnia ekspertka.

wp

To musi kosztować

Ile kosztuje usunięcie barszczu Sosnowskiego? Kilkaset złotych trzeba zapłacić za tzw. inwentaryzacje stanowiska z barszczem. Czyli samą wizytę ekspertów, którzy rośliny obejrzą i pomierzą.

Potem - w zależności od metod usuwania (wykopywanie, opryski, zastrzyki wprost do korzeni), wielkości rośliny (nawet do 3 m) - cena wyliczana jest na metr kwadratowy. Może to kosztować od kilkuset złotych do nawet kilku tys. zł.

Niewielki pojemnik z preparatem, który może zwalczyć tę roślinę, kosztuje ponad tysiąc złotych. Przy dużych roślinach na dużym terenie, cała operacja może potrwać kilka lat i kosztować kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Z tego właśnie powodu usuwanie niektórych roślin może trwać bardzo długo. Może też być nieskuteczne i powodować, że po ścięciu wyrastają w tym samym miejscu.

- Bez jasnych przepisów i podziału kompetencji nic się tu nie zmieni. Barszcz należy do wyjątkowo inwazyjnych roślin obcych, które wypierają nasze gatunki. Niebezpieczny jest nie tylko dla ludzi i zwierząt, ale też dla całego ekosystemu. Dlatego od lat zapowiada się specjalną ustawą w sprawie zwalczania takich roślin - mówi Izabela Sachajdakiewicz.

UE wymusi na nas działanie

Sprawdziliśmy czy rzeczywiście w resorcie środowiska, albo Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska pracuje się nad ustawą jasno określająca obowiązki instytucji państwowych i właścicieli gruntów porośniętych barszczem Sosnowskiego. Niestety do czasu opublikowania tego artykułu nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi.

Sachajdakiewicz przekonuje, że już wkrótce nasi ustawodawcy - chcą czy nie chcą - będą jednak musieli zmierzyć się z tym problemem. Wszystko za sprawą Unii Europejskiej, która nakazuje państwom członkowskim prowadzenie działań zaradczych w celu powstrzymania ekspansji obcej roślinności na starym kontynencie.

- W tej definicji mieści się barszcz Sosnowskiego. Zatem nasze polskie prawo prędzej czy później będzie musiało nakazywać usuwanie tych roślin. Dziś jednak trudno jeszcze powiedzieć, na kim będzie spoczywał ten obowiązek - dodaje Sachajdakiewicz.

Gdyby jedna instytucja była za to odpowiedzialna, pozwalałoby to na szybką reakcję, usuwanie roślin w miejscach ogólnodostępnych i całościowe systemowe zwalczanie barszczu w Polsce. Gorzej będzie jednak, kiedy obowiązek ten spoczywać będzie na właścicielach gruntów. Oczywiście ich szybszą reakcję niż teraz wymusić można sankcjami karnymi, których teraz nie ma.

Pytanie jednak, czy uczciwe będzie obciążanie np. 70-letniej staruszki obowiązkiem pokrycia wysokich kosztów usunięcia rośliny rosnącej w jej ogródku. Tym bardziej, że najczęściej oznacza to kilkuletnią batalię. - Zwalczamy barszcz Sosnowskiego w Łazienkach Królewskich w Warszawie. Mimo wiedzy i profesjonalnych metod, nie jest to łatwa sprawa. Nasiona przez wiele lat pozostają w glebie i mogą kiełkować - mówi Sachajdakiewicz.

Tych nasion może być naprawdę dużo. Barszcz Sosnowskiego nie bez przyczyny zaliczany jest do roślin ekspansywnych, które wypierają rodzime gatunki. Jedna tylko sadzonka odpowiedzialna jest za wytworzenie nawet do 70 tys. nasion. Nie ma specjalnych wymagań i jako przybysz z zimniejszych krain, świetnie się u nas czuje.

Śmiertelnie groźna roślina ma też swoje złowrogie przezwisko. Zwana bywa zemstą Stalina, a do Polski z ZSRR została sprowadzona jeszcze w latach 70. Jako szybko rosnąca i wyjątkowo łatwa w uprawia, miała służyć do karmienia bydła. Eksperyment okazał się klapą, zwierzęta nie chciały jeść barszczu, ale parząca roślina został z nami po dziś dzień i na razie wygrywa.

Polub WP Finanse
wp
wp
wp