Obywatel Dominik. Niepełnosprawni intelektualnie to doskonały cel dla naciągaczy
(WP.PL, Fot: Paweł Kuczyński)
chwilówki
17-11-2018 (21:10)

Obywatel Dominik. Niepełnosprawni intelektualnie to doskonały cel dla naciągaczy

Dominik ma 26 lat, pracę, dowód osobisty i pełnię praw publicznych. Ma też kłopoty z czytaniem, iloraz inteligencji poniżej 54, 3 egzekucje komornicze i zobowiązania finansowe na ponad 10 tys. złotych. - Boję się, że znowu coś wezmę - mówi.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie

Dominik nie wygląda na niepełnosprawnego. Jest duży, silny, zazwyczaj uśmiechnięty i otwarty. Trudno go nie lubić. Trudno też zorientować się, że nie rozumie świata, który go otacza. A przynajmniej nie na tyle, by czuć się bezpiecznie.

- Mam problemy z czytaniem - mówi Dominik. - Umiem czytać, ale robię to bardzo wolno. Zanim sobie poskładam literki, to mija dużo czasu. Umowy są strasznie długie i napisane trudnym językiem. Nie rozumiem tego i nie mam kogo zapytać.

- A próbowałeś kogoś zapytać? Szukałeś rady? - dopytuję.

- Nie - przyznaje po chwili namysłu Dominik. - Chciałem być samodzielny. Dorosły. Ale nie wyszło i teraz mam nóż na gardle.

Pierwszy kredyt dla mamy

Dzieciństwo, a potem start w dorosłe życie, były dla Dominika wyjątkowo trudne. Wychowywała go matka, choć słowo "wychowywała" można uznać za nadużycie. Bo przez całe swoje dzieciństwo, Dominik był sam.

- Mama pije - mówi. - Nigdy się mną nie zajmowała, biła. Bił też facet, z którym się spotykała.

- Dominik był strasznie zaniedbanym dzieckiem - opowiada Artur Papuziński, nauczyciel ze szkoły specjalnej. - Mył się w szkole, pilnowali tego nauczyciele WF. Zbieraliśmy dla niego ubrania. Sytuację w domu miał straszną, w ogóle nie chciał do niego wracać.

Jak mówią pedagodzy, którzy zajmowali się Dominikiem w szkole, już jako dorosły nieraz sypiał w kartonach i żywił się na śmietniku, bo pijana matka nie otwierała mu drzwi. Mimo to, pierwszy kredyt wziął dla niej.

- To była taka chwilówka. W domu nie było pieniędzy na jedzenie, więc mama kazała podpisać - opowiada. - Nie wiedziałem nawet jak duża będzie rata, to była dla mnie czarna magia. Podpisałem.

- A co się stało z pieniędzmi? - pytam.

- Mama wydała na wódkę - mówi Dominik.

Dziś Dominik nie utrzymuje kontaktu z matką. Choć nadal spłaca jej długi, nie chce mieć z nią nic wspólnego. Odciął się od niej tak bardzo, że wymyślił jej śmierć.

Wymarzony pogrzeb

Nie wszystko, co Dominik mówi na swój temat, to prawda. Ma tendencje do konfabulacji, co prawdopodobnie jest związane z jego zaburzeniami intelektualnymi.

- Dominik, jak większość dzieci, która się u nas uczy, jest bardzo wpływowy - tłumaczy Artur Papuziński. - Zrobi wszystko, żeby pan go lubił. Miał o nim dobre zdanie.

W czasie naszego spotkania Dominik opowiada m.in. o tym, jak był na odwyku. Pokazuje też blizny, które miały być efektem ataku konkubenta matki, uzbrojonego w nóż.

Źródło: WP.PL

- To nieprawda. Dominik praktycznie nie dotyka alkoholu, co samo w sobie należałoby uznać za cud. Nie był na żadnym odwyku - mówi jedna z jego nauczycielek. - Był za to w szpitalu, z powodu zaburzeń depresyjnych. Zdarzały mu się też samookaleczenia, stąd pewnie te blizny.

Śmierć swojej matki Dominik też wymyślił. Opowiedział w szkole o tym, jak znalazł w domu jej ciało.

- Opowiadał nam ze szczegółami o tym, jak było na jej pogrzebie - słyszę od nauczycielki. - Dopiero po kilku miesiącach okazało się, że to nieprawda. Uśmiercił matkę, której nienawidzi.

Telefon do lombardu

Na pytanie, ile ma dziś telefonów komórkowych, Dominik odpowiada: jeden. Umowy abonenckie ma przynajmniej dwie - to wynika z dokumentacji egzekucji komorniczych. Prawdopodobnie telefonów było więcej. Ile? Dominik nie pamięta.

- Po co ci były te telefony? - pytam.

- Oddawałem do lombardu, jak potrzebowałem pieniędzy - mówi. - Potem w salonie pytałem, czy mogę wziąć nowy, no i brałem. Komputer też zastawiłem, a potem, z pożyczki, kupiłem drugi.

Zaległości z tytułu niepłaconych rachunków telefonicznych to ponad 1 tys. złotych. Ile dokładnie? Nie wiadomo. Dominik pokazuje tylko część dokumentów, niektóre niekompletne. Resztę papierów gubi, ukrywa, nie zdaje sobie sprawy z ich istnienia.

- Mam trzech komorników - mówi, po czym pokazuje mi stan swojego konta w PKO BP. Jest na nim -9 576 złotych.

- Masz kredyt odnawialny? - pytam.

- Nie, chyba nie - odpowiada. - Ja nie wiem jak to działa. Dzisiaj dzwoniła do mnie windykacja i kazała zapłacić 700 złotych. Ale przecież komornik mi zabiera pieniądze, to już chyba nie muszę płacić? Chciałbym, żeby ktoś ze mną poszedł do komornika i to wyjaśnił. Ale nie mam kogo poprosić.

Obywatel Dominik

Dominik ma 26 lat. Nie jest ubezwłasnowolniony, zgodnie z polskim prawem, odkąd skończył 18. rok życia może zawierać umowy i ponosić ich konsekwencje.

Jako obywatel Rzeczypospolitej Polskiej korzysta z pełni praw publicznych. Nawet, jeśli do końca nie rozumie, co to oznacza.

- Ubezwłasnowolnić można kogoś na wniosek opiekuna prawnego, zazwyczaj robią to rodzice dzieci niepełnosprawnych, zanim te skończą 18 lat - tłumaczy Artur Papuziński. - Problem w tym, że Dominik takiego opiekuna nie ma i w świetle prawa nic nie można z tym zrobić, bo na matkę nie można było w tej sprawie liczyć. Szkołę skończył, w świetle prawa jest dorosły i samodzielny, więc my też nie mamy żadnych instrumentów prawnych, żeby w jego życie jakoś ingerować.

Osób w podobnej sytuacji jest więcej. W tej samej szkole, którą skończył Dominik, uczy się 21-letnia Kasia. Dziewczyna mieszkała z ojcem, który się od niej wyprowadził. Przez kilka lat opiekowała się nią babcia, która zostawiła wnuczkę samą gdy ta stałą się pełnoletnia. Kasia jest upośledzona umysłowo w stopniu umiarkowanym.

- Ją też za chwilę ktoś wykorzysta. Być może jeszcze bardziej dotkliwie - mówi Artur Papuziński. - Jest dorosłą kobietą która, jak by to delikatnie powiedzieć, lubi towarzystwo mężczyzn. I nie do końca zdaje sobie sprawę z konsekwencji pewnych kontaktów.

Czy Dominik jest samodzielny? - pytam Małgorzatę Michalską, pedagog ze szkoły, w której uczył się Dominik.

- Absolutnie nie - słyszę w odpowiedzi. - Jest zdolny do samoobsługi, może pracować, ale musi mieć nad sobą jakiś rodzaj kontroli.

O przypadek Dominika pytam w łódzkim Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej. Czy była szansa na zabranie go z patologicznej rodziny? Tego się nie dowiem. Cztery literki: R O D i O znów wykorzystano w charakterze muru obronnego przeciwko natrętnym dziennikarzom. Bardziej niż na szukaniu winnych, zależy mi jednak na znalezieniu rozwiązania. Tego, którego jak twierdzi szkolna pedagog, poszukuje się odkąd Dominik zaczął być dorosły.

- Sprawa jest trudna, bo ten pan jest dorosły i nie ma podstaw do jego ubezwłasnowolnienia - mówi Monika Pawlak z łódzkiego MOPS.

Malowanie, szlifowanie, życie

Kiedy Dominik uczył się w szkole, utrzymywał się z renty rodzinnej. Jak mówi, było to 500 złotych miesięcznie.

Dziś pracuje w jednej z łódzkich stolarni, gdzie odnawia antyki. Dostał tam pracę zaraz po skończeniu szkoły. Jak mówi, zarabia miesięcznie 1500 złotych. Prawo do renty wciąż mu przysługuje, ale na razie jej nie pobiera, bo czeka na decyzję.

- Lubię tę pracę - mówi. - To są takie proste rzeczy. Malowanie, szlifowanie. Czasami odnawiamy stare meble. Wiesz, to chodzi o to, żeby coś robić. Takie normalne życie.

O to jak Dominik radzi sobie w pracy, pytam jego przełożonego.

Źródło: WP.PL

- Radzi sobie coraz lepiej. Wiadomo, są lepsze i gorsze dni. Niekiedy pewne rzeczy muszę mu powtarzać, czasem coś zepsuje i musi robić jeszcze raz. Ale generalnie jest bardzo dobrym pracownikiem. Widać, że lubi swoją pracę i jest zaangażowany. Czasem nawet za bardzo - opowiada Jakub Olczyk, szef Dominika.

- A jak traktują go inni pracownicy? - pytam.

- Dominika wszyscy lubią. Jest bardzo uczynny, pomocny. Nigdy nie było z nim problemów - odpowiada pan Jakub.

Na to, żeby spłacić wszystkie zobowiązania, oscylująca wokół najniższej krajowej pensja i niewielka renta to jednak za mało. Pytam, czy Dominik myślał o zmianie pracy na lepiej płatną.

- Pewnie, że myślałem. Ale się boję - odpowiada. - Mam problemy z agresją, z kontrolowaniem. W tej pracy wszyscy mnie już znają, wiedzą czego się spodziewać, jak zareagować. Nie wiem, co pomyśleliby o mnie inni.

Dom pod specjalnym nadzorem

Dominik mieszka w mieszkaniu chronionym, prowadzonym przez łódzkie Towarzystwo Przyjaciół Niepełnosprawnych.

- Celem działalności MCh w Łodzi jest zapewnienie całodobowego wsparcia w readaptacji osób chorujących na schizofrenię, które nie wymagają leczenia szpitalnego, a jednocześnie nie radzą sobie w codziennym życiu. Celem terapeutycznym jest takie usamodzielnienie tych osób, aby mogły dobrze funkcjonować w swoich domach - czytam na stronie internetowej TPN.

Jak mówi sam Dominik, opieki mu jednak brakuje.

- Chciałbym, żeby ktoś poszedł ze mną do komornika i pomógł wszystko wyjaśnić, ale ciągle słyszę "nie teraz, kiedy indziej" - opowiada Dominik. - Zabierają mi tylko dowód, żebym niczego nie wziął.

Dzwonię do opiekunki Dominika, żeby zapytać na czym polega opieka w mieszkaniu chronionym i czy jest jakiś sposób na to, żeby wyciągnąć go z długów.

- Pan Dominik jest osobą dorosłą i nie mogę udzielać żadnych informacji na jego temat - słyszę.

Prowadzone przez TPN mieszkania chronione przeznaczone są przede wszystkim dla pacjentów, którzy wyszli ze szpitali psychiatrycznych i potrzebują miejsca, w którym mogliby przygotować się do powrotu do normalnego życia.

Pobyt w takim miejscu jest, z założenia, tymczasowy. Mieszkańcy płacą za takie mieszkanie maksymalnie 70 proc. swoich miesięcznych dochodów, np. renty.

- Prawnika na stałe nie zatrudniamy, ale jeśli ktoś z naszych mieszkańcw potrzebuje takiej pomocy, to mu ją organizujemy - mówi Kamila Niedźwiecka z Towarzystwa Przyjaciół Niepełnosprawnych. - Jeśli ktoś o taką pomoc poprosi na pewno ją otrzyma.

Czy Dominik poprosił? Twierdzi, że tak. Czy na pewno tak było? Pewności nie mam.

- Dominik nie cierpi na chorobę psychiczną, więc takie mieszkanie nie jest do końca tym, czego by potrzebował. Ale umieszczenie go tam było najlepszym, co można było zrobić - wyjaśnia Małgorzata Michalska.

Imię, nazwisko, numer

Jak można sprzedać kredyt, pożyczkę czy usługę telekomunikacyjną komuś, kto nie rozumie co podpisuje? Okazuje się, że bardzo łatwo. I wcale nie potrzeba do tego złej woli.

By o to zapytać, umawiam się z Adamem, który do niedawna pracował w call center dużego, znanego banku. Sprzedawał karty kredytowe.

- Dla sprzedawcy klient to tylko imię, nazwisko i numer. To wszystko co widać, nie ma żadnej historii kredytów, poprzednich umów, nic. Jeśli klient się zdecyduje, wypełniasz z nim wniosek, który wysyłasz do działu analiz. Jak przychodzi z powrotem, to widzisz tylko, czy decyzja jest pozytywna, czy nie - opowiada Adam. - Jeśli człowiek po drugiej stronie słuchawki nie ma problemów z mówieniem i sensownie odpowiada na zadane pytania, to nie ma szans się zorientować, że czegoś nie rozumie.

- A jak się taki sprzedawca jednak zorientuje, to co? Może odmówić? - pytam.

- Któregoś razu dodzwoniłem się do starszej pani. Była bardzo sympatyczna, ale nie wiedziała za bardzo co to jest karta kredytowa. Podziękowałem i się rozłączyłem. Po czym wezwał mnie przełożony i powiedział: "ja bym jej sprzedał wszystko" - opowiada Adam. - Moja koleżanka sprzedała kiedyś kartę kredytową obcokrajowcowi, który słabo mówił po polsku. Myślał, że zamawia kartę zniżkową na siłownię.

O umowy zawarte z Dominikiem pytam w sieci Play.

- Gdyby nie Pana mail nie mielibyśmy pojęcia, że mamy do czynienia z osobą chorą. Nikt do nas nie dzwonił, nie wysłał nam żadnych dokumentów, które pozwoliłyby nam inaczej spojrzeć na ta sytuację. Jestem przekonany, że znajdziemy jakieś polubowne rozwiązanie, ale przy założeniu, ze klient już nigdy nie będzie mógł u nas podpisać kolejnej umowy - odpowiada Marcin Gruszka, rzecznik prasowy sieci.

Czytaj też: Rząd ma swój pomysł na niepełnosprawnych. Może nim "rozsadzić" budżet NFZ

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Finanse