Trwa ładowanie...
seks
10-12-2010 15:12

Oglądają w pracy porno!

Urzędnicy amerykańskiej komisji kontrolującej giełdę nie są wyjątkiem. Oglądanie w biurze porno to wśród białych kołnierzyków norma. Robi to trzech na dziesięciu pracowników. Tylko 7 proc. zalicza wpadkę.

Oglądają w pracy porno!Źródło: Thinkstock
d1w9tq5
d1w9tq5

Media aż huczą, że spece z federalnej Komisji Kontroli Giełdy Papierów Wartościowych (SEC), zamiast pilnować bankowców, godzinami oglądali pornografię na komputerach w pracy. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że byli wśród nich wysokiej rangi urzędnicy. Ale podobne skandale co i rusz wyłażą na światło dzienne. Niecenzuralne filmiki podniecały również pracowników Narodowej Fundacji Nauki (NSF), amerykańskiej agencji rządowej, przyznającej granty na badania naukowe. Według doniesień „Washington Times”, panowie ci na intymnych stronach i na czatach ze striptizerkami spędzali całe dnie. Co ciekawe, prym w świntuszeniu wiódł dyrektor NSF, który zakazanym przyjemnościom oddawał się przez okrągły rok.

Aniołkiem nie był także 35-letni Jay Henderson, były dyrektor szkoły podstawowej w Islington, do której uczęszcza jedno z dzieci burmistrza Londynu – Borisa Jonhsona. Za oglądanie porno w swym gabinecie menedżer stracił stanowisko, pracę i niebagatelne uposażenie – 80 tys. funtów rocznie. Chcąc uniknąć drastycznej kary, tłumaczył, że wolałby nagie panienki podziwiać w domu, ale, niestety, z powodu licznych obowiązków służbowych nie spędza w nim za dużo czasu. Henderson potraktowany został jednak surowo. Na łaskę nie mógł też liczyć bohater podobnej afery w fabryce BASF za naszą zachodnią – biedak dostał dyscyplinarkę, gdy jego „ekscesy” stały się głośne w całych Niemczech. Więcej szczęścia miał pewien Japończyk z Kinokawy, któremu firma jedynie obniżyła pensję. Był to duży akt łaski, zważywszy że delikwent bił rekordy w długości czasu marnowanego na „różowe” witryny. Jak podaje BBC, w ciągu 9 miesięcy pracy odwiedził 780 tys. takich stron. Jego średnia to 10 tys. dziennie i ponad 20 na minutę. Dzięki temu,
że jego stanowisko pracy było ogrodzone ściankami, Azjata swej zboczonej pasji oddawał się bez przeszkód. Do czasu. Mały porno-skandal wydarzył się też w pewnym polskim wydawnictwie. Administrator systemu był zdumiony podwójnie. Bo – po pierwsze – przez komputer, który naprawiał, codziennie przepływały filmy z nurtu twardej pornografii. Po drugie – pracowała przy nim nobliwa pani redaktor w wieku jego babci.

Wymienione przypadki to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Oglądanie porno w pracy staje się zjawiskiem niemal powszechnym. W USA robi to aż 25 procent pracowników biurowych, według ankiety przeprowadzonej przez firmę Nielsen Online. W Wielkiej Brytanii na „gołe babki” w czasie służbowym lubi sobie popatrzeć co trzeci respondent. Międzynarodowe statystyki też nie wyglądają dobrze. Firma PixAlert, zajmująca się ochroną firmowych sieci przed nielegalnymi treściami, skontrolowała 10 tys. komputerów w 125 przedsiębiorstwach z sektora biznesowego i publicznego na całym świecie. W jednej czwartej komputerów znalazła zdjęcia lub firmy pornograficzne. Materiały o takiej treści wykryto również w 12,4 proc. z 12 tys. zbadanych kont pocztowych. Niestety, nie wiadomo, z jakich krajów dotyczą te dane.

Socjolodzy nie mają wątpliwości: zapotrzebowanie na pornografię i seks wśród „białych kołnierzyków” rośnie (niemal o jedną czwartą rocznie), a sam proceder zyskuje akceptację społeczną. Zjawisko nasila się m.in. z powodu kryzysu – menedżerowie znajdują się teraz pod znacznie większą presją niż w okresie prosperity, co poniekąd usprawiedliwia ich wysiłki skierowane na odpoczynek, odstresowanie, redukcję napięć. A jednak nie mówimy tutaj o jakiejś zupełnie nieszkodliwej rozrywce. Dekoncentracja i spadek wydajności oraz zawirusowanie służbowych komputerów to koszty, jakie ponosi firma. Pracownik zaś naraża się na zwolnienie dyscyplinarne, wstyd i utratę opinii. I nie ma się co pocieszać, że – wedle brytyjskich badań – tylko 7 proc. osób zostaje złapanych na gorącym uczynku. W tej grupie może się znaleźć każdy zwolennik oglądania pikantnych obrazków w pracy.

Mirosław Sikorski

d1w9tq5
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1w9tq5