Trwa ładowanie...
d2013xa
d2013xa

Robotyzacja w Polsce potrzebuje specjalistów i odpowiedniego finansowania (aktl.) (korekta)

# w 6 akapicie zamiast Kowalski powinno być Jędrzej Kowalczyk, w 8 akapicie być dr Bohdan Wyżnikiewicz, w 16 c Bożena Lublińska - Kasprzak, w 21 akapicie Kominek #
Share
d2013xa

01.12. Warszawa (PAP/PAP Technologie) - Robotyzacja będzie się w Polsce się rozwijała, o ile firmy znajdą lepsze finansowanie, zatrzymają w kraju specjalistów i spadnie bezrobocie - uważają paneliści, którzy wzięli udział we wtorkowej debacie PAP nt. robotyzacji.

Prof. Mariusz Olszewski z Politechniki Warszawskiej podkreślił, że zainteresowanie robotami jest coraz większe, lecz świadomość ich wykorzystania jest nadal niewystarczająca.

"Patrząc na wyniki wielu raportów, możemy zauważyć niską świadomość wykorzystania robotów, które podnoszą jakość, obniżają koszty produkcji i podwyższają bezpieczeństwo pracy. To dostrzegają jednak tylko Ci, którzy wykorzystują już roboty w swojej pracy" - podkreślił Olszewski podczas debaty "Czas na roboty, czyli mechaniczni pracownicy w przedsiębiorstwach produkcyjnych w Polsce i na świecie".

d2013xa

Według niego główną przeszkodą w rozwoju robotyzacji w Polsce nie jest szkolenie specjalistów, lecz długi czas zwrotu inwestycji w maszyny.

"Roboty w Niemczech amortyzują się w czasie od 9 do 12 miesięcy, ponieważ robotnicy w Niemczech zarabiają 4 razy więcej. W Polsce ta amortyzacja to 36 do 40 miesięcy" - dodał prezes "FANUC" Polska Jędrzej Kowalczyk.

Dr Bohdan Wyżnikiewicz z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową zaznaczył z kolei, że w Polsce nadal mamy do czynienia z przekonaniem, że roboty odbierają ludziom miejsca pracy, podczas gdy rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.

"Roboty są skoncentrowane w niektórych, specyficznych branżach. Roboty nie zabierają miejsc pracy, bo dzięki nim ludzie mają więcej pracy. Tego nie widać z perspektywy przedsiębiorstwa; wykorzystanie robotów wymaga zatrudniania ludzi gdzie indziej, np. na uczelniach" - zaznaczył Wyżnikiewicz.

d2013xa

Prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości Bożena Lublińska-Kasprzak zauważyła z kolei, że robotyka rozwija się szybciej w krajach, gdzie koszty pracy znacznie przewyższają koszty pracy robotów.

"W Polsce mamy jedne z najniższych kosztów pracy w Europie, a koszt godziny pracy robota to ok. 8 dolarów. Polskim firmom nadal opłaca się zatrudniać pracowników. Przez wiele lat borykaliśmy się z dwucyfrowym bezrobociem. Rozmawiając z pracodawcami zauważyłam, że mieli oni skrupuły, że przez społeczny odbiór nie wprowadzali robotów" - mówiła Lublińska-Kasprzak.

Dodała, że choć polskie firmy niewiele inwestują w innowacje, to jest coraz więcej pieniędzy na wdrażanie innowacyjnych rozwiązań, co - jej zdaniem - wpłynie na rozwój robotyzacji. "Przedsiębiorcom coraz łatwiej uzyskać takie dofinansowanie, czy to europejskie, czy na rynku komercyjnym" - podkreśliła.

Innego zdania był prezes spółki "Adamus HT" - Henryk Adamus. Według niego w Polsce nie brakuje pieniędzy, lecz wykształconych specjalistów.

d2013xa

"Aby uruchomić 7 robotów, potrzebowałem 12 miesięcy, by wykształcić swoich pracowników. Musimy ściągnąć ludzi z zewnątrz na politechniki i dobrze im zapłacić. Ci co umieli dawno już wyjechali, a ci co zostali, nie do końca są na bieżąco. Kraje, które wyprzedzają Polskę pod względem robotyzacji, nie mają na ten cel więcej pieniędzy, lecz lepiej wykształconych specjalistów" - zaznaczył Adamus.

Według niego, w Polsce brakuje od 10 do 20 tys. ludzi wykształconych w tej dziedzinie.

Ekspert Business Centre Club Krzysztof Szubert uważa z kolei, że wśród przedsiębiorców w Polsce brakuje świadomości możliwości wykorzystania robotów.

"Jest tak z tych samych powodów, z których ludzie nie korzystają z internetu - bo nie widzą powodu dlaczego mają korzystać. Dopóki im się tego nie uświadomi, nie da umiejętności. Musimy strategicznie przestawić się na produkcję, ponieważ większość polskich firm to firmy handlowe. To strategiczna decyzja państwa, czy chcemy iść w stronę, w którą poszły Korea Południowa, Japonia czy Chiny - w stronę produkcji" - zaznaczył Szubert.

d2013xa

Jak dodał, z punktu widzenia przemysłu najważniejsze jest, by uczniowie i studenci uczyli się jak najwięcej konkretnych rzeczy, ponieważ przez długi czas uczelnie "kształciły ludzi od niczego". Powodem małej liczby specjalistów jest też - jego zdaniem - przekonanie o niższości szkolnictwa zawodowego, przez co cieszą się one małą popularnością.

Innego zdania była Emilia Maciejewska z Ministerstwa Edukacji Narodowej, według której kształcenie specjalistów rozpoczyna się już w szkołach zawodowych i technikach.

"Szkoły zawodowe są i zaczynają być coraz modniejsze. W tym roku ponad 55 proc. absolwentów gimnazjów wybrało szkoły kształcące w zawodach, zwłaszcza technika. Zawodami, które przygotowują kadry średniego szczebla w tej dziedzinie, to np. monter mechatronik kształcący się w trzyletniej szkole zawodowej, czy technik mechatronik w czteroletnich technikach"

Według Maciejewskiej coraz częstsze są przypadki, kiedy uczniowie jeszcze w trakcie nauki są przedmiotem zainteresowania pracodawców, i znajdują zatrudnienie zaraz po jej ukończeniu.

d2013xa

"Pracodawcy już w trakcie praktyk zawodowych uczniów porozumiewają się z nimi, że zatrudnią ich po ukończeniu technikum. To, że mechatronicy na tym szczeblu nauczania znajdują zatrudnienie potwierdzają dyrektorzy tych szkół" - przekonywała Maciejewska.

Prezes spółki "RoboTrendy" Sylwester Kominek dodał, że kształcenie specjalistów już na poziomie szkół zawodowych pomaga uczniom na późniejszych studiach, gdyż idą na nie z podstawowymi umiejętnościami i nie muszą uczyć się wszystkiego od nowa. Zwrócił jednak uwagę na "kulejącą" jego zdaniem współpracę uczelni z biznesem.

"W Polsce kuleje współpraca uczelni z przemysłem. W Niemczech niektóre uczelnie współpracują z ok. dwoma setkami firm, co u nas raczej jest nie do osiągnięcia. Ale studenci kształtują się w realnym środowisku pracy. Dlatego warto, żeby poznawali je już w szkołach czy na studiach" - uważa Kominek.

d2013xa

Podziel się opinią

Share
d2013xa
d2013xa