Trwa ładowanie...
dg5i0rb

Szklanka do połowy pełna, czy do połowy pusta?

W USA gracze byli w piątek całkowicie zdezorientowani. Wydawali się bardzo różnie interpretować dane z rynku pracy. Można wręcz powiedzieć, że każdy rynek interpretował je inaczej.
Share
Szklanka do połowy pełna, czy do połowy pusta?
Źródło: Fot. Xelion
dg5i0rb

Spójrzmy wpierw na fakty. Na pozór miesięczny raport z rynku pracy okazał się być dużo lepszy od oczekiwań. Ubyło "tylko" 345 tysięcy miejsc pracy, a oczekiwano, że zniknie 520 tysięcy. Poza tym dane z kwietnia i marca zweryfikowano w dół (ubyło mniej miejsc pracy). Stopa bezrobocia wzrosła jednak mocniej niż tego oczekiwano, bo z 8,9 na 9,4 proc. (spodziewano się 9,2 proc.). To najwyższa stopa bezrobocia od 26 lat, ale nie jest ona w USA miarodajnym wskaźnikiem. Komentarze zwracają jednak też uwagę, że gdyby dodać ludzi, którzy już nie szukają pracy, bo stracili nadzieję na jej znalezienie oraz tych, którzy zdecydowali się podjąć pracę w niepełnym wymiarze godzin to tak liczone bezrobocie wyniosłoby 16,4 proc. Do rekordowo niskiego poziomu (najniżej od 45 lat) spadła średnia ilość godzin przepracowanych w tygodniu (33,1 godz.).

Jak widać po wczytaniu się w raport trudno było go uznać za dobry. Jednak gracze prawie zawsze patrzą tylko na ilość miejsc pracy traktując stopę bezrobocia jako uzupełniający wskaźnik. Dlatego też po publikacji tego raportu powstała sytuacji typu: czy szklanka jest do połowy pełna, czy do połowy pusta? Każdy interpretował ten raport na swój sposób. Według mnie dane były słabe, ale z lekkim odcieniem nadziei. Jeden miesiąc nie czyni bowiem trendu. Kto zagwarantuje, że za miesiąc nie zobaczymy wzrostu ubytku miejsc pracy o na przykład 600 tysięcy?

Jakkolwiek by ten raport nie interpretować, to wpłynął on na wszystkie rynki. Przede wszystkim przecenił rynek obligacji znacznie podnosząc ich rentowność. Z tego wynika, że gracze na rynku obligacji uznali raport za pozytywny. Zaczęli nawet mówić o możliwej podwyżce stóp w tym roku (dużo za wcześnie na takie spekulacje). Niewątpliwie właśnie wzrostu rentowności obligacji wystraszyli się gracze na rynku akcji. Jak tak dalej pójdzie to Fed będzie musiał znacznie zwiększyć swoje zakupy na rynku obligacji. Początkowo bardzo się ucieszyli i indeksy rozpoczęły sesję sporym wzrostem. Jednak już po godzinie indeks S&P 500 tracił jeden procent. Potem indeksy oscylowały wokół poziomu czwartkowego zamknięcia. Jak widać zachowanie rynku akcji było dalekie od "byczego".

dg5i0rb

Indeksy na 1,5 godziny przed końcem sesji spadały już całkiem wyraźnie, ale byki starały się zmniejszyć rozmiary porażki. Udało się zamknąć sesję neutralnie, czyli tradycji stało się zadość: raport z rynku pracy często doprowadza do niewielkich zmian indeksów. W niczym to oczywiście nie zmienia obrazu rynku.

GPW rozpoczęła sesję w bardzo "byczym" nastroju. WIG20 błyskawicznie rósł i przez chwilę przebywał nawet nad poziomem 2.000 pkt. To oczywiście jest jedynie opór czysto psychologiczny, bo prawdziwy jest wyżej (okno bessy na 2.098 pkt.), ale indeks tam jednak ugrzązł, a potem zaczął się osuwać naśladując to, co działo się na rynkach europejskich. Również u nas panowało wyczekiwanie. Skończyło się po publikacji danych w USA. WIG20 natychmiast dodał jeden punkt procentowy i znowu pokonał 2.000 pkt. Nie trwało to jednak długo. Ten psychologiczny opór okazał się być za mocny. Poza tym nastroje psuło osuwanie się amerykańskich kontraktów z wysokich poziomów. Podaż szybko przycisnęła nasz rynek i WIG20 zaczął się bardzo szybko osuwać. Zakończyliśmy sesję spadkiem indeksu o 0,34 proc. To oczywiście o niczym nie przesądza. Wręcz odwrotnie - im mniej pewności będzie miał rynek tym lepiej. Faktem jest jednak, że psychologiczny opór na okrągłym poziomie 2.000 pkt. może się stać realnym poziomem oporu - wystarczy jeszcze
jeden nieudany atak.

Piotr Kuczyński
główny analityk
Xelion. Doradcy Finansowi

dg5i0rb

Podziel się opinią

Share
dg5i0rb
dg5i0rb