Branża boi się umowy z Indiami. "Nasze produkty są 4 razy droższe"
Unia Europejska i Indie zakończyły negocjacje umowy o wolnym handlu. - Nasze produkty są cztery razy droższe, więc jak mamy je tam ulokować? - pyta dr inż Ferdynand Gacki, prezes Polskiej Unii Ceramicznej. Obawy branży budzi ryzyko zalania rynku tanimi płytkami ceramicznymi i osłabienia pozycji europejskich producentów.
Polska jest obecnie trzecim producentem płytek ceramicznych w Europie (po Hiszpanii i Włoszech). Jednak europejski, w tym polski, rynek płytek ceramicznych jest bardzo mocno atakowany przez agresywny import płytek ceramicznych z Indii.
"To koniec Unii Europejskiej". Rolnicy rozgoryczeni decyzją UE
Już wiosną 2025 r. część branży alarmowała, że rodzi to duże problemy. Wynegocjowana właśnie umowa sprawia, że obawy są jeszcze większe.
Pomimo obecnie obowiązujących ceł (7-8 proc.), import płytek ceramicznych z Indii do Europy jest najwyższy i wynosi ponad 41 proc. wszystkich importowanych płytek do Europy i nadal wzrasta. Natomiast największa jego część przypada na rynek Polski i stanowi ponad 26 proc. i nadal rośnie - przyznaje w rozmowie z WP Finanse dr inż Ferdynand Gacki, prezes Polskiej Unii Ceramicznej (PUC).
Z wyliczeń organizacji wynika, że w 2024 r. sprzedano w Polsce ok. 50 mln m kw. płytek, z czego ponad 11 mln z Indii.
Prezes uważa, że "pozycja branży jest zagrożona przez agresywny import płytek z Indii, na które obowiązują niemal dziesięciokrotnie niższe cła, niż na produkty sprowadzane z Chin".
Nieco inaczej do kwestii ceł podchodził w rozmowie z money.pl dr Cezary Dąbrowski, prezes Ceramika Netto, największego importera płytek z Indii. - W całej tej wojnie celnej zapomina się o klientach, którzy muszą urządzać swoje mieszkania i domy. Protekcyjna polityka i cła zaporowe powodują, że normalni ludzie finansują gigantyczne marże producentów, ale nie stać ich na urządzanie mieszkań, co z kolei wpływa na ograniczanie popytu i w efekcie zastój na rynku remontowo-budowlanym - ocenił.
Obawy branży płytek ceramicznych
Prezes PUC podkreśla, że w Indiach obserwuje się obecnie intensywną, wspieraną przez rząd strategię rozwoju przemysłu stalowego, żelazostopowego, aluminiowego i ceramicznego, opartą na znaczących inwestycjach publicznych oraz szerokim dostępie do tanich surowców.
- Prowadzi to do dynamicznego zwiększania mocy produkcyjnych, w tym powstawania nadwyżek, które kierowane są na rynki zagraniczne, w tym rynek europejski. W połączeniu z eksportową orientacją indyjskiego przemysłu sytuacja ta stanowi poważne wyzwanie dla producentów z państw członkowskich UE, w tym dla przedsiębiorstw działających w Polsce - twierdzi.
- Branża porównuje Indie z Chinami, gdzie jest typowy dumping różnej maści. W Pekinie rząd dawał ulgi na zakup maszyn oraz bezpośrednio subsydiuje biznesy. W Indiach tego nie ma, to prywatne przedsiębiorstwa - kontrował dr Dąbrowski.
Problem z umową UE-Indie polega na tym, że producenci płytek (choć prawdopodobnie dotyczy to także producentów z innych branż), nie znają jej zapisów. Zdaniem prezesa PUC najważniejsze jest pytanie, czy w toku negocjacji zostały w pełni uwzględnione interesy kluczowych europejskich i polskich sektorów przemysłowych w tym sektora ceramicznego oraz czy dokonano jakichkolwiek zapisów, aby utrzymane zostały warunki uczciwej konkurencji na rynku UE.
Na razie te kwestie pozostają bez odpowiedzi, ale prezes zamierza zadać te pytania władzom w Brukseli w lutym.
- Mam tu na myśli zachowanie pełnej integralności mechanizmu CBAM (granicznego podatku węglowego) oraz odrzucenia jakichkolwiek zwolnień, odstępstw czy preferencyjnych warunków dla Indii - podkreśla.
Oczekuje też "zapewnienia, aby treść umowy nie prowadziła do omijania lub osłabienia innych regulacji i wymogów środowiskowych UE dotyczących produktów importowanych, zagwarantowania pełnej zgodności umowy z celami klimatycznymi, przemysłowymi i konkurencyjnymi UE czy utrzymania zasad wzajemności i równych warunków konkurencji".
Płytki z Indii cztery razy tańsze
Poza kwestiami formalnymi wątpliwości budzą też ogromne różnice między producentami z UE a wytwórcami z Indii. W 2025 r. serwis money.pl podawał, że średnia cena indyjskich płytek wynosi ok. 5,5 euro/mkw., a polskich - 8,2 euro/mkw. Zdaniem prezesa PUC, różnica jest jednak większa.
- Nasze produkty już na starcie są cztery razy droższe, więc jak mamy je ulokować i konkurować w Indiach? To jakieś nieporozumienie - ocenia przedstawiciel branży.
Poza tym europejska, w tym polska branża płytek ceramicznych, zmaga się z wieloma ograniczeniami - z koniecznością przestrzegania szeregu norm jakościowych, warunków pracy czy ograniczeń środowiskowych, które nie obowiązują w Indiach. - Ważną kwestią są także ceny energii i gazu w Polsce, które znacząco podnoszą koszty produkcji - zwraca uwagę dr inż. Gacki.
Pojawią się też pytania o jakość płytek ceramicznych z Indii, którą trudno zweryfikować przed zakupem ze względu na brak certyfikatów jakości.
Prezes wyjaśnia nam, że wszyscy producenci i importerzy płytek ceramicznych na terenie UE i spoza UE podlegają zharmonizowanej, obligatoryjnej normie EN 14411, która określa kryteria, jakie musi spełniać każdy producent i jego produkt, jeżeli chce wprowadzać go do obrotu na terenie UE.
Problem polega na tym, że importerzy często deklarują jedynie część wymaganych zasadniczych charakterystyk. W przeciwieństwie do nich polscy producenci deklarują wszystkie wymagane parametry i poddają wyroby dobrowolnej certyfikacji, m.in. z oznaczeniem bezpieczeństwa "B". Krajowe płytki przechodzą też dodatkowe badania (np. na promieniotwórczość naturalną i atesty higieniczne). Badania te wykonywane są w wyspecjalizowanych jednostkach certyfikujących. Brak pełnych deklaracji w przypadku importu ogranicza możliwość skutecznej kontroli jakości przez instytucje państwowe.
- Importerzy powinni poddać wyroby importowane na teren Polski i UE badaniom, tak jak robią to polscy producenci. Wtedy otrzymaliby dokumenty w postaci certyfikatów, potwierdzających zgodność parametrów importowanych wyrobów z normą zharmonizowaną PN-EN 14411, a nie "tylko" deklarowania właściwości użytkowych w deklaracjach, bez potwierdzenia tych właściwości przez akredytowane laboratoria na terenie UE. Obecne przepisy nie wymuszają takiego działania na importerach - podkreśla prezes PUC.
"Indie zrobiły deal na świecie, a UE?"
Oficjalne wyliczenia organizacji wskazują, że branża produkcji płytek ceramicznych w Polsce już drugi rok z rzędu ogranicza zatrudnienie. - Obecnie to już niecałe 4,5 tys. zatrudnionych. Nie byłoby problemu, gdyby to wynikało z automatyzacji i robotyzacji procesów, bo byłoby to zgodne z nową koncepcją produkcji, jaką jest Przemysł 5.0. - zauważa dr inż. Gacki.
Prezes PUC nie widzi jednak perspektyw, aby skorzystać na otwarciu rynku indyjskiego. - Wygląda na to, że Indie zrobiły deal na świecie, a UE? To się okaże. W Niemczech przemysł płytek ceramicznych już upadł. My, Włosi i Hiszpanie się bronimy, ale pytanie, jak długo - kwituje.
Co wiemy o umowie UE-Indie?
Umowa UE-Indie była negocjowana od 2007 r. Zgodnie z nią Indie będą stopniowo znosić wysokie cła (np. na europejskie samochody, które mają zostać obniżone ze 110 do 10 proc.) i obniżą taryfy na import alkoholi z UE (w przypadku wódki mają spaść ze 150 do 40 proc., a piwa bezalkoholowego - z 55 do 0 proc.).
Natomiast UE wprowadzi system kontyngentów, który umożliwi import z Indii po obniżonych cłach m.in. mięsa baraniego i koziego, kukurydzy cukrowej, winogron, ogórków, suszonej cebuli oraz rumu produkowanego z melasy i skrobi. Jednocześnie z procesu liberalizacji wyłączone zostaną wrażliwe produkty unijne (wołowina, drób, mleko w proszku, etanol, czosnek, ryż i cukier).
Umowa przewiduje mechanizm ochronny, który ma zabezpieczyć rynek UE przed negatywnymi skutkami nagłego wzrostu importu z Indii.
Maria Glinka, dziennikarka WP Finanse i money.pl