W Pińczowie dnieje...

...mawiano złośliwie w Kieleckiem, bo w położonym za górką miasteczku słońce pokazywało się nieco później niż w okolicy. Miała ta złośliwość znaczyć, że w Pińczowie wszystko jest później niż gdzie indziej, że jest tam sennie i nieruchawo.

Obraz
Źródło zdjęć: © AFP

...mawiano złośliwie w Kieleckiem, bo w położonym za górką miasteczku słońce pokazywało się nieco później niż w okolicy. Miała ta złośliwość znaczyć, że w Pińczowie wszystko jest później niż gdzie indziej, że jest tam sennie i nieruchawo.

Fakty są inne - wiele się tam dzieje rzeczy ciekawych, choćby w zakładach Przetwórstwa Owoców i Warzyw Gomar.

W roku 1978 Michał Górniak, inżynier rolnik, pracownik spółdzielni ogrodniczych w Świętokrzyskiem, postanawia iść na swoje. Zakłada wraz z żoną Ireną sad, zaczyna handlować owocami.

Po upadku Horteksu na rynku jest dziura - nie ma kto skupować owoców i warzyw od rolników. Państwo Górniakowie mają już w Walentynowie koło Lipska chłodnię na 300 ton i komorę chłodniczą na 500 ton. Zaczynają eksportować jabłka na Wschód oraz mrożone porzeczki i wiśnie na Zachód.

- Od podszewki znałem problemy i rozterki rolników w sytuacji, kiedy był urodzaj i nie było gdzie jabłek i marchwi sprzedać - wspomina Michał Górniak. - Kiedy w Polsce wszystko padało, łącznie z ustrojem, kiedy przed polskimi jabłkami i warzywami został zamknięty rynek wschodni, a nasi producenci zostali na lodzie, zdecydowałem się wziąć inicjatywę w swoje ręce i zacząłem eksportować. Pierwsze próby były zachęcające, bo miałem rozeznanie w branży, rolnicy znali mnie i ufali.

Pan Górniak mówi, że stopniowo zdobywał nowe rynki i doświadczenie, i cały czas inwestował. Ten czas trwa do dzisiaj, oprowadzając po pińczowskim zakładzie, jego właściciel nieraz mówi, że to będzie rozbudowane, a tu już za rok nowa linia dołożona.

Czas Gomaru

W 1992 roku państwo Górniakowie rejestrują firmę Gomar - jak ich dzieci: Gosia i Marcin.
Dwa lata później od spółdzielni ogrodniczej w Radomiu dzierżawią chłodnię na 2 tys. ton, a w 1995 najpierw dzierżawią, a potem kupują nieco mniejszą chłodnię w Kielcach.

Istniejący od kilkudziesięciu lat w Pińczowie zakład przetwórczy Agrosu, dawnej peerelowskiej centrali handlu zagranicznego, jest już wtedy własnością Zofii Gabor-Sobieralskiej. Od niej właśnie w roku 2002 Michał i Irena Górniakowie kupują Agros-Pińczów, na owe czasy zakład nowoczesny. Jest tam zamrażalnia na 5000 ton, linie do produkcji koncentratów owocowych i warzywnych, linie do rozlewania soków, syropów dżemów i koncentratów, do produkcji marynat i innych przetworów z owoców i warzyw.

Negocjują umowę z pracownikami, a są wtedy w Pińczowie trzy związki zawodowe. Nie było to chyba łatwe, skoro teraz, po dziesięciu niemal latach, Tadeusz Winiarski, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w Gomarze, podkreśla, że szef jest mistrzem negocjacji i bez tej jego umiejętności nie wiadomo, jak by z dogadaniem się z załogą było.

- W Gomarze pracuje teraz około 400 osób, a w sezonie nawet do 600 - mówi dyrektor Winiarski. W skład firmy wchodzi zakład w Pińczowie - największy, w Walentynowie pod Lipskiem, gdzie są korzenie Gomaru, i w Kielcach. Dzierżawiona dawniej chłodnia w Radomiu należy do osobnej spółki Chłodnie Gomar, kieruje nią Marcin Górniak. A jego siostra Małgorzata jest w Pińczowie zastępcą dyrektora ds. eksportu. Jej mąż - dyrektorem ds. zaopatrzenia.

Teraz w ofercie są powidła, marmolady, dżemy, koncentraty, syropy, napoje, soki, sałatki warzywne, ogórki - razem niemal 60 różnych produktów. Michał Górniak podkreśla, że Gomar jest firmą nowoczesną, stale inwestującą w maszyny i urządzenia.

Ma np. na liniach urządzenia segregujące owoce według koloru, można więc precyzyjnie wyłowić niedojrzałe lub za mało dojrzałe, wychwycić te, z których maszyna drylująca nie usunęła pestek. Przy wiśniach dozwolona norma to cztery pestki na kilogram owoców.

Czas ekspansji

Z czym ma Pińczów problemy? Michał Górniak mówi, że nie boi się o skup warzyw i owoców. Ma kilka tysięcy podpisanych umów kontraktacyjnych, jest też sporo chętnych dostawców bez kontraktów. Ani o eksport.

Gomar wysyła za granicę połowę produkcji mrożonych owoców jako bezpośredni eksporter, a sporo jeszcze eksportują pośrednicy. Najwięcej idzie do krajów Unii, ale także do USA, Chile, Norwegii. Skandynawowie wysoko cenią sobie np. rabarbar.

- Problemem jest rozpoznawalność marki. Moje wyroby nie są gorsze niż np. Łowicza czy Pudliszek, ale marka Gomar Pińczów jest znana tylko w Polsce południowej - mówi Michał Górniak. Można by dodać, że raczej w południowo-środkowej. Teraz Gomar chce zaistnieć także w województwach lubelskim, mazowieckim, łódzkim, kujawsko-pomorskim, a docelowo, w roku 2011, stać się marką ogólnopolską.

Produkcja dla detalu, dla handlu, czyli wyroby gotowe, to dziś jedynie 7 proc. sprzedaży. Reszta jest przeznaczona do dalszej przeróbki, np. owoce mrożone kupują producenci lodów i jogurtów, koncentraty producenci napojów. - Chcemy osiągnąć poziom 30 proc. wyrobów gotowych w całości sprzedaży - mówi dyrektor Winiarski. I dodaje, że Gomar jest przygotowany na wydatki na promocję swojej marki. Już dziś jego wyroby są w sieciach Kaufland i Eurocash, a sprzedaż detaliczna rośnie po 10 proc. miesięcznie. Powstało 6 grup sprzedażowych, pracuje 20 handlowców.

- Rok będzie ciężki - podkreśla Michał Górniak. - Surowca jest o połowę mniej i jest niższej jakości, a jego ceny są dwa razy wyższe niż rok temu. Toteż wyniki finansowe Gomaru będą nieco gorsze niż w roku 2009, bo marże nie wzrosną, a owoców i warzyw do przerobu będzie mniej. Możliwości produkcyjne są wykorzystywane w 50-60 proc. Jest więc rezerwa, jest możliwość szybkiego zwiększenia produkcji.

Czas przyszły

W przyszłości Gomar ma stać na trzech nogach, mniej więcej tak samo silnych. Jedna to sprzedaż mrożonych warzyw i owoców - tak jak do tej pory, w dużych hurtowych opakowaniach. Dziś jest to najważniejsze źródło przychodów firmy.

Druga to sprzedaż koncentratów owocowych i warzywnych. Trzecia to wyroby gotowe - powidła, dżemy, przetwory warzywne. Z których wyrobów Michał Górniak jest szczególnie zadowolony?

Nie bardzo chce mówić, bo przecież wszystkie są dobre. Wreszcie wskazuje na koncentrat pomidorowy, powidła śliwkowe, sok marchwiowy Michaś i podkreśla, że Gomar Pińczów to średnia i górna półka.

Jan Bazyl Lipszyc

Wybrane dla Ciebie
Demografia uderzy w ceny mieszkań? Analityk nie ma wątpliwości
Demografia uderzy w ceny mieszkań? Analityk nie ma wątpliwości
Masło po 0,88 zł. Dlaczego jest tak tanie? Oto ukryty cel sklepów
Masło po 0,88 zł. Dlaczego jest tak tanie? Oto ukryty cel sklepów
"Niech cała Polska wie". Zmierzyliśmy głośność wiatraków
"Niech cała Polska wie". Zmierzyliśmy głośność wiatraków
Fiasko strajku w Dino? Podali szacunki
Fiasko strajku w Dino? Podali szacunki
Strajk w centrum giganta odzieżowego. 440 osób może stracić pracę
Strajk w centrum giganta odzieżowego. 440 osób może stracić pracę
Upada polska firma elektryczna. Będą zwolnienia grupowe
Upada polska firma elektryczna. Będą zwolnienia grupowe
Piwa "zerówki". Polacy pokazali paragony. Prawda wyszła na jaw
Piwa "zerówki". Polacy pokazali paragony. Prawda wyszła na jaw
Oni nie dostaną czternastki. ZUS wskazuje kwotę
Oni nie dostaną czternastki. ZUS wskazuje kwotę
KRD zapytał o Pierwszą Komunię. Widełki od pięciu do dziesięciu tys.
KRD zapytał o Pierwszą Komunię. Widełki od pięciu do dziesięciu tys.
Półki uginają się od jego produktów. Gigant obawia się potężnych strat
Półki uginają się od jego produktów. Gigant obawia się potężnych strat
Stracił dojazd do własnego pola. Gigant żąda 2 tys. zł miesięcznie
Stracił dojazd do własnego pola. Gigant żąda 2 tys. zł miesięcznie
Miasto nie ma własnego budżetu. Obcięto wydatki do minimum
Miasto nie ma własnego budżetu. Obcięto wydatki do minimum
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY 🌟