Trwa ładowanie...
d299xea

Wczuj się w rolę ministra finansów

Chodzi o to, by wczuć się w rolę ministra finansów, który przy nieograniczonych potrzebach i niewystarczających środkach musi wybrać, na co je przeznaczyć - mówi o przekazywaniu 1 proc. podatku współprzewodniczący Rady Działalności Pożytku Publicznego Kuba Wygnański.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Wczuj się w rolę ministra finansów
(newspix, Fot: Damian Burzykowski)
d299xea

PAP: Z roku na rok więcej osób przekazuje 1 proc. podatku na rzecz organizacji pożytku publicznego (OPP), z roku na rok coraz wyraźniej jednak widać, że ten mechanizm ma swoje wady

Kuba Wygnański: 1 proc., który wspiera działania w obszarze pożytku publicznego, ma niezaprzeczalnie wiele zalet, ale zdarza się, że podlega czemuś w rodzaju prywatyzacji. Dzieje się tak na dwa sposoby. Jeden to jest prywatyzacja w takim rozumieniu, że beneficjentem, i to z góry znanym, jest konkretna osoba. Jestem daleki od zbyt prostych ocen, ale uważam, że na pewno nie po to był wymyślony 1 proc. Buntuję się przeciwko temu, że ja na podstawie tego, że akurat znalazłem się na liście mailingowej albo zobaczyłam zdjęcie, które było bardziej rozdzierające niż inne, zdecydowałem się przekazać 1 proc. na jedno dziecko zamiast np. do organizacji, która opiekuje się całą grupą takich dzieci i jest w stanie roztropnie podzielić środki, ze względu na różne potrzeby podopiecznych. Rzadko uświadamiamy sobie, że prowadzi to do tego, że rodzice, których dzieci chorują na podobna chorobę, de facto muszą konkurować miedzy sobą: kto ma więcej znajomych (szczególnie tych lepiej zarabiających), lepsze kontakty w mediach
etc. Uczestnictwo w tym "rynku" to zapewne bardzo trudna sytuacja dla samych rodziców.

Drugi rodzaj prywatyzacji polega na tym, że pojęcie pożytku publicznego jest sprowadzane wprost do pożytku całkowicie prywatnego. Tu nie chodzi zatem o pomoc innej, konkretnej osobie, ale wykorzystanie 1 proc., żeby po prostu "zapłacić" np. za edukację swoich dzieci. Tak się dzieje, gdy przekazujemy 1 proc. na szkołę czy przedszkole naszych dzieci. Być może państwo powinno tworzyć zachęty podatkowe, by ludzie inwestowali w edukację dzieci. Osobiście popierałbym ten pomysł, ale użycie do tego mechanizmu 1 proc. lub darowizn to nieporozumienie. To nie jest pożytek publiczny ani nie jest to darowizna we właściwym znaczeniu tego słowa. W istocie jest to wzajemna wymiana świadczeń.

d299xea

Na to wszystko nakłada się problem organizacji, które żyją głównie z pośrednictwa w zbieraniu 1 proc., i których rola ogranicza się praktycznie do obsługi księgowej transferów na rzecz "końcowego odbiorcy", który nie posiada statusu OPP. Często pobierają one procent od tego, co zbiorą (to samo w sobie jest niedobrą praktyką). To są swego rodzaju nieporozumienia czy patologie związane z 1 proc., i widać, że nie wszystko tu zadziałało tak, jak byśmy chcieli. Pewnie w przyszłości wymaga to korekt legislacyjnych, ale najważniejsza jest kwestia edukacji samych podatników, aby świadomi byli istnienia tego rodzaju zjawisk.

PAP: Rada Działalności Pożytku Publicznego często podkreśla, że 1 proc. to nie darowizna, ale pieniądze publiczne. Dlaczego tak ważne, by ludzie uświadamiali sobie, że przekazując 1 proc., dysponują publicznymi pieniędzmi?

KW: Ludzie pomylili 1 proc. z filantropią. A niestety z filantropią nie ma on nic wspólnego. Wszystko wskazuje na to, że 1 proc. nie rozwija autentycznej filantropii, tylko ją poniekąd zastępuje i tym samym czasem wręcz niszczy. W czasie, kiedy wzrastała ilość pieniędzy z 1 proc. gwałtownie, chyba siedmiokrotnie, spadła liczba darowizn.

Pierwotny zamysł był taki, że to będzie moment takich obywatelskich rekolekcji: chodzi o to, by ludzie wczuli się jakby w rolę ministra finansów, który przy nieograniczonych potrzebach i zawsze niewystarczających środkach musi dokonać trudnego wyboru, na co je przeznaczyć. W każdym razie, że będą się zastanawiać nad tym, jaki rodzaj dóbr publicznych chcą wspierać. To nie do końca się udało.

d299xea

PAP: Przekazywanie 1 proc. na rzecz OPP staje się coraz powszechniejszym zwyczajem, powinniśmy się chyba z tego cieszyć?

KW: Nasza "ekonomia dobra" bardzo się zrytualizowała, to jest chyba największy nasz problem. Mamy w ciągu roku kilka "ceremoniałów": kupienie świecy Caritasu, Finał WOŚP, 1 proc., i wydaje nam się, że wystarczy tylko uczestnictwo w nich, aby samych siebie uznać za "dobrych obywateli" i współczujących bliźnich. A to jest często głębokie nieporozumienie. Często, jeśli głębiej zastanowimy się nad motywacjami, okazać się może, że dajemy pieniądze nie po to, żeby rozwiązać problem, ale uwolnić się od niego i zapomnieć o nim. A rozwiązaniem wielu problemów - szczególnie problemów dotyczących solidarności i pomocy - nie są niestety tylko pieniądze. Często wymaga to "bycia z innymi", poświecenia im czasu i uwagi. I wtedy okazuje się, że to jest dla nas znacznie trudniejsze niż skreślenie rubryki w PIT.

To, co daje do myślenie, to fakt, że mechanizm 1 proc. generuje dość duże środki, ale te środki są silnie skumulowane w grupie niewielu organizacji. Częściowo dlatego, że my jesteśmy intelektualnie leniwi, że dajemy się uwodzić mediom, nie chce nam się rozejrzeć wokół siebie etc. Pouczające jest to, że ponad tysiąc gmin w Polsce nie odbiera 1 proc.

PAP: Ale są chyba dobre strony tego "rytuału"?

KW: Nie chcę powiedzieć, że ten mechanizm nie ma plusów. Przede wszystkim bardzo wspomaga to organizacje, ludzie dowiedzieli się, że istnieją OPP, zobaczyli, jak różnorodna jest paleta ich działań, na pewno coraz częściej zdają sobie sprawę z tego, jak bardzo różnie można definiować dobro publiczne.

Rozmawiała Agata Kwiatkowska

d299xea

Podziel się opinią

Share
d299xea
d299xea