Widmo zarazy nad Polską. Pryszczyca może przenosić się w powietrzu

Pryszczyca to groźna choroba zwierząt, która może dotrzeć do Polski. Choć na razie brak jej ognisk w kraju, eksperci ostrzegają przed realnym zagrożeniem. Wirus przenosi się nawet na 60 km na lądzie i 300 km nad wodą, dlatego rolnicy obawiają się o przyszłość, a rząd wprowadza działania prewencyjne.

Kontrole sanitarne na polsko-słowackiej granicy
Kontrole sanitarne na polsko-słowackiej granicy
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, East News | Anita Walczewska

- W Polsce nie ma pryszczycy – powiedział w Sejmie minister rolnictwa Czesław Siekierski. Bynajmniej nie oznacza to, że polscy rolnicy mogą spać spokojnie. Mowa o niezwykle zaraźliwej chorobie atakującej zwierzęta hodowlane.

Niezwykła łatwość w pokonywaniu granic

Niestety, ogniska pojawiły się na Węgrzech i Słowacji. Dlatego też na granicach wprowadzono od razu działania prewencyjne.

Na tę niezwykłą łatwość rozprzestrzeniania się wirusa pryszczycy w populacji organizmów wrażliwych składa się kilka czynników. Po pierwsze, zwierzęta po przechorowaniu pozostają długotrwałymi nosicielami i siewcami wirusa do otoczenia. Po drugie, wirus jest bardzo oporny na czynniki środowiskowe, co sprawia, że może w nim przeżyć przez długi okres. Nie niszczy go peklowanie, solenie, suszenie, a także mrożenie, co powoduje, że nie tylko żywe zwierzęta stanowią olbrzymie zagrożenie, ale także wszelkie produkty zwierzęcego pochodzenia – wyjaśnia w rozmowie z WP Finanse prof. dr hab. Agata Bancerz-Kisiel, prodziekan ds. rozwoju na Wydziale Medycyny Weterynaryjnej Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

Dlatego zagrożenie pryszczycą przeniesioną z sąsiednich krajów do Polski jest realne i nie jest tylko opcją hipotetyczną. Dodatkowo pryszczyca może przenosić się drogą powietrzną na dużym obszarze.

- Wirus może rozprzestrzeniać się w sprzyjających warunkach drogą powietrzną, za pośrednictwem tzw. zakaźnych aerozoli, na odległość 10 km na lądzie (niektóre źródła wskazują nawet 60 km), a nad wodą na odległość 250-300 km (z Bretanii przez kanał La Manche na wyspę Wight w 1981 r.). Podsumowując, wystąpienie ognisk pryszczycy tuż za naszymi granicami, zwłaszcza słowacką, stanowi duże zagrożenie dla naszych rodzimych stad – wyjaśnia naukowczyni.

To byłby cios w polskie rolnictwo

Ogniska pryszczycy w Polsce byłyby potężnym ciosem dla branży mięsnej.

Jak wyliczał w Sejmie Siekierski, według Agencji Restrukturyzacji w Polsce utrzymywane jest około 6,3 miliona sztuk bydła, w tym prawie 2 miliony krów mlecznych. Hodowlą bydła zajmuje się ponad 260 tysięcy gospodarstw, z których 140 tysięcy prowadzi stada mleczne. Polska zajmuje pod tym względem trzecie miejsce w Unii Europejskiej po Niemczech i Francji.

Polscy rolnicy uważają, że pryszczycy w Polsce nie da się uniknąć, mimo wprowadzonych działań prewencyjnych. Tym bardziej że do Polski trafiły transporty z Węgier i Słowacji.

Inspekcja Weterynaryjna prowadzi wzmożone kontrole gospodarstw, do których wprowadzono zwierzęta z terytorium Słowacji w okresie 30 dni poprzedzających wystąpienie pryszczycy. Zgodnie z danymi systemu TRACES (informatyczny system kontroli i powiadamiania o przemieszczeniach zwierząt żywych i produktów pochodzenia zwierzęcego przez terytorium państw członkowskich Unii Europejskiej), w okresie od 20 lutego do 20 marca 2025 r. ze Słowacji do Polski zrealizowano 412 takich przesyłek. Wszystkie zwierzęta poddawane są badaniom klinicznym, pobierane są próbki do badań laboratoryjnych, a gospodarstwa, do których trafiły zwierzęta, objęte są kwarantanną – wyjaśnia prof. Bancerz-Kisiel.

Rolnicy obawiają się, co stanie się w przypadku pierwszych ognisk. Chcieliby wiedzieć, czy rząd ma już przygotowane mechanizmy pomocowe. Polscy producenci mięsa i mleka są bardzo zaniepokojeni sytuacją i nikt nie bagatelizuje zagrożenia.

Wiąże się to jedynie z zakazami, nakazami i wzmożoną kontrolą. I tyle. A czy istnieją jakieś długofalowe rozwiązania, które mogłyby pomóc rolnikom? Na razie o tym się nie mówi, po prostu czeka się, aż to przyjdzie. A na pewno przyjdzie – mówi WP Finanse prezes Lubelskiej Izby Rolniczej Gustaw Jędrek.

Rolnik z Lubelszczyzny podkreśla, że czekanie i mówienie, że może choroba nie przyjdzie, to za mało. Rolnicy oczekują rozwiązań długofalowych, które pomogłyby im przejść przez ten kryzys z mniejszymi stratami. Ponieważ straty poniosą rolnicy, a będą one gigantyczne. Stracą zarówno rolnicy, jak i konsumenci.

W walce z chorobą pomoże wojsko

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi poinformowało, jak będą wyglądać procedury w przypadku wystąpienia ogniska chorobowego.

W przypadku ewentualnego pojawienia się choroby będą one koordynowane przez służby mundurowe podległe Ministerstwu Obrony Narodowej oraz Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i Administracji. W skład tych służb wejdą wojsko, straż pożarna, służby graniczne oraz policja. Co więcej, w przypadku wykrycia pryszczycy, wojsko wesprze transport i utylizację zwierząt oraz zabezpieczenie gospodarstw objętych kwarantanną.

Jednak, co podkreślają eksperci, kluczowe są działania profilaktyczne i zapobiegawcze. Jak podkreśla profesorka weterynarii z Olsztyna, kluczową kwestią jest zapobiegnięcie wprowadzeniu wirusa do stada, a zatem przestrzeganie zasad bioasekuracji, sprowadzanie zwierząt ze znanych i zweryfikowanych źródeł, przeprowadzenie kwarantanny przed wprowadzeniem nowych osobników do stada.

Hodowcy zwierząt muszą także bezwzględnie stosować się do wszelkich komunikatów Inspekcji Weterynaryjnej oraz Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. W przypadku jakichkolwiek podejrzeń należy niezwłocznie zawiadomić Inspekcję Weterynaryjną, pozostawić zwierzęta w miejscu ich przebywania i nie wprowadzać tam innych zwierząt. Absolutnie niedopuszczalne – podkreśla prof. dr hab. Agata Bancerz-Kisiel z UWM.

Michał Krawiel, dziennikarz WP Finansemoney.pl

Źródło artykułu:WP Finanse
wiadomościgospodarkarolnictwo

Wybrane dla Ciebie

Komentarze (64)