Trwa ładowanie...
d18w5ra

Złożenie przenośnego wiatraka zamiast porannej kawy. "Bez niego dzieci by się po prostu ugotowały"

- Dzieci mdleją z gorąca. Kupiliśmy z pozostałymi rodzicami dwa wiatraki, może to pozwoli im przetrwać upały. Szkoła wybudowana w starej technologii nagrzewa się jak piekarnik - mówi w rozmowie z WP pani Magdalena. Ma nadzieję, że szkoła jej dzieci zdecyduje się skrócić lekcje.
Share
Wiatraki są obecnie produktami pierwszej potrzeby.
Wiatraki są obecnie produktami pierwszej potrzeby.Źródło: PAP/EPA, Fot: Darek Delmanowicz
d18w5ra

- W budynku szkoły, do której chodzą moje dzieci, jest gorąco jak w szklarni. Klasa córki znajduje się w jego południowej części, więc po dwudziestu minutach po prostu nie ma tam czym oddychać. My, rodzice, kupiliśmy dwa wiatraki. Mam nadzieję, że to pomoże dzieciom wysiedzieć tych kilka godzin – mówi pani Magdalena, matka dwojga dzieci w wieku szkolnym z Dolnego Śląska.

Gdy odprowadzała córkę do szkoły, minęła się w drzwiach z inną matką, która taszczyła ciężkie pudło. Jak się okazało, był tam duży wiatrak, który kobieta przed pracą pojechała kupić na drugi koniec miasta. Mamy złożyły go na korytarzu, tak by dzieci miały na lekcjach odrobinę chłodu.

- Jeden już stał w klasie. Efekt? Ale dzieci walczyły, by usiąść w jednym z pierwszych rzędów. Gdy postawimy drugi z tyłu, powinno być lepiej – wyraża nadzieję pani Magdalena.

d18w5ra

Obejrzyj: Herbata najlepsza na upał

Wychodząc ze szkoły, matka zamieniła kilka zdań z nauczycielką, która zdradziła jej, że w jednej z klas rodzice byli nawet gotowi na własny koszt zamontować klimatyzację. Nie wyraziła na to zgody dyrekcja.

- Wierzę, że istniały ku temu konkretne powody, na przykład dyrekcja uznała, że nie będzie to służyło zdrowiu dzieci. Nauczyciele też narzekają na temperatury. Ta pani powiedziała, że dzieciom bardzo trudno jest się skupić. Są ospałe, ciągle trzeba je prosić o koncentrację – mówi kobieta.

d18w5ra

Drzwi na korytarz są nieustannie otwarte, by był przesiąg, ale i to nie pomaga, bo na korytarzu też jest wysoka temperatura.

- Dzieci nawet nie mogą wyjść na zewnątrz, bo na szkolnym podwórku jest niewiele zacienionych miejsc – pani Magdalena dodaje, że syn jej kolegi z pracy w środę zemdlał na zajęciach pozalekcyjnych, które odbywały się na dusznym poddaszu. – A było "tylko" trochę ponad 30 stopni. W przyszłym tygodniu temperatura ma dochodzić do 38 stopni. Nie wyobrażam sobie tego.

Wczoraj pisaliśmy o tym, że szkoła podstawowa w Bezrzeczu w woj. zachodniopomorskim zdecydowała o skróceniu lekcji z 45 do 30 minut. Dzięki temu dzieci mniej czasu spędzą w nagrzanych salach lekcyjnych. Może to rozwiązanie zasługuje na skopiowanie?

d18w5ra

Zadzwoniliśmy do dolnośląskiego kuratorium oświaty, by dowiedzieć się, czy szkoły zgłaszają chęć skracania zajęć.

- To samodzielna decyzja dyrektora, której nie musi konsultować z kuratorium – usłyszeliśmy.

Zdecydowały się na to również władze szkoły w Ścinawie (woj. dolnośląskie), pięć szkół w Zielonej Górze, podstawówka w Gryfinie. Powoli dołączają kolejne.

Przepisy nie przewidują żadnej temperatury, powyżej której szkoły są zobligowane do skrócenia zajęć, odwołania ich lub zastosowania jakichkolwiek innych środków, by ulżyć dzieciom i nauczycielom. Możliwość podjęcia działań wynika z ogólnych przepisów dotyczących bezpieczeństwa i higieny pracy w placówkach oświatowych.

d18w5ra

Pisaliśmy również o tym, że przepisy prawa pracy nie wymagają, by pracodawca zapewnił określoną temperaturę w biurze. Instalowanie klimatyzacji czy choćby postawienie wiatraków nie jest więc obowiązkowe, a wynika tylko z jego dobrej woli. Gdy temperatura w pomieszczeniu przekracza 28 stopni, pracodawca musi zapewnić – na własny koszt – napoje w nieograniczonej ilości.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d18w5ra

Podziel się opinią

Share
d18w5ra
d18w5ra