Według danych Ministerstwa Pracy, w wyniku zwolnień grupowych, pracę straciło już ponad 17 tys. osób. A to dopiero początek.
- Do tej pory bezrobocie po sezonowym spadku zaczynało rosnąć dopiero jesienią. W tym roku zastój na rynku pracy zaczął się już w lipcu – powiedział na łamach "Rz" Jerzy Kędziora, szef Powiatowego Urzędu Pracy w Chorzowie.
Zdaniem cytowanych przez „Rz” ekspertów, rząd musi podjąć pilne działania, by opanować sytuację. „Trzeba ułatwić wreszcie prowadzenie biznesu, ujednolicić przepisy podatkowe, a dobre rozwiązania ustawy antykryzysowej, np. o czasie pracy, wprowadzić na stałe – ocenia Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Invest-Banku. Rząd powinien się też wystrzegać podwyżek podatków i składek, bo to dobiłoby gospodarkę” – czytamy w „Rz".
Z analizy specjalistów wynika, że największe zwolnienia dotkną branżę finansową. Tylko w sektorze bankowym zatrudnienie straci 2600 pracowników. Spowodowane jest to m.in. coraz szerszym dostępem do banków przez internet, a tym samym malejącym znaczeniem obsługi klientów w oddziałach bankowych.
W budownictwie pracuje ok. 600 tys. osób, w drogownictwie – 160 tysięcy. Wiele z nich może się obawiać o swoje miejsca pracy.
– Spodziewamy się zwolnień w całej branży rzędu, niestety, kilkudziesięciu tysięcy pracowników, łącznie z podwykonawcami – podkreśla Dariusz Blocher, prezes Budimeksu w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria. – Bardzo nad tym ubolewamy, bo jednak powinniśmy budować siłę tych firm po to, żeby sprawniej móc realizować kontrakty w przyszłym roku.
Dramatyczną sytuację widać jak na dłoni. Jak donosi "Puls Biznesu", jeszcze w tym roku można się spodziewać bankructw nawet 900 firm. Do kryzysowej branży budowlanej dołączą deweloperzy. Najwięcej upadłości już ogłoszono w branży produkcyjnej (28 proc. wszystkich bankructw), ale to budownictwo (24 proc.) i handel (23 proc.) są najbardziej zagrożone bankructwami.
Słabnąca konsumpcja i coraz większa skłonność klientów do oszczędzania powodują, że zagrożeni na ryzyko zwolnień są m.in. pracownicy handlu hurtowego i detalicznego, czyli np. sprzedawcy, kasjerzy czy pracownicy magazynowi.
Redukuje też sektor publiczny. Zwolnienia zgłosiły Agencja Rynku Rolnego i lokalne jednostki wojskowe. Zwolnień grupowych nie ma na razie w motoryzacji, co jednak nie oznacza, że firmy nie będą redukować załogi. Tam znaczna część osób to pracownicy agencji pracy tymczasowej.
Złe są także prognozy, które wynikają z tego, że znaczna część osób nie ma umowy o pracę na czas nieokreślony. Można zatem domniemać, że skala zwolnień w firmach będzie znacznie większa.
(JK)