Trwa ładowanie...
bogaty

Bogaci zrzucą się na nowy budżet

PO, aby ratować budżet na 2010 r., chce sięgnąć do kieszeni najbogatszych Polaków. Mieliby płacić wyższe składki na emeryturę - ujawnia "Gazeta Wyborcza".
Share
Bogaci zrzucą się na nowy budżet
Źródło: Jupiterimages
d3v3rfn

Jak się dowiedziało pismo, nowy pomysł na ratowanie budżetu to dzieło szefa Klubu Parlamentarnego PO Zbigniewa Chlebowskiego. Już przekazał go premierowi. To on ostatecznie podejmie decyzję.

Podwyżka składek - nawet już od 1 stycznia 2010 r. - może dotknąć ok. 300 tys. osób, które zarabiają więcej niż 8 tys. zł brutto miesięcznie, czyli menedżerów, bankowców i naukowców z wysoką pensją.

_ Decyzja w sprawie podwyżki składki emerytalnej dla najbogatszych zostanie podjęła do 30 września, czyli do dnia, w którym rząd musi przedłożyć Sejmowi projekt budżetu na 2010 rok _- powiedział w piątek szef klubu PO Zbigniew Chlebowski w TVN24.

d3v3rfn

Podkreślił, że w czasach kryzysu trzeba poszukiwać różnych źródeł łatania dziury budżetowej. Dodał, że odpowiedzialny rząd musi rozpatrywać wszystkie warianty, nawet te najtrudniejsze.
Jednocześnie zwrócił uwagę, że podwyższenie składek i podatków jest ostatecznością. _ Nie jest (ten wariant) taki prosty, bo związany jest z wysokością przyszłych świadczeń emerytalnych. Gdyby taka operacja została przeprowadzona, należałoby również brać pod uwagę drugą stronę - przyszłe świadczenia emerytalne również musiałyby wzrastać _ - powiedział Chlebowski.

Zaznaczył, że decyzji w tej sprawie jeszcze nie ma. Pytany, kiedy można się jej spodziewać, odparł, że takie decyzje czekają rząd we wrześniu, czyli wtedy, kiedy będzie musiał przesłać do Sejmu projekt budżetu na 2010 roku. Wtedy - jak dodał - najpóźniej w projekcie budżetu muszą się pojawić wszystkie propozycje.
_ Trzeba szukać dochodów, natomiast nie stosować zasady, że tylko i wyłącznie najbogatsi załatają dziurę budżetową, wyprowadzą Polskę z kryzysu _ - zaznaczył Chlebowski.

Sprawdź:
Ranking kredytów gotówkowych >>>

d3v3rfn

Podziel się opinią

Share
d3v3rfn
d3v3rfn