Sądzi Pan, że była szansa na to, żeby nie dopuścić do tej sytuacji?
Trudno jest to oceniać w tej chwili jednoznacznie. Oczywiście decyzje były podejmowane w określonym czasie, kiedy było wiele niewiadomych i pytań dotyczących rynku. Ocenianie z perspektywy kilku lat, kiedy wiemy, jak on funkcjonuje i co z tego wynikło, byłoby może niesprawiedliwe, ale uważam, że na pewno należało zawalczyć o większy limit produkcji cukru. Nie ma co ukrywać, że dla Francuzów czy Niemców, liderów na europejskim rynku cukru, których rynki są znacznie większe od naszego, idealnym rozwiązaniem jest, żeby Polska nie była producentem, ale rynkiem zbytu cukru. Oczywiście wszystko to pod szczytnym hasłem ograniczania kosztów, koncentracji produkcji i stawania się konkurencyjnym przemysłem wobec światowego rynku cukrowego. Polska weszła w ten rynek z zupełnie innego poziomu niż Niemcy czy Francuzi. Oni mieli kilkadziesiąt lat na uporządkowanie spraw związanych z koncentracją produkcji, modernizacją, rozwojem tego przemysłu. Polska weszła w ten rynek z bardzo rozdrobnioną produkcją, zakłady były bardzo
zapóźnione, jeżeli chodzi o poziom techniczny itd. Przeobrażenia, które zaszły na naszym rynku w ostatnich latach, mimo że bolesne, były olbrzymie. To , co zostało z dawnego potencjału, jest na poziomie światowym. Została Krajowa Spółka Cukrowa SA.
Z perspektywy czasu uważam, że zachowanie narodowej tożsamości przez KSC było bardzo dobrym pomysłem. Przemysł cukrowniczy to jest dochodowy biznes. Walka o polskość, czyli zachowanie narodowych relacji między producentem cukru a producentem buraka cukrowego, była słuszna. KSC SA, mimo wcześniejszych problemów, jest obecnie w bardzo dobrej kondycji. Nie daliśmy się ograć całkowicie. Te n i najbliższy rok pokażą, czy nasz potencjał będzie wystarczający do dalszego rozwoju spółki.