Trwa ładowanie...
holderName
polisa

Dla psa kiełbasa, ale nie polisa

Dla pupila wszystko. Najlepsza karma, najlepszy weterynarz, ba, nawet na fryzjera się nie poskąpi. Polacy coraz częściej hołubią swoje zwierzęta, ale o tym, że można je ubezpieczyć, nawet nie pomyślą.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Dla psa kiełbasa, ale nie polisa
(Jupiterimages)
holderName

W Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych czy Kanadzie na pytanie o ubezpieczenia dla zwierząt ludzie nie reagują "słucham"? Ubezpieczenie kosztów leczenia? Proszę bardzo. A gdyby pies dziabnął sąsiada? Oczywiście, jest polisa. Refundacja kosztów poszukiwania kota i nagrody dla znalazcy? Też to mamy.

W Polsce takie odpowiedzi to rzadkość, oferta jest uboga, bo mało kto chce ubezpieczyć swoje zwierzaki.
- Nie jest to obiecujący rynek - mówi wprost Paweł Wróbel z Generali.
- Takiego specjalistycznego ubezpieczenia nie mamy - mówi Marcin Pawelec z Allianz, towarzystwa, które w innych krajach takie ubezpieczenie jednak oferuje.

To, co jest dostępne bez wielkiego zachodu, to ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej od szkód wyrządzonych przez zwierzaka, gdyby ten na przykład pogryzł przechodnia czy wpadając pod samochód uszkodził pojazd. Innymi słowy ludzie częściej ubezpieczają siebie od kosztów zachowania swoich pupili, niż ubezpieczają same zwierzęta.

holderName

Plazma, kryształy i Burek

Część ubezpieczycieli pozwala ubezpieczyć zwierzę w ramach polisy mieszkaniowej, gdzie jest ono traktowane jako... ruchomość domowa. Polisy mogą obejmować zdarzenia losowe, kradzież naszego pupila, otrucie przez osoby trzecie, a nawet opiekę nad zwierzęciem, jeśli ucierpi w wypadku albo zajęcie się nim, jeśli w wypadku ucierpi jego właściciel.

Warta pozwala ubezpieczyć w ten sposób psy, koty, ptaki oraz rybki akwariowe. Towarzystwo nie wesprze, gdy przyjdzie do pokrycia kosztów leczenia, wypłaci jednak odszkodowanie za śmierć psa. Ile?

No właśnie. Tę wskazuje ubezpieczający, dobrze, by była adekwatna do rzeczywistości, choć istnieje pokusa, by ją zaniżyć - bądź co bądź ta kwota ma przełożenie na składkę. - Wysokość składki zależy od wysokości sumy ubezpieczenia, okresu ubezpieczenia oraz zakresu ubezpieczenia - tłumaczy Iwona Mazurek z Warty.

holderName

Pan kotek był chory i leżał w łóżeczku

Koszty leczenia kotów i psów, rzecz jasna do umówionej kwoty, zostaną zwrócone posiadaczom specjalnej polisy w PZU. Pieniądze są wypłacane również w przypadku śmierci zwierzęcia, dołączane są też koszty pochówku. Ponadto polisa obejmuje odpowiedzialność cywilną za szkody wyrządzone przez zwierzaka.

Wysokość składki ubezpieczeniowej zależy, tak jak poprzednio, od sumy i zakresu ubezpieczenia, a także wieku zwierzęcia (od 6 miesięcy do 6 lat - w przypadku nowych umów). Jeśli mamy psa rasy bull terrier, wilczarz, basset, setter angielski, bokser, wyżeł, bernardyn, dog, nowofundland, airedale terrier, pudel albo jamnik, musimy liczyć się ze zwyżką.
- Zwyżka wynosi 10 proc. Statystycznie rasy te częściej chorują niż pozostałe - zdradza powód Agnieszka Rosa z PZU.

No dobrze, a ile konkretnie to kosztuje? Poprosiliśmy o wyliczenie składki dla rocznego rottweilera. Przy sumie ubezpieczenia na leczenie w wysokości 2 tys. zł i OC z tytułu posiadania zwierzęcia w wysokości 20 tys. roczna składka wyniosłaby 300 zł. Jeśli zmniejszyć kwotę, do której za leczenie płaci zakład ubezpieczeniowy do 1,5 tys. zł, a odpowiedzialność za szkody wyrządzone przez psa do 15 tys., za składkę trzeba by zapłacić 225 zł. Za kota, dla którego suma ubezpieczenia za leczenie wynosi 1,5 tys. zł, zapłacimy w ciągu roku 150 zł.

holderName

Chory Heros liczy tylko na pana

Heros, jamnik krótkowłosy, ma ubezpieczenie NNW.
- Dostaliśmy je w gratisie do pełnego pakietu ubezpieczenia komunikacyjnego w AXA - śmieje się pani Renata, właścicielka. Czy chciałaby go ubezpieczyć bardziej kompleksowo? - A można? - w pierwszym odruchu dziwi się pani Renata. Zaraz potem dodaje: - Ubezpieczenie weterynaryjne by się przydało, bo w ubiegłym roku wydaliśmy na niego 2 tysiące.

Heros na takie ubezpieczenie w PZU nie ma szans. Warunkiem jest, by w momencie zawierania polisy po raz pierwszy zwierzak był zdrowy oraz miał od 6 miesięcy do 6 lat. Heros ma 7. Do tego już choruje. Teraz właściciele muszą radzić sobie sami.

Ale gdyby był młodszy, nie chorował, a właściciel chciałby jednak kupić polisę, "bo przecież co jakiś czas do weterynarza chodzić trzeba", mógłby się przeliczyć. Koszty wizyty do 50 zł nie podlegają zwrotowi.

Z ubezpieczeniami jest właśnie ten problem. Właściciel oczekuje, by polisa obejmowała wszystkie możliwe zdarzenia. Zakład musiałby wtedy jednak podnieść składkę. Dlatego woli wprowadzić wyłączenia z ochrony ubezpieczeniowej. Gdyby produkt był bardziej popularny, pewnie i ceny byłyby niższe. Ale do tego daleko, bo u nas miłość do zwierząt nie polisami się mierzy.

Katarzyna Izdebska
Wirtualna Polska

holderName

Podziel się opinią

Share
holderName
holderName