Trwa ładowanie...
Punkt odniesienia naszych materialnych aspiracji jest zawsze powyżej tego, ile zarabiamy
Punkt odniesienia naszych materialnych aspiracji jest zawsze powyżej tego, ile zarabiamyŹródło: East News, fot: LASKI DIFFUSION

Gra w klasy, czyli apetyt Polaków na kasę

Żeby powiedzieć "prowadzę dostatnie życie", kobiety potrzebują mniej pieniędzy niż mężczyźni. "Dostatek" co innego oznacza na wsi, a co innego w mieście. Równocześnie, choć wiemy, że aspiracje finansowe Polaków rosną, to konia z rzędem temu, kto powie, ile naprawdę zarabiamy.

Share

Rosną apetyty dochodowe Polaków. Według raportu CBOS przeciętny Polak uważa, że aby żyć dostatnio, dochód na osobę w gospodarstwie domowym powinien wynosić 4001 zł miesięcznie na rękę. To średnia wartość ze wszystkich odpowiedzi. CBOS sprawdzał również, jaka jest mediana "dostatniego" dochodu.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia

Od razu małe wyjaśnienie, czym jest mediana. To wartość statystyczna dzieląca jakiś zbiór na równe połowy. W tym konkretnym przypadku chodzi o zbiór odpowiedzi respondentów. Mediana wysokości dochodu w owych odpowiedziach wynosiła 3 tys. złotych.

Oznacza to, że połowa badanych stwierdziła, że do dostatniego życia potrzebne jest mniej niż 3 tys. zł dochodu na rękę każdego domownika, a połowa twierdziła, że więcej.

d1o449c

Badanie potwierdza również starą, życiową prawdę: apetyt rośnie w miarę jedzenia.

- Dziesięć lat temu uważałam, że dostatnie życie to 5 tysięcy złotych na rękę. Na obecnym etapie sądzę, że dobre życie to około 8 tys. zł na rękę, a dostatnie to 10 tys. zł miesięcznie lub więcej – mówi 33-letnia Justyna, analityczka pracująca w sektorze publicznym.

Do wymarzonego "dostatku" nieco jej brakuje, bo obecnie zarabia nieco ponad 4 tysiące złotych na rękę, a dekadę temu zarabiała poniżej 2 tysięcy złotych netto.

Podobne przesunięcia w oczekiwaniach widać we wspomnianym badaniu CBOS, które zostało wykonane pod koniec sierpnia.

Dla osób dysponującym dochodem nie większym niż 999 zł miesięcznie dostatnie życie to dochód na poziomie 2620 zł na rękę każdego domownika (przypomnijmy, to średnia z udzielonych odpowiedzi). Natomiast dla osób o dochodzie powyżej 3000 zł na osobę dostatnie życie zaczyna się od pułapu 5678 zł miesięcznie.

Tej zmiany perspektywy doświadczyła również Justyna. Kiedy pięła się po szczeblach kariery, zmieniała się również jej percepcja dobrobytu.

W ten sposób działa mechanika klas społecznych. Jeżeli jesteśmy w klasie niższej, to zapewne obracamy się wśród ludzi z klasy niższej. Kiedy jednak nasze dochody zaczynają rosnąć, to zaczynamy się obracać wśród bogatszych znajomych.

A bogatsi ludzie inaczej konsumują niż osoby biedniejsze: więcej wydają na podróże i rozrywki, ubierają się w lepszych sklepach. Tańsze sieciówki zamieniają na droższe, a wraz z podróżą po kolejnych szczeblach ekonomicznej drabiny sieciówki zamieniają w końcu na ciuchy od projektantów.

Ta swoista "gra w klasy" powoduje, że rzadko czujemy się ekonomicznie zaspokojeni. Zazwyczaj bowiem punkt odniesienia naszych materialnych aspiracji jest nieco lub znacznie powyżej tego, ile sami zarabiamy.

d1o449c

- Chciałabym zarabiać więcej. O ile? Jakieś 20-30 proc. I jest jasne, że moje wymagania materialne z czasem rosły. Natomiast wiem też, że w moim zawodzie wiele więcej już nie podskoczę. Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że żyję w pewnej zamożnej, wielkomiejskiej bańce – mówi Marta, dziennikarka z 20-letnim stażem zarabiająca około 7-8 tys. złotych na rękę.

Pytam, czy widzi różnicę w potrzebach materialnych między dzisiejszymi młodymi a okresem, kiedy sama zaczynała karierę.

– Tak, dostrzegam rosnący apetyt, jeśli chodzi o standard życia – mówi dziennikarka. – Obserwuję to zwłaszcza wśród młodych.

Zmieniły się nasze horyzonty

CBOS pytał również o środki potrzebne na życie na średnim poziomie. Polacy uważają, że takie życie to dochód miesięczny w wysokości 2739 zł (to cały czas uśredniona wartość wszystkich odpowiedzi). W porównaniu do badania z 2018 roku deklarowany dochód potrzebny do średniego życia wzrósł o 6 proc. Również po wzięciu poprawki na inflację.

Justyna, jak sama mówi, jest na dobrej drodze do zarabiania ponad 5 tys. złotych na rękę. Ale postrzega tę kwotę zupełnie inaczej niż 10 lat temu.

- Dzisiaj uważam, że 5 tysięcy na rękę to życie na średnim poziomie – mówi analityczka z sektora publicznego. - Co się zmieniło w moim postrzeganiu świata? Razem z moim rozwojem zmieniły się również horyzonty. Doceniam wyjazdy zagraniczne. Samo życie w dużym mieście generuje koszty: jedzenie na mieście, dojazdy Uberem, fryzjer, kosmetyczka.

Im więcej zarabiamy, tym wyżej ustawiamy sobie poprzeczkę zarobkową, którą wyobrażamy sobie jako dostatek. Jeżeli więc zarabiamy naprawdę mało i po jakimś czasie dochód w naszym gospodarstwie domowym podskoczy do 3000 zł netto na osobę, to zapewne nie uznamy się za ludzi żyjących dostatnio (choć jak zarabialiśmy grosze, to owe 3 tys. jawiło nam się jako dostatek), tylko przesuniemy poprzeczkę zamożności nieco wyżej!

d1o449c

Prawdopodobnie nie uznamy nawet, że żyjemy na średnim poziomie. Z pewnością natomiast przesuniemy progi dochodów: i tych, które uważamy za średnie, i tych, które według nas zapewniają dostatnie życie.

Mało tego, zjawisko przesuwania się aspiracji dochodowych, które było udziałem Justyny, jest udziałem całego polskiego społeczeństwa.

Wiemy o tym, ponieważ CBOS pytania o aspiracje zarobkowe zadał również w 2018 roku. Wtedy, aby żyć dostatnio, zdaniem respondentów, należało dysponować dochodem na poziomie 3605 zł (w porównaniu do 4001 zł obecnie).

Co ciekawe, jeżeli weźmiemy pod uwagę inflację, to realne aspiracje dla życia dostatniego… obniżyły się o 0,7 proc!

Ale już wysokość dochód zapewniająca "średni" poziom wzrosła (po skorygowaniu o inflację) o ponad 6 procent. Po prostu wzrasta poziom życia, które uznajemy za "średnie". Tak samo stało się też z postrzeganiem zaspokajania jedynie podstawowych potrzeb.

- Jestem z pokolenia z kluczem na szyi. Dla nas raczej liczyła się wspólnotowość, a nie lans. Teraz to się zmienia. Widzę też, że wielu ludzi, zwłaszcza młodych jest w stanie na przykład zadłużyć się, głównie po to, żeby zrobić sobie zdjęcie z prestiżowej lokalizacji na Insta – mówi z kolei dziennikarka Marta.

To jeszcze kilka ciekawostek z badania CBOS. Średni "dostatni" dochód na jedną osobę podawany przez kobiety był niższy niż ten podawany przez mężczyzn. Te pierwsze uważały, że do dostatniego życia wystarczy 3785 zł na głowę w gospodarstwie domowym. Mężczyźni podawali wyższe oszacowania. Średnia dla nich to 4229 zł.

Deklarowana kwota rośnie również wraz z wielkością miejscowości. Mieszkańcy wsi uważają, że życie dostatnie zapewniają środki na głowę w wysokości 3494 zł miesięcznie. A już mieszkańcy miast powyżej 500 tys. sądzą, że ta kwota to 5737 zł.

Ciekawie jest również, gdy spojrzymy na grupy zawodowe i społeczne.

I tak na przykład gospodynie domowe uważają, że próg dostatniego życia zapewniają dochody na poziomie 2971 zł, uczniowie i studenci mówią już o 3450 zł miesięcznie. Dla robotników niewykwalifikowanych dostatnie życie (próg 2864 zł) wydaje się ponad dwa razy tańsze niż dla kadry kierowniczej i specjalistów z wyższym wykształceniem (6166 zł).

d1o449c

Konia z rzędem temu, kto zna odpowiedź

A ile Polacy zarabiają realnie? Cóż, paradoksalnie tak naprawdę nie wiemy o tym wiele. Zapewne słyszeliście państwo, że przeciętny Kowalski według Głównego Urzędu Statystycznego zarabia niemal 6 tys. zł brutto. Mówiąc precyzyjniej, tak zwane przeciętne miesięcznie wynagrodzenie w lipcu (najświeższe dane) bieżącego roku, wynosiło 5848 zł.

To nieco ponad 4200 zł na rękę. W tym momencie pojawia się jednak kilka "ale".

Po pierwsze publikowane co miesiąc informacje GUS na temat średniej pensji nie zliczają wynagrodzeń wypłacanych w tak zwanych mikro firmach, czyli w podmiotach zatrudniających do 9 osób.

A to właśnie tam płaci się najmniej. Te dane są ujęte dopiero w zestawieniach rocznych. Właśnie dlatego roczna średnie jest mniejsza, niż wynikałoby to po prostu z zestawienia średnich miesięcznych.

Po drugie GUS jest ślepy na śmieciówki. A wiemy również, że na śmieciówkach zarabia się mniej niż na umowach o pracę. Mamy więc tutaj ten sam problem, co przy pominięciu pracowników najmniejszych przedsiębiorstw: z obrazu wypadają nam ci, którzy średnią pensję by zaniżali.

Tu pewne uwaga na marginesie. Według danych Polskiego Instytutu Ekonomicznego, choć w najmniejszych firmach płaci się najmniej, to również tam najbardziej rozpowszechniony jest proceder płacenia pod stołem.

W 2018 roku w ten sposób część wynagrodzenia otrzymywało 1,4 mln pracowników. W mikro firmach niemal jedna trzecia pracowników otrzymuje pieniądze w kopercie. Zdaniem PIE, gdyby do średniej pensji w 2018 roku (za ten rok PIE podaje dane) doliczyć pieniądze, które Polacy otrzymują poza oficjalnym wynagrodzeniem, średnia płaca podskoczyłaby o 240 zł.

Wróćmy do "wad" GUS-owskiej średniej pensji. Trzecia jej właściwość, która powoduje, że nie oddaje ona precyzyjnie obrazu zarobków to fakt, że w górę ciągną ją najlepiej zarabiający. To zresztą powszechny statystyczny problem ze średnią. A raczej problem nie tyle samej statystyki, ile nas, ludzi, którzy statystyki zazwyczaj nie rozumiemy.

Wszystkie te rzeczy powodują, że średnią pensję i więcej - wspomniane 4200 zł na rękę - zarabia około 1/3 polskich pracowników. Właśnie dlatego lepiej jest patrzeć na inne miary statystyczne.

d1o449c

Jedną z nich jest choćby wspomniana już mediana. Przypomnijmy - to parametr statystyczny dzielący jakiś zbiór na równe połowy. W przypadku zarobków będzie to kwota, powyżej której połowa Polaków zarabia więcej, a połowa mniej.

Ile wynosi mediana zarobków w Polsce? No cóż, znów właściwie nie do końca wiadomo. Ale nie uprzedzajmy faktów. Najświeższe dane GUS (a to właśnie ten urząd prezentuje najbardziej wiarygodne informacje na temat zarobków Polaków) pochodzą z 2018 roku. Wtedy mediana wynosiła około 4100 zł brutto, czyli niecałe 3 tys. zł na rękę.

Urząd podaje informacje o medianie co dwa lata. W roku 2018 wzrosła ona w stosunku do mediany z 2016 roku o niecałe 17 proc. Możemy więc dokonać pewnego zgrubnego szacunku odnoszącego się do tego, ile wynosiłaby ona w 2020 roku. W zeszłym roku – o ile mielibyśmy do czynienia z zachowaniem trendu – mediana wynosiłaby około 4800 zł brutto, czyli jakieś 3470 zł na rękę.

Ale choć mediana nie jest zawyżana przez najlepiej zarabiających, to ma ona inny wspólny problem ze średnią. GUS obliczając ją, bazuje na danych tylko z firm zatrudniających powyżej dziewięciu pracowników. A przypomnijmy – w mikrofirmach zarabia się najmniej. I pracuje w nich około jednej czwartej wszystkich zatrudnionych w Polsce. Znów więc mediana realnie jest zawieszona nieco niżej. Jak nisko? Nie wiadomo.

Mamy jeszcze jedno źródło danych. Ma ono jedną dużą zaletę i dwie poważne wady. Chodzi o opracowanie Ministerstwa Finansów odnoszące się do dochodów Polaków. Zaleta opracowania to fakt, że autorzy badania pokusili się o zsumowanie wszystkich naszych dochodów. Nie tylko więc chodzi o dochody z pracy (te bada GUS), ale również pieniądze pochodzące z działalności gospodarczych, czy z wynajmu nieruchomości.

Mało tego, ministerstwo dysponuje dochodami rozbitymi na tak zwane decyle, czyli równoliczne grupy osób uszeregowane pod względem dochodu od najbiedniejszych 10 proc. do najbogatszych 10 proc. (każda kolejna grupa to następna pod względem dochodu jedna dziesiąta społeczeństwa).

Aby załapać się do najbogatszych 10 proc. Polaków wystarczyło mieć sumę dochodów na średnim miesięcznym poziomie w wysokości… 5776 zł brutto.

Nie da się w tym przypadku określić, o jakich sumach na rękę mówimy, ponieważ różne dochody są oskładkowane i opodatkowane w różny sposób (tego problemu nie ma choćby w GUS, który analizuje tylko umowy o pracę, które są oskładkowane i opodatkowane w ten sam sposób).

To teraz wady opracowania. Po pierwsze, jako że raport jest oparty o rejestry urzędów podatkowych, to jest on ślepy na płacenie pod stołem.

A jak wspomniałem już, pieniądze poza oficjalnym wynagrodzeniem "przytula" prawie półtora miliona Polaków, niecałe 10 proc. wszystkich pracujących. Po drugie są to dane z 2017 roku. A wiemy, że od tamtego czasu, jeśli chodzi o nasze pensje, zmieniło się bardzo sporo na plus. Nawet jeżeli weźmiemy pod uwagę inflację. Nie wiemy więc, ile dzisiaj trzeba zarabiać, żeby łapać się na górny decyl, czyli 10 proc. osób z najwyższym dochodem.

Piszę o tym wszystkim dlatego, żeby pokazać, że tak naprawdę mamy bardzo mało precyzyjnych danych na temat tego, ile zarabiają Polacy. Znamy jedynie pewne widełki i tendencje.

Wiemy, że niemal wszyscy od lat zarabiamy coraz lepiej. Nie musi to oznaczać, że każdy dostaje co roku podwyżkę. Oznacza to, że dostaje ją całkiem spora grupa pracowników. Również tych gorzej zarabiających, co wiemy choćby ze wzrostu mediany oraz choćby ze wzrostu płacy minimalnej.

To wszystko nie znaczy, że wciąż jesteśmy tak samo ekonomicznie niezaspokojeni. CBOS cyklicznie pyta Polaków o ich subiektywne postrzeganie własnej pozycji ekonomicznej.

Zarobić na krem na zmarszczki

Od 1993 roku, kiedy po raz pierwszy zadał to pytanie, odsetek osób, które deklarowały, że żyły bardzo biednie lub skromnie spadł z ponad 50 proc. do około 12 proc.

A odsetek tych, którzy twierdzą, że żyje im się dobrze lub bardzo dobrze wzrósł z niecałych… 3 proc. na początku lat 90. do ponad 30 proc. obecnie!

Choć w Polsce mieliśmy do czynienia z wieloma błędami transformacji i z pewnością bardzo wiele rzeczy można było (ba! trzeba było) zrobić lepiej, jest to z pewnością jedno z większych osiągnięć ostatniego 30-lecia: podciągnięcie w jakości życia milionów ludzi.

Wzrost naszych aspiracji płacowych jest – paradoksalnie – zjawiskiem pozytywnym. Ukazuje on oczywiście pewien proces "gry w klasy", o którym pisałem wyżej; to, że bardzo ciężko jest się nam nasycić. Z drugiej strony jest jednak symptomem tego, że nam się poprawia.

- Wiem też, że w ten wyścig są wpisane paradoksy. Moja koleżanka mówi, że robi projekty po nocach po to, żeby zarobić na drogi krem przeciw zmarszczkom, które ma z niewyspania – mówi Marta, dziennikarka.

Ważne jest jednak, żeby pamiętać, że za uśrednionymi wskaźnikami wciąż kryją się miliony osób, którym trudno jest związać koniec z końcem. I żadne statystyki mówiące o tym, że "średnio żyje nam się coraz lepiej" nie powinny nam tego faktu przysłonić.

Podziel się opinią

Share